Michał Jackiewicz z zawodu jest dziennikarzem motoryzacyjnym, którego na co dzień można spotkać w naszym nadwiślańskim grodzie podczas wykonywania pracy zleconej mu przez zaprzyjaźnioną z „TP” redakcją TV TELE – TOP.Oprócz tego zawodu w ankiecie wpisuje także: kierowca rajdowy. I to nie byle jaki – kiedyś wyprzedzały go nawet „maluchy”, a od niedawna jest wicemistrzem Polski, godnie reprezentując Płock na arenie ogólnopolskiej. Wśród licznych zajęć podzielonych pomiędzy treningi jazdy i obowiązki dziennikarskie Michał znalazł chwilkę wolnego czasu i dał się namówić na rozmowę dla Tygodnika Płockiego. - Starty w rajdach samochodowych rozpocząłeś w roku 1992. Jak do tego doszło? - Jako dziennikarz i kibic obserwowałem rajdy samochodowe. Razem z kolegą zaczęliśmy interesować się tym, jak wyglądają profesjonalne rajdy od zaplecza i na początek postanowiliśmy wystartować w rajdzie dla amatorów. Wydawało nam się, że taki start jest bardzo łatwy, a przygotowania bardzo proste. W Płocku, w 1992 roku odbywał się rajd amatorów zorganizowany przy współudziale Renault, w którym startowali głównie zawodnicy z Warszawy. Podczas startu, w tym pierwszym w moim życiu rajdzie, zająłem z kolegą jedno z ostatnich miejsc. Wynikało to z tego, że nie miałem doświadczenia oraz dlatego, że jechałem skodą 105 l, podczas gdy rywale mieli nissany czy audi. Zawodnicy z Warszawy byli ludźmi profesjonalnie przygotowanymi, mieli samochody z klatkami, przerobionymi silnikami, ze specjalnym ogumieniem, z serwisami. Byli to po prostu bogaci zawodnicy, którzy nas zakasowali, co nam się bardzo nie spodobało. Wtedy wyprzedziły mnie nawet „podrasowane maluchy”... - Ale nie dałeś za wygraną, zacząłeś zmieniać samochody, najpierw był duży fiat, polonez, później stare renault 1l turbo. Jak dalej potoczyła się twoja przygoda w udziałami w rajdach samochodych? - W 1994 roku poznałem Krzysztofa Hołowczyca, co spowodowało, że moje dotychczasowe związki ze sportem na szczeblu dziennikarskim stały się bardziej oficjalne i podszyte duchem sportowym. Postanowiłem ponownie wystartować w rajdzie, organizowanym w Płocku przy współudziale ówczesnej Petrochemii Płock. Ponieważ w naszym mieście byłem jedynym dziennikarzem, który miał związki z motoryzacją i sportami samochodowymi, prezes Autoklubu Dziennikarzy poprosił mnie o pomoc przy organizacji tego rajdu. Oprócz pomocy w formie organizacyjnej wystartowałem w rajdzie jako zawodnik. Od tego czasu zacząłem jeździć w rajdach dziennikarskich, zaczęły przychodzić zaproszenia na kolejne eliminacje. W miarę dobrze jeździłem, więc dosyć szybko przyjąłem się w środowisku kierowców rajdowych. W latach 1997 – 98 zdobyłem dwa tytuły wicemistrza Polski dziennikarzy w klasie aut cinquecento i postanowiłem poważnie zająć się sportem motorowym. - To znaczy, że kolejnym Twoim ruchem było rozpoczęcie poszukiwań sponsorów, bo przecież w tej dziedzinie sportu oprócz ambicji, umiejętności i licencji potrzebne są pieniądze... - Niestety, pieniądze są nieodzowne. Trzeba „podrasować samochód”, mieć na wpisowe, hotele i utrzymanie ekipy podczas startów. Na szczęście, udało mi się znaleźć ludzi w Płocku, którzy uznali, że start zawodnika w rajdzie samochodowym jest dobrym sposobem na promowanie firmy. Wkrótce przyszła refleksja i doszedłem do wniosku, że skoro po pięciu latach startów zacząłem osiągać sukcesy, warto pomyśleć o licencji R 2. Jest to licencja pół amatorsko – profesjonalna, która zapewnia starty w rajdach niższego szczebla niż Mistrzostwa Polski, ale biorą w nich udział kierowcy w samochodach z klatkami, fotelami, pasami, z całym tym rynsztunkiem, który jest do tego potrzebny. Jest to taka liga półzawodowa, bardzo silnie obsadzona w Polsce. Tę licencję zdobyłem w trakcie startów w rajdach dziennikarskich w przeciągu trzech lat, w roku 1998 i mogłem już startować w rajdach na szczeblu okręgowym. - Jaka była kolejna poprzeczka, którą sobie postawiłeś na drodze do kariery sportowej? - Kolejnym etapem, było zdobycie licencji zawodowej R 1, co jest o wiele trudniejsze, chociażby ze względów finansowych. Zacząłem się do tego pieczołowicie przygotowywać. Powstał wokół mojej osoby mały zespół rajdowy, płocko-katowicki. Rok później uzyskałem licencję sportową R 1, która pozwala mi na starty we wszystkich rajdach na świecie. Dokonałem tego startując tylko w trzech rajdach, zdobywając w nich wystarczającą liczbę punktów. W 1999 roku zostałem odznaczony Brązową Odznaką Honorową Polskiego Związku Motorowego. - Wystartowałeś w ubiegłym roku posiadając licencję R 1 w Rajdowych Mistrzostwach Polski i osiągnąłeś niewątpliwie sukces... - Tak, w 2000 roku brałem udział w Rajdowych Mistrzostwach Polski w Pucharze Seicento Sporting. Najtrudniejszy z całego cyklu był Rajd Zimowy Dolnośląski, rozgrywany w lutym, w Kotlinie Kłodzkiej. Zająłem tam 8 miejsce w klasie N-1 (samochody z minimalną ilością przeróbek) oraz zdobyłem z kolegami z drużyny puchar dla najlepszej załogi telewizyjnej w Polsce. Obecnie jeżdżę z pilotem Wojciechem Grochowiczem z Katowic. Nasze życie pochłaniają treningi, modernizacja i ciągła przebudowa auta, serwis i poszukiwanie sponsorów, którzy rynek sportów motorowych odkryją dla reklamy swoich firm. - Co czujesz siedząc za kierownicą, kiedy prędkość wyznacza drogę wiodącą ku zwycięstwu... - Jest to nieodparta chęć pędu przed siebie, niezwykła przygoda i niesamowite wrażenia. W ubiegłym sezonie jeździliśmy po to, żeby się dopasować do tej najwyższej półki, nie tylko pod względem przygotowania psychicznego, zebrania doświadczeń, ale także finansowym. Udział w Mistrzostwach Polski pochłania ogromne zasoby funduszy z budżetu przeznaczonego na starty w rajdach. Czołowe auta warte są od 250 – 400 tysięcy dolarów. My jeździmy seryjnym seicentem, którego wartość wynosi 20 tysięcy złotych - skaluje to niejako cały problem, z jakim się borykam i od razu zamyka nas na jakiejś liście, niezależnie od wyniku. - A jakie jest to Twoje wymarzone auto? - Chciałbym się przesiąść do samochodu trochę większego, gdyż ważne jest w sporcie motorowym odpowiednie skalowanie swoich umiejętności. Myślę o mitshubissi... - W takim razie na pewno masz jakiś autorytet wśród sportowców z górnej półki? - Przykładem jak wiele można osiągnąć, będąc konsekwentnym i upartym w swoim działaniu, jest dla mnie Janusz Kulig, zwany przez znajomych tytanem pracy. No i oczywiście Krzysztof Hołowczyc. - Czy tylko prowadzisz samochód, czy też może lubisz samemu „podłubać” i pomajsterkować przy silniku? - Przekonałem się ostatnio, że nie wszyscy mechanicy nadają się do tego, by im powierzyć swój samochód rajdowy. Od stanu technicznego samochodu niejednokrotnie zależy życie i zdrowie kierowcy oraz pilota. Generalnie sam pracuję przy samochodzie. Tyle, ile jestem w stanie zrobić w warunkach polowych, wykonuję sam. Po prostu umiem i wiem jak naprawić auto. Niestety, w rajdach wyższego szczebla nie ma takich możliwości, bym mógł sam zadbać o stan silnika, zawieszenia, klocków hamulcowych itp. To są już bardzo skomplikowane auta, naszpikowane elektroniką, którą zajmują się odpowiednie zespoły ludzi. - Jak udaje Ci się godzić zawód kierowcy rajdowego z wykonywaniem obowiązków dziennikarskich? - Kierowca rajdowy R 1 jest niewątpliwie zawodem, który głównie wykonuję. Tę licencję ma w Polsce około 100 osób, czynnie startujących w zawodach oraz około 40 kierowców pozostających w stanie spoczynku z powodu braku finansów. Tę pracę, obciążoną wielogodzinnymi treningami, która ponadto wymaga ogromnych nakładów finansowych staram się godzić z zawodem dziennikarza. Dziennikarkę uprawiam dlatego, że każdy przysłowiowy grosz jest potrzebny, bym mógł brać udział w wyścigach. Pracę dziennikarza telewizyjnego czy prasowego wykonuję nocami i w weekendy. - Jakie są Twoje najbliższe plany? - Na pewno przesiąść się do większego, lepszego i bezpieczniejszego samochodu, na którym będę mógł osiągać lepsze wyniki w klasyfikacji generalnej. I oczywiście, pomimo niezbyt przychylnego spojrzenia na moją pracę ze strony najbliższej rodziny (mama miała największe opory z zaakceptowaniem mojego „konika”), jeździć, jeździć i zdobywać coraz to lepsze trofea. W nowym sezonie planuję starty samochodem klasy N-2 z silnikiem o pojemności 1600 cm sześciennych. Powinniśmy razem z zespołem MJ MOTORSSPORT RALLY TEAM wystartować w pełnym cyklu Rajdowych Mistrzostw Polski i wziąć udział w imprezach okręgowych. Wystartujemy także w Mistrzostwach Polski Dziennikarzy, gdzie udało nam się wywalczyć tytuł wicemistrzów Polski w klasie 4. - Dziękuję za rozmowę i życzę Ci spełnienia wszystkich planów i marzeń. Tekst i fot.: (mus)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze