Suche łęty ziemniaków zapowiadają nieuchronny koniec lata. Przyglądając się pierwszym wykopkom, trudno wyobrazić sobie, iż powszechność tej bulwy na europejskich stołach poprzedzona była w XVIII wieku licznymi kampaniami promocyjnymi, w które zaangażowani byli władcy najpotężniejszych mocarstw Starego Kontynentu. Cesarz Austrii Józef II (z jego inicjatywy Austria przystąpiła do I rozbioru Polski), chcąc zachęcić węgierskich chłopów do zwiększenia uprawy tej rośliny, nakazał księżniczkom zdobić włosy ziemniaczanymi kwiatami. W efekcie kwiaty te nabrały takiej rangi, iż ich bukiet podarowany ukochanej równoznaczny był z wyznaniem miłości. Nie wiadomo, czy ta kwiatowa kampania reklamowa, czy też łatwość uprawy i małe wymagania tej rośliny spowodowały, iż ziemniak bardzo upowszechnił się w austriackiej kuchni. Odwiedzając wiejskie gospody na terenie Tyrolu, zawsze można się tam posilić grostlem, czyli „patelnią” ze smażonym mięsem, cebulą i ziemniakami. Przy czym dawniej odrębne były ceny za „Danie dla Pana” i „Danie dla Pani”. Podróżujący po Tyrolu w 1804 roku niemiecki pisarz i generalny konsul Rosji August von Krozebue zauważył, iż panie płaciły znacznie mniej za swój posiłek. Najwidoczniej parytety dla kobiet wywodzą się z tyrolskiej gospody. Początkowo były to tylko ustępstwa przy posiłku, obecnie jest to już zgoda na dzielenie się władzą. Cóż, takie są efekty „polityki ustępstw”.
Tyrolski grostl
Skład:
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze