Bardzo wiele osób, także w naszym mieście, przeżyło głęboko i bardzo osobiście śmierć Benedykta XVI – jako absolutny koniec pewnej epoki. Świadomość, że w czasach pogłębiającego się kryzysu Kościoła, do którego walnie przyczynił się powołany do jego ratowania kardynał z dalekiej Ameryki, odchodzi papież, któremu się ufało, który wzbudzał niepodważalny szacunek, mówił jasno i jednoznacznie, po którym niczego nie trzeba było prostować, rodzi niepokój i daje do myślenia. Papież Benedykt swoimi słowami, czynami, tekstami budził respekt. Kościół jest monarchią, a on rozumiał, że jako głowa tej monarchii nie może błaznować, tylko swoją postawą bronić jej autorytetu i autorytetu jej Boskiego Założyciela. Nigdy nie słyszałem, żeby życzył komukolwiek na zakończenie liturgii „smacznego obiadu” albo żeby witał zebranych na spotkaniu modlitewnym inaczej niż pozdrowieniem Chrystusowym. Jeśli mówił o potrzebie szanowania drugiego człowieka, to mówił o miłości bliźniego, mówił językiem chrześcijańskim, a nie nowoczesnym pseudomasońskim slangiem o braterstwie rodem z antychrześcijańskiej rewolucji francuskiej. Nie przymilał się globalistom, nie trzymał z lewackimi środowiskami, które promują aborcję i genderyzm, jasno oddzielał dobro od zła, nie unikał oceniania tego, co złe, nie wikłał świata w pułapki relatywizmu, przestrzegał przed jego dyktaturą.
Dzięki temu mieliśmy jeszcze pewność, czym jest dobro, a czym zło. Mieliśmy pewność, że kiedy widzimy aberracje seksualne, to one są aberracjami, bo niczym innym być nie mogą. Nigdy nie mówił „nie mnie oceniać” tego, co właśnie ocenić powinien papież jako strażnik depozytu wiary i moralności, która pochodzi od Boga, nie zacierał granicy między grzechem a pseudoorientacjami, które nie mają żadnego uzasadnienia naukowego. W zepsutym świecie bronił przesłania Ewangelii, autorytetu Boga, godności Kościoła, piękna liturgii. Nie przeszkadzała mu stara liturgia trydencka, być może rozumiał, że w świecie banalizacji wszystkiego, także, niestety, katolickiej Mszy świętej, odrodzenie może przyjść właśnie ze strony świętej Tradycji, dlatego nie zakazywał jej, ale wspierał duchem i konkretnymi decyzjami, nie udawał obłudnie, że można być obrońcą tradycji, niszcząc ją.
I na koniec pozostawił piękne świadectwo wiary i miłości. Media obiegły dwie wersje ostatnich słów gasnącego papieża. Najpierw podano, że jego ostatnie słowa brzmiały „Proszę was, módlcie się za mnie”. Jeśli tak było, to papież w ten sposób zwracałby uwagę znieczulonemu światu na rzecz tak konkretną, jak potrzeba wzajemnej modlitwy za siebie, na siłę takiej modlitwy, na jej praktyczną moc – w obliczu nie tylko śmierci, ale zwyczajnych problemów życia. Inna wersja doniesień medialnych głosi, że papież wypowiedział słowa „Signore, ti amo”, tłumaczone albo jako „Panie, kocham Cię”, albo jako „Jezu, kocham Cię”. Te z kolei słowa przypominają także katolikom o chyba najbardziej zapomnianym przykazaniu, czyli o przykazaniu „miłości Boga”. W czasach, kiedy kocha się wszystko, i zwierzęta, i naturę, i przeróżne dziwactwa, a zapomina się o miłości Stwórcy, słowa Benedykta brzmią zbawiennie. Odchodzi więc od nas wielki papież, a przy tym piękny i skromny człowiek, świadek i strażnik wiary i boskich źródeł moralności. Niech Bogu będą dzięki za jego dzieło i postawę.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jest XXI wiek, tak dla przypomnienia a Wy z tą religią sięgacie czasów zamierzchłej ciemnoty i nadal chcecie oszukiwać się dalej? Bo prosty zjadacz chleba musi mieć wszystko poszufladkowane? Nie ważne czy śmierdzi czy nie śmierdzi, byle było poszufladkowane i pozornie uporządkowane. Intelektualiści za dychę.
W punkt. Pan Kopec to mentalnie jest w głębokim średniowieczu i nie rozumie, że świat nie jest czarno-biały, tylko o wiele bardziej skomplikowany.
Jest XXI wiek, tak dla przypomnienia a Wy z tą religią sięgacie czasów zamierzchłej ciemnoty i nadal chcecie oszukiwać się dalej? Bo prosty zjadacz chleba musi mieć wszystko poszufladkowane? Nie ważne czy śmierdzi czy nie śmierdzi, byle było poszufladkowane i pozornie uporządkowane. Intelektualiści za dychę.
W punkt. Pan Kopec to mentalnie jest w głębokim średniowieczu i nie rozumie, że świat nie jest czarno-biały, tylko o wiele bardziej skomplikowany.