Zespół ORLEN-u jest prawie zdegradowany do II ligi, choć wszyscy kibice mają jeszcze nadzieję, że jednak podopieczni trenera Andrzeja Wiśniewskiego utrzymają się w gronie najlepszych.– Trudno prorokować, czy utrzymamy się w lidze, ale jeśli spadniemy, to z twarzą – powiedział po meczu prezes ORLEN-u Krzysztof Dmoszyński i przyznać trzeba, że jest to to szczera prawda. Mecz z Legią obserwowało około 6 tys. kibiców. Tyle osób dawno już nie zasiadło na płockim obiekcie. Pogoda była piękna, nadzieje na nowo rozbudzone i chyba dlatego tak wielu ludzi postanowiło obejrzeć mecz. Wiele ciepłych słów padło pod adresem zespołu po zwycięstwie nad Wisłą w poprzedniej kolejce. Poza tym była okazja obejrzeć osławioną drużynę Legii, o której na dodatek ostatnio mówiono źle. Teoretycznie płocczanie nie mieli żadnych szans w pojedynku z przeciwnikiem. Zresztą w nielicznych momentach, kiedy Legia „przycisnęła”, widać było, jak łatwo może zmienić wynik. Wyraźnie jednak tych chęci nie miała zbyt wiele i dlatego na murawie królowali podopieczni trenera Andrzeja Wiśniewskiego. To co wyczyniali na boisku Paweł Miąszkiewicz i Wahan Geworgian budziło tylko żal, dlaczego dopiero teraz, dlaczego nie grali tak przez większość rundy rewanżowej. Gdyby w każdym pojedynku pokazywali, że potrafią grać, to dziś nie musielibyśmy martwić się, utrzymają się w lidze, czy też nie. I może dlatego jeszcze bardziej jest żal. Udowodnili, że potrafią, ale dlaczego dopiero teraz? Ilością stworzonych sytuacji mogliby obdzielić dużo więcej meczów. Szarże na polu karnym przeciwnika, to było coś, czego dawno nie oglądała płocka publiczność w wydaniu swojej drużyny. A przecież już od pierwszej minuty można było mieć obawy, bo na boisko nie wyszedł Radosław Sobolewski, czołowy snajper drużyny, jedyny piłkarz, któremu naprawdę chciało się biegać i grać w rundzie rewanżowej. Zresztą to właśnie on przejął opaskę kapitana i funkcję lidera w drużynie. Jego brak na murawie, a z konieczności znalezienie się w pierwszym składzie Pawła Miąszkiewicza, wcale nie napawało optymizmem. Szybko jednak okazało się, że Paweł nie tylko zastąpił kolegę, ale rozegrał chyba najlepszy swój mecz w tym sezonie. Nie tylko był współautorem bramki, ale na dodatek od niego zaczynała się większość akcji zespołu, a szarże pod bramką przeciwnika zdumiewały kibiców. Skąd w tym piłkarzu aż tyle zadziorności. Do końca rozgrywek pozostały jeszcze dwie kolejki. Ostatni mecz z Ruchem Radzionków zaplanowany w Płocku na 13 czerwca dopiero rozstrzygnie, czy pozostajemy w lidze, czy też z niej spadamy. Jeśli ORLEN nadal grać będzie tak, jak to kibice mieli okazję oglądać w meczu z Legią, to możemy mieć nadzieję na utrzymanie się w I lidze. Różni, dziwnie dociekliwi ludzie, zastanawiają się, czy rozgrywki I ligi w tej fazie są czyste i czy wszystko odbywa się zgodnie z prawem. W 28 kolejce zanotowano kilka wyników, które dla komentatorów okazały się niezwykłe. Wśród nich, właśnie mecz rozegrany w Płocku. Ale czy rzeczywiście wynik był dziwny? Czy zwycięstwo nie należało się nieźle grającemu płockiemu zespołowi. Fakt, to Legia zagrała słabiej, ale czy rzeczywiście miał to być efekt nieczystych knowań? Zawsze wydawało mi się, że w lidze krążą jakieś pieniądze, ale zwykle w sytuacjach, kiedy można cos konkretnego załatwić. Tymczasem sprawa pozostania w lidze już nie zależy od ORLEN-u, ale od innych drużyn. Nawet jeśli płocczanie wygrają wszystko, to i tak wcale nie muszą w niej pozostać. Na to już jest za późno. Kibice doskonale wiedzą, jakie pieniądze muszą przejść z rąk do rąk, by załatwić jakiś interes w lidze i raczej są przekonani, że przecież w tej sytuacji płacić jest bez sensu. Bo można wydać mnóstwo pieniędzy, a nie osiągnąć celu. Czy nie lepiej w tej sytuacji zostawić pieniądze na budowanie drużyny. Z kronikarskiego obowiązku donosimy tylko, że ORLEN pokonał Legię 1:0, a zwycięską bramkę strzelił Dariusz Romuzga w 9 min. Wcześniej otrzymał idealne podanie na głowę od Pawła Miąszkiewicza, który wykonywał rzut rożny. Był to czwarty rzut rożny wykonywany w tym meczu. ORLEN: Krupski – Żhuk, Soczewka, Pastuszka, Rogalski, Miąszkiewicz, Romuzga (82 Wojnecki), Dąbrowski, Popiela, Terlecki (80 Kovac), Geworgian (83 Grzelak). Legia: Robakiewicz – Murawski, Siadaczka, Jarzębowski, Magiera, Majewski (46 Kowalczyk), Sokołowski, Giuliano (80 Citko), Kiełbowicz, Mięciel, Kucharski (46 Bojarski). Sędziował: Robert Małek z Katowic J. Marciniak Fot. D. Ossowski Trener Andrzej Wiśniewski dziękuje Wahanowi Geworgianowi za grę
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze