Nie ma takiej możliwości, by w akcie prawnym udzielić odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania, jakie przynieść może codzienność. Stąd wiele kontrowersji wokół różnych ustaw, w których nie udało się przewidzieć ekstremalnych sytuacji. Niestety ludzie nie zawsze żyją we wzajemnym zrozumieniu. Jednym z przykładów złych stosunków sąsiedzkich jest historia naszego czytelnika.
Pan Bogdan mieszka w małej wiosce w gminie Nowy Duninów. Jak każdy mieszkaniec produkuje śmieci. W 2013 roku podpisał umowę na odbiór jednego pojemnika i za ten odbiór miał co miesiąc płacić określoną sumę. I jak twierdzi płacił, ale odpady odebrano przez ten czas tylko trzy razy. Ostatni raz w maju tego roku.
A wszystko przez to, że jego posesja jest oddalona ponad 250 m od drogi głównej, z którą łączy ją prywatna droga należąca do sąsiadki. – Ja nie mam fizycznej możliwości, by dostarczyć ciężki pojemnik do drogi głównej. Dawniej samochód podjeżdżał do bramy mojego gospodarstwa zgodnie z harmonogramem, ale od pewnego czasu sąsiadka zabroniła mi wjazdu na swój teren. Od tamtej pory każą mi nieść ciężki pojemnik ponad 250 m do drogi, bo inaczej nie chcą odbierać śmieci. A ja przecież płacę za tę usługę, a wójt płaci za mnie firmie odbierającej odpady, chociaż doskonale wie, że oni nie podjeżdżają pod moją posesję i nie odbierają pojemnika – tłumaczy.
Wcześniej wyraził zgodę, by przez jego gospodarstwo przeprowadzone zostały rury do kanalizacji, a w zamian za to sąsiadka zapewniła, że jej drogą będą mogły do pana Bogdana przejeżdżać samochody. Chodzi o śmieciarkę, wóz listonosza, karetkę pogotowia, wóz asenizacyjny i inne pojazdy. Kanalizacja została doprowadzona, a droga zamknięta. Sąsiadka wykopała rowy, by uniemożliwić przejazd i straszy pana Bogdana, że odda sprawę do sądu.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze