Wiadomo, że bezpośrednią przyczyną śnięcia ryb był brak tlenu i że w wodzie basenu w Radziwiu nie stwierdzono żadnych bakterii ani substancji toksycznych. Z oficjalnych informacji wynika również, iż brama przeciwpowodziowa, która dzieliła wody basenu portowego od Wisły, musiała być zamknięta ze względu na bezpieczeństwo przeciwpowodziowe. W publikacjach pojawia się jeden wspólny wątek: przyducha zimą to coś bardzo rzadkiego. Dlaczego wobec tego w ogóle się zdarzyła i kto się do niej przyczynił?
O tym, co działo się (i dzieje) przy basenach portowym (dokładnie dwóch basenów: remontowym i stoczniowym, nazywanych potocznie “starym portem”) najlepiej wiedzą ci, którzy łowią tam ryby. A ci raczej wolą się nie ujawniać: - Przy takich sytuacjach ludzie tracą życie, dlatego wolę pozostać anonimowy – mówi jeden z naszych informatorów. Rodzi się więc samoistne pytanie, co też takiego musi dziać się przy basenie, skoro ktoś, kto to widzi, boi się o własne życie?
Ostatnia przyducha w Płocku miała miejsce dwa lata temu w lipcu-sierpniu: - To zjawisko nietypowe dla zimy, pierwszy przypadek na Wiśle zimą od co najmniej kilkudziesięciu lat - mówi Jerzy Nowakowski, dyrektor wydziału gospodarki komunalnej w płockim Urzędzie Miasta, który zajmuje się sprzątaniem padłych ryb.
Dyskusyjna wydaje się być sprawa zamknięcia basenu przeciwpowodziowego, który odgradza basen od Wisły. Osoby, które zawodowo i hobbystycznie zajmują się rybami, zastanawiają się, po co podejmuje się nieracjonalną decyzję o zamknięciu bramy przeciwpowodziowej na Wiśle, skoro latem była susza, a obecnie, mimo zimy, zagrożenia powodziowego nie ma: - Brama jest zamykana trzeci rok z rzędu, wcześniej była zamknięta na początku lat 80-tych podczas powodzi. Nie ma konieczności zamykania jej wówczas, gdy nie ma groźby powodzi. Przez wiele lat była zamykana tylko wtedy, gdy nadchodziła fala kulminacyjna, wczesną wiosną, gdy były roztopy – mówi inny z naszych rozmówców, płocczanin, częsty gość basenu portowego.
Kiedy zapytaliśmy o sprawę bramy kierownika Janusza Flaszyńskiego z Inspektoratu Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Włocławku (to we Włocławku podejmowana jest decyzja o zamknięciu bramy), odpowiedział, że to nieprawda, ponieważ brama (powstała 15 lat temu) zamykana jest każdego roku. Kiedy? To zależy od zagrożenia. W tym roku zamknięto ją w połowie grudnia. Zrobił to kierownik Nadzoru RZGW w Płocku na polecenie Flaszyńskiego.
W jednej z lokalnych gazet napisano, że brama nie mogła zostać zamknięta z powodu ogromnych kosztów, jakie to za sobą niesie. Tłumaczenie przedstawiciela Nadzoru RZGW w Płocku okazało się jednak nieprawdziwe. Podał on, że koszt otwarcia bramy wynosi... 50 tys. zł. Kwota ta jest jednak wirtualna. Tyle kosztuje bowiem cała roczna obsługa bramy: - Samo otwarcie jest tańsze, taka operacja może kosztować ok. 20 tys. zł – mówi J. Flaszyński.
To i tak dość dużo. Nasi rozmówcy zastanawiają się, co może tyle kosztować? Energia elektryczna, nurkowie? To tylko parę minut uruchomienia suwnicy, przy otwarciu jednej śluzy nie potrzeba zatrudniać nurka. Jeśli nawet, to nurek jest potrzebny tylko do oczyszczenia prowadnicy. A może na otwarcie bramy wystarczą zaledwie 2 tys. zł?
Ryby w pułapce
Ubiegłej jesieni do basenu wpłynęło na zimowisko bardzo dużo ryb (leszczy, krąpi, sandaczy, szczupaków, węgorzy, okoni). W listopadzie zabrakło gospodarza, ponieważ Przedsiębiorstwo Połowowo-Handlowe “Sum” straciło pozwolenie na gospodarkę rybacką na tym terenie. Ryby łowił kto chciał, ile chciał i kiedy chciał. Przed Bożym Narodzeniem bramę przeciwpowodziową zamknięto. Ryby zostały uwięzione w pokrytym lodem basenie niczym w pułapce. Przy bramie pracowały sprężarki, ryby podpływały do tlenu. Pierwsze objawy przyduchy zaczęły się w styczniu, wędkarze widzieli, że ryby same podpływają pod przerębli, bo brakuje im tlenu. Do Polskiego Związku Wędkarskiego dzwonili ludzie, że ryby wybiera się już podbierakami.
Ryby znalazły się w pułapce, ponieważ już poprzedniej zimy naoczni świadkowie widzieli, że ryby snęły i padały przy pompowni ścieków melioracyjnych przy ul. Portowej w Radziwiu (należącej do RZGW), zauważalne to było w miejscu, gdzie do basenu wchodzi rura z pompowni, prawdopodobnie z zanieczyszczeniami. Podobno do basenu dochodzi też rura pobliskiej wytwórni makaronów – w tym miejscu lód najszybciej się roztapia. Do wszystkiego dochodzi jeszcze jeden aspekt sprawy: Radziwie nie ma kanalizacji deszczowej, w okresie zimowym do basenu mogą spływać wody opadowe z solą i chlorkiem wapnia. Wobec tego raczej nie można się dziwić, że w basenie zabrakło tlenu. Poza tym na dnie basenu (ma głębokość 4-6 m) zalega około metrowa warstwa mułu, z którego wydobywa się metan. Gdy basen jest zamknięty, metan zostaje pod lodem. Zdaniem ichtiologa Zbigniewa Leszczyńskiego, w “starym porcie” w Radziwiu rzeczywiście może brakować tlenu: - Wszelka materia organiczna powoduje wzrost żywności wód, z tym wiąże się zwiększone zapotrzebowanie na tlen, zwłaszcza pod lodem – wyjaśnia.
Informacje układają się w logiczną całość: komuś zależało na tym, żeby ryby w basenie można było łatwo łowić. Nasz informator mówi, że ryby z basenu trafiały do podpłockich smażalni i na stoły płockich VIP-ów. Kiedy wszyscy widzieli, że wypływają po roztopie na powierzchnię wody, łowili je już gromadnie, na przykład kotwicą na tzw. zacinę. “Połów” był masowy. Na sytuację nie reagowali obecni na co dzień pracownicy RZGW: - Dlaczego już wtedy nikt nie pomyślał o tym, żeby otworzyć bramę? Kierownik Flaszyński odpiera ten argument. Jego zdaniem jedną ze śluz bramy otwarto zaraz po tym, jak płoccy pracownicy RZGW poinformowali go o śnięciu ryb, czyli 22 stycznia. Sprawa została nagłośniona dopiero jakieś 10 dni później
Mimo tych tłumaczeń wydaje się jednak, że zareagowano zbyt późno. W efekcie szacuje się, że straty ryb wyniosą aż 50-60 ton. Śnięte ryby zbierają właściciele działek przy nadbrzeżu m.in. Mostostal, Centromost, Silopol. Utylizacją zajmuje się Urząd Miasta, który podpisał umowę z firmą Hetman z gminy Bedlno (w powiecie łódzkim). Hetman wywozi ryby do Olszówki koło Golubia-Dobrzynia, gdzie są utylizowane. Do końca ubiegłego tygodnia miasto zebrało ok. 15 ton śniętych ryb, RZGW – 1,5 tony, Przedsiębiorstwo Budownictwa Wodnego – 3 tony, Silopol – 3 tony, Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza Państwowej Straży Pożarnej w Płocku – 1,5 tony, Związek Wędkarski “Stoczniowiec” - 1,5 tony. Dokładne ilości będą znane dopiero wówczas, gdy przyjdzie faktura z Hetmana (ryby ważone są w Olszówce). Nasi rozmówcy mówią, że na dnie może zalegać drugie tyle.
Koszty związane ze sprzątaniem śniętych ryb ponoszą wspomniane firmy. W Silopolu dowiedzieliśmy się, że nie będzie on zbyt wysoki, ponieważ po godzinach zajmują się tym pracownicy firmy. Ile za utylizację zapłaci miasto? Hetman bierze 100 zł za przewóz ryb, utylizacja 1 kg kosztuje 60 gr plus VAT. Utylizacja jednej tony kosztuje więc 600 zł. A jeśli ton będzie 50? Z prostego rachunku wynika, że może to kosztować nawet 30 tys. zł. Ryby są własnością skarbu państwa i to państwo straciło najwięcej.
Kto powinien ponieść konsekwencje za masową przyduchę ryb? Tlenu zabrakło z powodu ścieków i zamkniętej bramy. Brama “musiała” być zamknięta po to, żeby ktoś mógł na tym zarabiać. Nasi informatorzy mówią o powiązaniach i układach, jakie rządzą tym procederem. Po raz kolejny okazuje się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Elżbieta Grzybowska
Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze