Reklama

Niewiele umieją

06/10/2005 14:34
W niektórych szkołach ponadgimnazjalnych, w pierwszych dniach września, uczniowie klas I poddawani byli sprawdzianom wiedzy z różnych przedmiotów. Nauczyciele w ten sposób chcieli sprawdzić, jaki poziom prezentują gimnazjaliści. Okazało się, jak to określają dyrektorzy szkół, że poziom jest słabiutki, z roku na rok gorszy, a braki trudno będzie nadrobić w ciągu trzech, a w przypadku techników – czterech lat nauki. I co ciekawe, na tle kiepskich wyników z języka polskiego czy matematyki, najlepiej wyglądają sprawdziany z języków obcych.W warszawskiej Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej, gdzie trafiają wyniki wszystkich obowiązkowych dla uczniów testów i egzaminów, na temat testów sprawdzających wiedzę pierwszoklasistów nie chcą rozmawiać. – Uczniowie na zakończenie gimnazjum piszą test, jednolity dla wszystkich województw, sprawdzany przez nauczycieli w innych częściach kraju, więc nie ma mowy o jakichś przekłamaniach, zawyżeniach lub obniżeniach wyników – mówi Jolanta Turowicz, kierownik Działu Analiz Komisji. – Do szkół dostarczane są wszystkie zaświadczenia i wyniki indywidualne uczniów, więc to powinno wystarczyć. Oczywiście szkoły mają prawo oceniać uczniów według własnego kryterium.
Najwięcej testów, niemal ze wszystkich przedmiotów, przeprowadzonych zostało w Zespole Szkół Centrum Edukacji. – To były testy diagnozujące, dzięki którym będziemy mogli ocenić przyrost wiedzy każdego ucznia w czasie nauki w naszej szkole – tłumaczy Ewa Księżakowska, wicedyrektor szkoły. – Sprawdzamy w ten sposób poziom wiedzy i umiejętności ucznia. Chodziło nam przede wszystkim o to, by po podobnym sprawdzianie na koniec I klasy ocenić, czy uczeń uzupełnił swoją wiedzę, czy przygotowanie do matury idzie w dobrym kierunku.

Wyniki testu były w granicach 50%. Najlepiej wypadły matematyka i język obcy, najgorzej wiedza o społeczeństwie. Dzięki testowi okazało się, że w gimnazjach nie zawsze uczą tego przedmiotu nauczyciele do niego przygotowani. W jednej ze szkół WOS-u uczył nauczyciel śpiewu, trudno się więc dziwić, że uczniowie osiągali tak fatalne wyniki.
Dyrektor Księżakowska podkreśla, że nie chodzi o wstawianie tych ocen do dziennika, ale by można za rok sprawdzić czy uczeń poprawił się, czy nie. – Przeprowadziliśmy testy dla dobra ucznia, by wiedzieć, jakie ma braki. Zresztą wyniki były szczegółowo omawiane z rodzicami, bo na ich podstawie można było przygotować plan naprawczy. Dzięki nim przekonaliśmy się też, że jest grupa wybitnych uczniów i takich, dla których trzeba będzie zorganizować lekcje wyrównawcze. Testy z języka pozwolą na podzielenie młodzieży na grupy. Ja chcę podkreślić, że te testy wcale nie były po to, by kogoś zaniepokoić, ale po to, by sprawdzić na ile nasze nauczanie przynosi efekty. Kierowaliśmy się przy tym dobrem dziecka i myślę, że za rok, dwa, a przede wszystkim za trzy, kiedy będą zdawali maturę, przyniesie to spodziewane efekty.
Dodatkowe lekcje
dla najsłabszych
W Zespole Szkół nr 1 pierwszoklasiści pisali testy z matematyki i języków obcych. O ile z języków obcych wyniki były bardzo dobre, to z matematyki słabiutkie. – Chodzi o to, byśmy wiedzieli, jak uczniowie są przygotowani do szkoły ponadgimnazjalnej – mówi Jan Kaszuba, dyrektor szkoły. – Dzięki wynikom możemy stworzyć dla tych, którzy mieli słabsze wyniki, zajęcia dodatkowe, by wyrównali poziom. Do nas trafia różna młodzież, z różnych szkół i musimy wiedzieć, jak są przygotowani. W szkole młodzież jest rok krócej, ale program jest taki sam jak kiedyś. Nauczyciele muszą szybko realizować program, a dodatkowe godziny dla tych najsłabiej przygotowanych, pozwalą na normalną pracę na lekcjach z całą klasą.
Dyrektor Kaszuba twierdzi, że te stopnie nie będą mieć wpływu na ocenę wiedzy ucznia na koniec semestru. Nie będą nawet wstawiane do dziennika. Służą tylko poznaniu poziomu wiedzy, by obok deklaracji ucznia, był też konkretny sprawdzian.
W Zespole Szkół Technicznych co roku takie sprawdziany były robione w większym zakresie, w tym roku tylko wybiórczo, indywidualnie przez niektórych nauczycieli. Niestety okazywało się, że różnice między punktami, z jakimi przychodzili uczniowie, a faktyczną wiedzą, były spore.
– Do wyników z egzaminu gimnazjalnego dopisywane są punkty za inne osiągnięcia ucznia – tłumaczy Bernard Szymański, dyrektor ZST. Dzięki sprawdzianom wiedzieliśmy jaka jest faktyczna wiedza ucznia. Zresztą jest to też sposób na wciągniecie ucznia w wir zajęć szkolnych, od razu, od początku roku, musi przyzwyczaić się do nowej szkoły.
Można zmienić szkołę
Dyrektor Szymański twierdzi, że dzięki tym sprawdzianom i poznaniu ich wyników, młodzież, która przeceniła swoje możliwości, może szybko zmienić szkołę. Również dzięki nim można śledzić wyniki po semestrze i po ukończeniu I klasy. – Z doświadczenia jednak wiemy, że ktoś kto jest dobry, dobrym pozostaje – dodaje dyr. Szymański. – A młodzież przychodząca do naszej szkoły prezentuje różny poziom przygotowania. Mogę powiedzieć, że jest tak pół na pół, pół jest dobrze przygotowana, a pół znacznie gorzej. My musimy robić wszystko, by te różnice zacierać, a nie stracić tych, którzy wybijają się ponad przeciętność.
W III Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Dąbrowskiej żadnych dodatkowych sprawdzianów się nie robi, bo uczniowie przychodzą do szkoły z wynikami z egzaminu gimnazjalnego.- Jest to egzamin zewnętrzny, który jest wystarczającą wyceną wiedzy ucznia – wyjaśnia Katarzyna Górala, dyrektor szkoły. – Kiedyś takie sprawdziany robiliśmy, ale zrezygnowaliśmy. Egzamin rzetelnie ocenia wiedzę ucznia, gorzej jest ze świadectwami, które nie zawsze pokrywają się z tym, co uczeń prezentuje na lekcjach. Bywa i tak, że uczniowie z czerwonym paskiem na świadectwie nie potrafią pracować dobrze i z ucznia piątkowego, w liceum stają się uczniami dostatecznymi. W naszej szkole około 40% uczniów jest spoza Płocka i tu różnice często widać.
Dyrektor Góralska jest jednak pewna, że teraz młodzież ma mniejszą motywację do nauki i stąd jest gorzej przygotowana do szkoły ponadgimnazjalnej. – To widać, że młodzież mniej czyta, ma mniejszy zasób słów niż ich rówieśnicy sprzed lat. Oni porozumiewają się za pomocą sms-ów, dlatego mają spore trudności w pisaniu wypracowań. Często także brakuje wsparcia od rodziców, im trudno się zmobilizować, wola nie myśleć o tym, że liceum to nie przyjemność, ale ciężka praca.
Niedługo chyba się okaże, że młodzież jest o wiele gorzej przygotowana do dalszej nauki, niż ich rówieśnicy sprzed lat. Trudno bowiem nauczyć się dobrze niektórych przedmiotów, jeśli lekcje są tylko przez trzy lata i to jest jedna godzina tygodniowo.
Pomoże klasa zerowa
W Liceum im. M. Dąbrowskiej powstanie klasa zerowa dla tych, którzy chcieliby kontynuować naukę w liceum, niekoniecznie właśnie w III LO. Nie będzie ona miała na celu wyrównywanie poziomu wiedzy, ale przyjmowani będą ci, którzy tę wiedzę już na poziomie gimnazjum chcą poszerzać.
Oczywiście uczniom, którzy muszą pisać dodatkowe testy w I klasie wcale się to nie podoba. Ale zdaniem Ewy Adasiewicz, dyrektora Wydziału Oświaty, Kultury i Sportu, jest to bardzo dobra sprawa. – Każda inicjatywa pochodząca od nauczyciela, która ma na celu podniesienie poziomu nauczania i spowoduje, że uczeń będzie lepiej rozumiał przedmiot, będzie się go chętnie uczył, jest bardzo dobra. Jeśli przez taki test nauczyciel dowie się, jakie braki mają uczniowie, to może zapobiec dalszemu ich pogłębianiu.
Dzięki wynikom, które potem nauczyciel może przeanalizować, a wnioski zastosować w procesie nauczania, dziecko będzie miało mniejsze braki, bo wiadomo będzie, na jakie tematy poświęcić w szkole więcej godzin. Ważne jest tylko to, żeby te wyniki analizować i sprawdzać, czy z semestru na semestr będą one lepsze.
Uczniowie płockich gimnazjów nie są wcale tak źle przygotowani do kontynuowania nauki w szkołach średnich. Ich wyniki z egzaminu gimnazjalnego plasowały powiat grodzki Płock w połowie powiatów z województwa mazowieckiego. W części humanistycznej było to miejsce nieco powyżej średniej (33,69 na 50 pkt), w części matematyczno- przyrodniczej, nieco poniżej (25,86 średnia wojewódzka, 24,62 – płocka). Na razie nie ma więc powodów do niepokoju, a cieszyć można się z tego, że są szkoły, których nauczyciele sprawdzają, co trzeba poprawić, by młodzież bez problemu zdała maturę.

Jola Marciniak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości