Kiedy oglądam transmisje z meczów piłkarskich, to oprócz wrażeń dostarczanych przez głównych aktorów widowiska ważne miejsce zajmują te pochodzące od komentatorów. Nie, nie będzie znów o futbolu. Dziś jest on tylko pretekstem. Otóż wśród różnych zabawnych komentarzy chcę wykorzystać jeden. Do celów absolutnie pozasportowych. Od czasu do czasu można przy okazji rozmaitych kiksów piłkarzy, zwłaszcza w sytuacjach podbramkowych można usłyszeć, w formie usprawiedliwienia chyba, stwierdzenie, iż zawodnik popełnił błąd, bo... nie spodziewał się piłki w tym momencie! I zawsze reaguję wówczas pytaniem, czego mianowicie powinien się był spodziewać? Lądowania UFO? Owszem, zdarzają się sytuacje nieprzewidywalne, jak pamiętny nóż, którym niejaki „Misiek” trafił w głowę Dino Baggio. Ale piłka??? Jeśli gracz się nie spodziewał piłki w polu karnym przeciwnika, to po co tam stał?
I teraz pytanie zasadnicze. A dotyczyć będzie topowego ostatnio problemu ukraińskiego zboża. Czy rząd naszego pięknego kraju nie przypomina Szanownym Czytelnikom owego komentatora? I zarazem tego piłkarza, który „się nie spodziewał”? Zastanówmy się, jakie to niespodzianki towarzyszyły poczynaniom władz w sprawie nieszczęsnego ukraińskiego zboża? Czego nie wiedzieli?
Czy tego, że koszty produkcji w rolnictwie są na Ukrainie niższe niż w Polsce? A tym samym można tamtejsze plony sprzedać u nas po cenie znacznie niższej niż mogą zaoferować rodzimi producenci, jeśli nie chcą dopłacać do interesu? A jeśli tak, to czy trudno było przewidzieć, że po obu stronach granicy znajdą się chętni, by taką sytuację wykorzystać? Po co wozić towar do Afryki, jeśli można go z godziwym zyskiem opchnąć u sąsiada? I czemu sąsiad ma nie skorzystać z okazji?
A może tego, że zanim uda się odprawić nie sprzedane u nas zboże z Ukrainy, trzeba go gdzieś przechować? I to na długo, bo ani nasze porty, ani kolej nie są w stanie w krótkim czasie odprawić takich dodatkowych ładunków. I nadejdą żniwa, polscy producenci zbóż ruszą do punktów skupu, a tu niespodzianka... Skupu nie będzie, bo magazyny pełne! A wybory za pasem....
Rząd nie mógł naprawdę „spodziewać się” tych wszystkich trudności? Pewnie mógł, ale tak bardzo pragnie być europejskim liderem w pomocy dla będącego w potrzebie sąsiada, że na takie drobnostki nie zwraca uwagi. Podobnie jak na okoliczność, która dopiero teraz pojawia w wypowiedziach przedstawicieli władzy, że produkcja rolna na Ukrainie to domena wielkoobszarowych gospodarstw tamtejszych oligarchów i biznesmenów zagranicznych. I to nie Ukraińcom ani państwu ukraińskiemu rząd polski pomaga w największym stopniu w pomnażaniu zysków ze sprzedaży płodów ukraińskiej (?!) ziemi. A przecież w mediach widzimy ostrzeżenia, by uważać komu przekazujemy pieniądze na „cele charytatywne”...
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze