Tej informacji nie można było znaleźć na stronach internetowych policji, nie było na ten temat dyskusji na forach internetowych, nie było także w gazetowych kronikach kryminalnych. A jednak przez kilka dni był to jeden z tematów najczęściej poruszanych w rozmowach płocczan. To historia z tragicznym zakończeniem. Wśród nas nie ma już 20-letniego chłopaka, który kochał i był kochany. Nie poradził sobie z trudnymi emocjami. Na pytanie, dlaczego postanowił odejść, nikt jeszcze nie potrafi odpowiedzieć.
To zdarzyło się w styczniowy poniedziałkowy wieczór. Mróz zelżał, zza chmur nieśmiało wychodziło słońce, ot zwyczajny zimowy dzień, kiedy to czuje się nadzieję na ocieplenie. Od rana nic nie zapowiadało, że może to być ostatni dzień życia młodego chłopaka. Nikt nie zauważył, że coś się z nim dzieje, że ma poważne problemy, z którymi nie potrafi się uporać.
Trudno ustalić, jaki dokładnie przebieg miał styczniowy poniedziałek dla chłopaka, z jakimi myślami bił się cały dzień, co przeżywał. Czy próbował z kimś porozmawiać, czy o pomoc zwrócił się do przyjaciela albo do rodziny. Tego nie wiadomo. Z opowieści kolegów i przypuszczeń wyłania się obraz tego, co mogło doprowadzić do tak tragicznego w skutkach czynu.
Z relacji znajomych wiadomo, że wieczorem chłopak powiesił się nad Wisłą. Znaleziono go następnego dnia rano. Podobno powodem była dziewczyna, a raczej jej niezłomne zasady.
Jedno jest pewne. Chłopak rzeczywiście miał dziewczynę, z którą spotykał się już w szkole średniej. – Rzeczywiście widać było, że są parą, często widywaliśmy ich razem na przerwach – potwierdza wychowawczyni klasy w liceum, do którego chłopak chodził. Waży słowa, długo zastanawia się nad określeniami. – Ale nie znam powodów jego czynu, wiem tylko trochę od uczniów. Miałam z nim kontakt przez trzy lata, ale trudno cokolwiek o nim powiedzieć. Był skryty, nie stwarzał większych problemów. Nie dał się poznać ze złej strony. Bardzo przejęłam się tym, że nie żyje, nie rozumiem, dlaczego to zrobił. Wiem, że po maturze rozpoczął studia w jednej z płockich uczelni. To takie bolesne mówić o nim „był” – kończy definitywnie rozmowę.
Chłopak długo spotykał się ze swoją dziewczyną. Razem zrobili maturę, on rozpoczął studia na jednej z płockich uczelni, właśnie był przed pierwszą sesją egzaminacyjną. Można tylko się domyślać, że w przypływie jakiegoś zaćmienia umysłu zdradził swoją ukochaną. Może to było na wyjątkowo udanej imprezie, a może ta dziewczyna go uwodziła albo bardzo mu się podobała, a może on sam, do tej pory zapatrzony w swoją najlepszą przyjaciółkę, w tę jedyną, dostrzegł, że na świecie są także inne kobiety i zapragnął poznać smak „zakazanego owocu”.
Z opowieści kolegów wynika jednoznacznie, że w efekcie chłopak zdradził swoją dziewczynę, ale bardzo źle się z tym czuł. Postanowił opowiedzieć jej o wszystkim i błagać o wybaczenie. Bo przecież to był jednorazowy wybryk, nie miał zamiaru dalej spotykać się z tą drugą, nic dla niego nie znaczyła. Niestety, nie przewidział, że ta świadomość tak bardzo będzie mu przeszkadzała, że opowie wszystko dziewczynie i poprosi o przebaczenie.
Z relacji kolegów wiemy także, że dziewczyna nie przebaczyła mu zdrady. To był dla niego cios, bo oznaczał rozstanie po tylu wspólnych latach. Pewnie nieraz rozmawiali o wspólnej przyszłości, o założeniu rodziny. Rozstanie oznaczało, że plany zostaną pogrzebane. Czy rzeczywiście z tego powodu się męczył, nie potrafił sobie poradzić z problemem i podjął ostateczną decyzję, że ze sobą skończy?
Faktem jest, że w styczniowy wieczór chłopak poszedł nad Wisłę. Pewnie najpierw spacerował, rozmyślając, może nie do końca był przekonany, że to rzeczywiście ostateczna i słuszna decyzja. Wieczorem ta okolica jest odludna, nikt tam nie chodzi. Wreszcie znalazł miejsce, powiesił się na urządzeniu hydrologicznym między starym mostem a siedzibą klubu sportowego.
We wtorkowy, styczniowy ranek na komendę policji zgłosili się rodzice chłopaka, chcąc złożyć zawiadomienie o jego zaginięciu. Wyszedł z domu i nie wrócił do rana. – Właśnie wtedy na komendę dotarła wiadomość, że znalezione zostały odpowiadające rysopisowi zwłoki chłopaka – słyszymy na komendzie. – W taki sposób o samobójczej śmierci syna dowiedzieli się nie podejrzewający takiej tragedii rodzice.
Również we wtorek na stronie jednego z internetowych portali społecznościowych jeden z przyjaciół zamieścił zdjęcie chłopaka i epitafium: „Odszedł od nas dobry chłopaczyna, łza na policzku, matka pożegnała syna”. To fragment piosenki „Zemsty nadejdzie czas” grupy Hemp Gu. Miejmy nadzieję, że ten tytuł nic nie znaczy. Ze zdjęcia patrzy na nas poważny, przystojny młody człowiek, widać, że odpowiedzialny, mający swoje poglądy na życie i chyba także twarde zasady. Niestety, nie ma go już wśród nas.
Na pogrzebie ksiądz powiedział w kazaniu. – Nie ma na tym świecie spraw nie do rozwiązania. Trzeba szukać pomocy wśród najbliższych, wśród tych, którzy nas kochają. Warto o tym pamiętać w trudnych chwilach, kiedy wydaje się, że tylko śmierć rozwiąże nasze problemy. Nigdy tak nie będzie, a w żalu zostawiamy na ziemi ludzi, którzy długo nas będą opłakiwać i zadawać sobie pytanie „dlaczego?”. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze