“Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek” – pisał z nostalgią przed laty Antoni Słonimski. “Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek, i śpiewu nasłuchiwał w drewnianej bożnicy. Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem”. Pozostały jeszcze gdzieniegdzie ostatnie ślady istnienia wielowiekowej kultury narodu, który dziwnymi wyrokami Opatrzności, wypędzony ze swej ziemi obiecanej, złączył w diasporze swój los z naszym losem, także dosłownie z naszym płockim losem. Ten związek trwał niemalże osiem wieków. Osiem wieków wspólnej lokalnej historii, nie prześladowań, ale wspólnego trwania, życia, pracy, może też czasem złości i gniewu, jak to się zawsze zdarza między ludźmi, ale nigdy prześladowań. To naprawdę coś znaczy. Ostatnim jego wyraźnie widzialnym świadectwem pozostaje żydowska bożnica przy ulicy Kwiatka. Znak przeszłości, dokument historii, jakby nagrobna stela dla 7 tysięcy płockich Żydów, przedwojennych mieszkańców naszego miasta, naszych sąsiadów okrutnie zamordowanych w 1941 roku przez hitlerowców. Oparła się dziwnym zbiegiem okoliczności działaniu czasu, polityki i sił natury, które, widać to wyraźnie, wspierane naszą obojętnością odciskają na niej coraz boleśniejsze piętno. Chcę wierzyć, że oprze się także decyzji o sprzedaży, którą podjęła miesiąc temu Rada Miasta na wniosek Prezydenta.
Jestem przekonany, że jest to decyzja błędna. Nie słyszałem, by prezydent publicznie przedstawił jej jasne i przekonujące uzasadnienie. O przebiegu debaty na sesji Rady Miasta prasa informowała bardzo oględnie. Nie znalazłem także w lutowym numerze “Sygnałów Płockich”, przecież piśmie Urzędu Miasta, nic ponad to, o czym pisały wcześniej gazety. Po co nam więc takie “Sygnały”? Dowiaduję się tylko, że dyskusja była ostra, o czym także świadczy wynik głosowania: 11 do 10, przy jednym głosie wstrzymującym, a więc prawie remis. Przeciwni sprzedaży byli radni SLD, prezydent i popierająca go część rady była za. Wygląda to jak sprawozdanie z zawodów sportowych. Czyżby dyskusja o płockiej bożnicy miała zejść do takiego poziomu. Żadnego uzasadnienia, żadnego publicznego głosu Prezydenta, Przewodniczącego Rady, żadnych reakcji intelektualnych, religijnych, czy kulturalnych autorytetów miasta. Nie zaproszono ich na łamy, a może nie dopuszczono? Ta sama szczypta faktów, a raczej ich brak. Tak jakby szło o sprzedaż zwykłej kamienicy albo szaletu miejskiego. Nie wiadomo, dlaczego należy pozbyć się zabytkowej budowli, jakiego rzędu sumy wchodzą w grę przy myśleniu o jej odbudowie. Jakie ma być jej przeznaczenie po sprzedaży? Dowolne, za wyjątkiem sytuacji zastrzeżonych w umowie z gminą żydowską? Czyżby ludzie w płockim magistracie decyzje podejmowali tylko z kalkulatorem w ręku? Inne wartości się nie liczą? A nasza zbiorowa pamięć, nasz szacunek dla pomordowanych, nasza historia?
Przetarg dotyczący tego niecodziennego budynku ma być nieograniczony. Wiadomo tylko, że na pewno dawna świątynia nie może stać się kąskiem jakiejś, powiedzmy delikatnie, agencji towarzyskiej, choć taką pewnie stać byłoby na to, by ją odremontować i z zyskiem użytkować, miasta, czyli nas, nie stać. A lepiej będzie, by stosownie do miejsca zagnieździło się tu na przykład jakieś biuro turystyczne, a może któryś z banków otworzy swój oddział albo któraś z bogatych firm uzna za kapitał przeniesienie w to miejsce swej siedziby? A lepiej jeśli powstanie tylko sklep, jakiś minimarket albo luksusowy salon z konfekcją? I tak właśnie będzie dobrze? Dobrze będzie zatrzeć ostatnie ślady po społeczności żydowskiej w tym mieście? Tak będzie prawomyślnie i sprawiedliwie? Ostatni akord zagłady.
Nie potrafię wyobrazić sobie w tym miejscu nawet Płockiej Galerii Sztuki. Dlaczego nikt nie słucha słusznych podpowiedzi, by stworzyć tu muzeum historii i martyrologii Żydów Płocka i Mazowsza. Powtarzam, naszych współmieszkańców, starszych braci w wierze. To jest nasz moralny obowiązek, z którego realizacją na domiar wszystkiego, aż boję się tych pragmatycznych argumentów, wiązać mogą się dla miasta same zyski. Promocja, promocja, promocja…, równa tej, jaką miastu zaczyna przynosić Kaplica Miłosierdzia Bożego na Starym Rynku. Jak można tego nie zauważać. Okazuje się, że można, bo “cała Epoka jest, jak pisał już Norwid, małpa sprzedająca wszystko za pieniądze i nikczemna ze wszech miar”.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze