Nie takiego rozstrzygnięcia oczekiwali kibice płockiej Wisły w inauguracyjnym meczu II ligi z Unią w Tarnowie. Co prawda nikt nie obiecywał samych sukcesów, ale porażka z niżej notowanym rywalem mocno zabolała. Oczywiście przegrana jeszcze o niczym nie świadczy, a przed drużyną kolejne mecze.
Unia to bardzo młody zespół, beniaminek II ligi, który przez ostatnie dziewięć lat nie mógł się przebić do tej klasy rozgrywkowej, a którego nie stać było na zbyt wielkie wzmocnienia. Brak ligowego doświadczenia piłkarze nadrabiają ambicją. Jaskółki, bo tak nazywana jest ekipa tarnowian, nie były faworytem spotkania.
Być może pojedynek miałby inny przebieg, gdyby nie koszmarny błąd Pawła Magdonia w 4 min., po którym gospodarze zdobyli pierwszego gola. Zupełnie niespodziewanie, także dla siebie, piłkę dostał pod nogi Jakub Wróbel i lobem posłał piłkę nad Sewerynem Kiełpinem.
Po stracie gola płocczanie mieli przewagę, ale nie dawał się zaskoczyć stojący w bramce gospodarzy Tomasz Libera. Obie drużyny miały znakomite sytuacje, ale wynik zmienił dopiero Janusz Dziedzic, który tuż przed przerwą wykorzystał rzut karny. Płocki napastnik strzelił pewnie w sam środek bramki.
Po przerwie mecz był nadal wyrównany, Wisła atakowała, ale i gospodarze starali się zmienić wynik. Udało im się to w 73 min. Łukasz Popiela posłał piłkę lewą stroną do wychodzącego Sławomira Matrasa, który wbiegł w pole karne i z okolicy lewego narożnika zdecydowanie kopnął piłkę w długi róg. Potem było jeszcze kilka bardzo groźnych akcji, po których mógł zmienić się wynik spotkania na korzyść Wisły. Jednak Unia nie dała sobie wydrzeć zwycięstwa.
Dla gospodarzy drugi gol był wyjątkowym wydarzeniem, zwłaszcza że dał zwycięstwo w pierwszym meczu po bardzo długiej przerwie i gry w niższych klasach rozgrywkowych. Nie da się ukryć, że Jaskółki nabrały apetytu na dobre występy w II lidze.
Sporo gorzkich słów pod adresem swoich podopiecznych powiedział na konferencji prasowej trener Marcin Kaczmarek. – Ten mecz pokazał, jak wiele pracy nas czeka, ile błędów trzeba wyeliminować. Spotkanie nie ułożyło się dla nas dobrze, było wręcz fatalne, po katastrofalnym błędzie w obronie straciliśmy bramkę. Pierwsze 20 minut było w naszym wykonaniu bardzo słabe, potem opanowaliśmy sytuację. Stworzyliśmy dwie, trzy sytuacje, po których mogliśmy zdobyć gola. Doprowadziliśmy do remisu i wydawało się, że wszystko wraca na właściwe tory. Ważnym momentem w II połowie była sytuacja Grudnia, który mógł podwyższyć na 2:1. I gdyby strzelił bramkę, mecz ten mógłby potoczyć się inaczej. Nie zmienia to faktu, że zagraliśmy przeciętne zawody i przegraliśmy. Gratuluję gospodarzom zwycięstwa, a nam nie pozostaje nic innego, jak wziąć się do ciężkiej pracy. Każda porażka uczy pokory i mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski na przyszłość.
Porażka oczywiście boli, ale może dobrze się stało, że w Tarnowie był zimny prysznic, który na pewno nie rozbudził emocji, tak jak to miało miejsce rok temu. Wtedy Wisła wygrała dwa pierwsze spotkania w I lidze i wszyscy już widzieli drużynę w ekstraklasie. W trzecim pojedynku płocczanie nie wywalczyli punktów i od razu rozpoczęła się dyskusja o konieczności zmiany trenera. W tym sezonie scenariusz jest zupełnie inny.
Mecze bez udziału
publiczności?
Najbliższy mecz z udziałem Wisły to spotkanie w Pucharze Polski z Zagłębiem Lubin, które zostało zaplanowane na 11 sierpnia na godz. 14.30. Druga kolejka ligowa odbędzie się 15 sierpnia. Wisła podejmować będzie Znicz Pruszków, a drużyny wybiegną na boisko o godz. 17.00.
Nie wiadomo, czy te spotkania będą oglądać kibice. Może być tak, że mecze rozegrane zostaną przy pustych trybunach, bez udziału publiczności. Dlaczego? W środę 8 sierpnia odbędzie się posiedzenie Najwyższej Komisji Odwoławczej PZPN, na którym działacze zadecydują, czy podtrzymać karę nałożoną na klub po meczu z Zawiszą Bydgoszcz. Po tym spotkaniu delegat PZPN napisał w raporcie, że na stadionie zostały odpalone race, zakłócano porządek, wznoszono antysemickie okrzyki, wywieszono także transparenty, na których, zdaniem delegata, widniały treści niezgodne z charakterem imprezy.
Na klub zostały nałożone: kara 10 tys. zł i zakaz wstępu kibiców na dwa kolejne spotkania. – Od razu złożyliśmy odwołanie do Związkowego Trybunału Piłkarskiego o cofnięcie rygoru natychmiastowej wykonalności i odwołaliśmy się od tej decyzji do Wydziału Dyscypliny – tłumaczy prezes klubu Jacek Kruszewski. – Nie negujemy, że zostały rzucone race, ale pozostałe zarzuty, w naszej opinii, nie miały uzasadnienia. Delegatowi nie podobały się treści na sektorówkach, a dotyczyły one X-lecia powstania grupy Ultras. Poza tym nie było żadnych przepychanek, nawet nie była wzywana policja. Naszym zdaniem te kary były nieadekwatne do czynów, zwłaszcza że nie było mowy o recydywie. Nasz stadion jest spokojny, przychodzą całe rodziny i nie ma tam rozrób. Skąd więc aż tak wysokie kary?
Kibice pamiętają, że został odwołany rygor natychmiastowej wykonalności i ostatnie mecze ligowe Wisła zagrała z udziałem publiczności. Inna sprawa, że nie bardzo było co oglądać, ale faktem jest, że po złożonym 15 maja odwołaniu, właśnie 8 sierpnia będzie ono rozpatrzone. Pytanie, co zrobi komisja. Czy utrzyma karę w całości, czy tylko w części.
– Na posiedzeniu komisji będziemy się bronić – dodaje prezes. – Mam nadzieję, że nasze sugestie, że kara nie jest adekwatna do tego, co działo się na stadionie, zostaną przyjęte. O decyzji komisji będzie można przeczytać jeszcze w środę na stronie internetowej klubu: www.wisla.plock.pl. Wtedy będzie wiadomo, czy kibice zostaną wpuszczeni na stadion, by dopingować piłkarzy w pierwszych meczach tego sezonu.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze