Krystyna Cieślak jest jedną z nielicznych w naszym regionie artystek sztuki ludowej, która zajmuje się wyrobem ozdób stanowiących nieodłączny element świąt Wielkiej Nocy. Od ponad czterdziestu pięciu lat wyrabia słynne sannickie oklejanki, wycinanki i palmy. Znają je kolekcjonerzy wyrobów ludowych w kraju i za granicą.Umiejętność wyrobu oklejanek czyli wydmuszek z jajek, zdobionych wzorami wyciętymi z kolorowego papieru, jest w rodzinie pani Krystyny przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ona sama rzemiosła artystycznego uczyła się od swojej matki i kuzynki. – Obserwowałam, jak obie wycinały misterne szabloniki z kolorowej bibuły. Potem pieczołowicie przyklejały je na wydmuszki, aby mogła powstać niepowtarzalna oklejanka. Na tyle mnie to zafascynowało, że sama postanowiłam nauczyć się i wytwarzać równie piękne ozdoby – powiedziała sannicka twórczyni. Pomimo, że zajęcie jest bardzo pracochłonne, wymagające niezwykłej precyzji i zdolności manualnych pani Krystyna nie odstąpiła od swojego postanowienia. Wykonywanie oklejanek tak bardzo jej się spodobało, że w krótkim czasie poznała wszystkie tajniki zdobienia. – Widocznie miałam do tego jakiś talent i predyspozycje, dlatego nauczyłam się wykonywać ozdoby bardzo szybko – śmieje się Krystyna Cieślak. Dodatkowo rozszerzyła swój warsztat artystyczny. Zajęła się również wyrobem palm i wycinanek, z typowymi sannickimi motywami ludowymi. Jednak najbardziej charakterystyczne i właściwe dla jej twórczości są oklejanki. Te wyroby stanowią początek jej działalności artystyczno – ludowej. Kwiaty i kogutki To najbardziej charakterystyczne wzory, które najczęściej występują na wytwarzanych przez panią Krystynę wyrobach. Artystka wzoruje się na starych motywach ludowych, powielanych przez jej matkę i kuzynkę, właściwych regionowi sannickiemu. Na zrobienie jednej oklejanki potrzeba jest około sześćdziesięciu minut. – Wcześniej jednak, muszę przygotować wszystkie potrzebne materiały. Wzór niejako sam się kształtuje w trakcie pracy – powiedziała Krystyna Cieślak. Do naklejania wzorów wykorzystuje bibułę, kolorowy papier, czasami nawet kolorowe czasopisma. Może on być naklejany na czystą lub farbowaną na kolorowo ( w gotowanej bibule) wydmuszkę. Farbowane wydmuszki są w kolekcji artystki ludowej z Sannik dopiero od trzech lat. Teraz też wykonuje na specjalne zamówienie. Więcej czasu, bo około dwóch godzin, trzeba poświęcić na wykonanie wielkanocnej palmy. Już wczesną wiosną pani Krystyna wysiewa kwiaty, są to najczęściej różnego koloru i wielkości suchotniki oraz ostrouszki, które później zbiera i suszy. Potrzebne są także trzciny, które muszą być ufarbowane, zanim zostaną wplecione w palmę. Zimą cały materiał jest już przygotowany. – Zimowe, długie wieczory to najlepszy czas na to by zasiąść i zająć się wyrobem palm. W trakcie lata i wiosny dochodzą inne zajęcia i nie mam już tyle wolnego czasu – mówiła nam pani Krystyna. Zagraniczni kolekcjonerzy Wyroby pani Krystyny były wielokrotnie nagradzane na wystawach krajowych i zagranicznych. Potwierdzają to liczne dyplomy i podziękowania od organizatorów, osób prywatnych. Na ostatnim, ogólnopolskim konkursie odbywającym się w Lublinie, można było podziwiać wycinanki sannickiej artystki ludowej. Jej prace, podobnie jak przed kilku laty, zostały docenione i nagrodzone. To kolejna z licznych nagród, zdobytych na ogólnopolskich przeglądach, organizowanych przez Stowarzyszenie Twórców Ludowych. Na przełomie kilkudziesięciu lat prace te były wielokrotnie prezentowane za granicą. Bardzo zainteresowały Holendrów. – Prosili mnie, abym pokazała technikę wykonania wycinanek, oklejanek. Zamówili mnóstwo wyrobów. Dwukrotnie prezentowałam moje prace w Niemczech. Pierwszy wyjazd był zorganizowany w ramach prezentacji polskiej sztuki ludowej. Tam, przez miesiąc czasu, wykonywałam dla nabywców moje wyroby. Drugi raz zostałam zaproszona prywatnie, przez mieszkańców jednego z miast niemieckich. Tym razem już przez dwa miesiące ciężko pracowałam i wykonywałam ozdoby ludowe dla okolicznych mieszkańców. Co ciekawe, są to ludzie, którzy bardzo cenią tego rodzaju twórczość. Są prawdziwymi zbieraczami, kolekcjonerami wyrobów sztuki ludowej. Pobyt tam wspominam bardzo mile. Nawiązałam przyjaźnie. Nie, nie, proszę nie myśleć, że tylko pracowałam. Wykorzystywałam czas na zwiedzanie, zapoznanie się z kulturą, tradycją tego kraju – wspominała pani Krystyna Ostatnio jej prace, właściwe dla tego regionu – klapoczki- można oglądać w Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Są także w muzeach w Krakowie, Płocku, Toruniu. – Dziś muzea i targi sztuki ludowej, to chyba już jedne z nielicznych miejsc, gdzie ludzie chcą i mogą oglądać takie wyroby. Młodzi ludzie też nie bardzo garną się, by nauczyć się tego rzemiosła. Zajmuje wiele czasu, wymaga mnóstwa pracy i nie przynosi zysków. Nikt dziś nie chce tak pracować - mówi z nostalgią pani Krystyna. – A szkoda. Dziś, tu w regionie, jest kilka kobiet, które uczyły się u mnie. W rodzinie też nie bardzo mam komu przekazać tę umiejętność. Mam trzech synów, a to chyba bardziej zajęcie dla kobiet. Tej zimy Krystyna Cieślak nie zamierza zajmować się wyrobem niepowtarzalnych oklejanek, klapoczków, palm. – Ze względu na kłopoty zdrowotne i brak zainteresowania będę musiała zakończyć swoją działalność. Jeszcze do niedawna sytuacja wyglądała inaczej. Dziś zmieniło się postrzeganie i dostrzeganie ludowych wartości. Potrafią je docenić etnografowie, kolekcjonerzy. A to nieliczna grupa. Szkoda, że już niedługo na wyroby ludowej artystki będą mogli liczyć tylko członkowie najbliższej rodziny. rad Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze