Reklama

Nie było nas w Londynie, nie będzie w Rio de Janeiro?

05/09/2012 11:57
Kibice ochłonęli już po zakończonych w połowie sierpnia igrzyskach olimpijskich w Londynie. Do wyników polskich sportowców nie ma co wracać. Przywieźli 10 medali, w tym tylko dwa te najcenniejsze, złote. Wśród zawodników nie było żadnego mieszkańca naszego miasta, który reprezentowałby płocki klub. Dlaczego tak się dzieje? Spróbujemy poszukać odpowiedzi na to pytanie.
W budżecie miasta Płocka są zarezerwowane spore kwoty na rozwój sportu. Zadaniem gminy jest szkolenie dzieci i młodzieży, w tym zakresie organizowane są konkursy, w których zwycięzcy otrzymują dotacje na szkolenie i organizację imprez sportowych dla dzieci i młodzieży. W 2012 roku na ten cel przeznaczono ok. 1,6 mln zł. W budżecie zarezerwowane są pieniądze także na organizację wielkich imprez, przygotowywanych przez Urząd wraz z jednostkami podległymi. Do tego dodać trzeba 250 tys. zł przeznaczane na nagrody dla najlepszych i 315 tys. na stypendia dla najlepszych, rokujących nadzieję na przyszłość. Urząd Miasta na sport (w tym także na sponsorowanie Wisły Płock) przeznacza rocznie w sumie 4,5 mln zł.
To nie wszystkie pieniądze, jakie otrzymują płoccy sportowcy. Spora suma w budżecie jest przeznaczona na kluby sportowe, niektóre wydatki są zaksięgowane jako promocja miasta. Wiadomo jednak, że im większe pieniądze zostałyby przeznaczone na sport kwalifikowany, tym mniej dostaliby najmłodsi sportowcy. Jak by nie patrzeć i tak zawsze będzie za mało.
W Płocku regularnie trenuje około 2,5 tys. dzieci i młodzieży, niestety większość z nich albo kończy ze sportem na występach w kategorii juniora, albo zmienia barwy klubowe. Najlepsi, którzy mają szansę na karierę międzynarodową, przechodzą do ośrodków sportowych, gdzie szlifują swoje umiejętności. Płock niestety nie jest bazą dla żadnej dyscypliny sportu, by tu właśnie chcieli trenować ci rokujący największe nadzieje na sukces w najbliższej przyszłości.
Jak zatrzymać sportowca w Płocku?
Zatrzymać sportowca, gdy ten kończy wiek juniora w Płocku się nie da. – Co my możemy zaproponować maturzyście, na którego w innym klubie już czeka akademik, wyżywienie, doskonały trener? – pytają urzędnicy. – Mamy stypendia dla najlepszych, ale na tym się kończy. Co możemy im zaoferować, gdy brakuje bazy i trenerów z najwyższymi kwalifikacjami.
Jednym z przykładów, że możliwości Płocka są niewielkie, jest tegoroczny olimpijczyk Kamil Kuczyński, urodzony w 1985 roku. Do 2000 roku reprezentował barwy Wisły Płock i ŚUKK Płock, potem wyjechał do Żyrardowa. Powód? Jego specjalność to kolarstwo torowe, a jak wiadomo, w Płocku nie ma toru, zawodnik musiał więc wyjechać, żeby podnosić swoje umiejętności.
Drugi przykład to przypadek Eweliny Kociędy, juniorki, specjalistki od strzelectwa sportowego. Dziewczyna już reprezentuje Polskę na najważniejszych europejskich imprezach mistrzowskich, ale występuje w barwach klubów z innych miast. Powód? Brak profesjonalnej bazy, co na tym etapie szkolenia jest niezbędne.
Gdy zawodnik jest dobry, rokuje nadzieję, szybko znajdzie się ktoś, kto zaproponuje lepsze warunki do treningu. Najpierw jednak sportowiec musi zmienić barwy klubowe. Trudno się dziwić, że wielu z nich podejmuje takie wyzwanie, w końcu trenuje się po to, by odnosić sukcesy i spełniać sportowe marzenia.
W Płocku każdy młody człowiek, który tylko chce coś trenować, znajdzie dla siebie propozycję. Mamy dwa kluby pływackie, lekkoatletyczne, kilkanaście oferujących zajęcia ze sportów walki, piłki nożnej i ręcznej, można chodzić na zajęcia z siatkówki czy koszykówki, nieco starsi mogą próbować swoich sił w futbolu amerykańskim. Dzieci pilnie trenują, przychodzą regularnie na zajęcia, startują w zawodach, są najlepsi w swojej kategorii wiekowej w Polsce, a potem … gdzieś giną.
Kolejnym najlepszym przykładem jest pływanie. Przed laty Płock miał nie tylko znakomitych młodych zawodników, którzy zdobywali medale na mistrzostwach Polski juniorów, ale także seniorów dostających się do reprezentacji Polski. Koledzy najlepszych płocczan startowali, co prawda bez sukcesu, na igrzyskach w Londynie, naszych tam nie było.
Największe szanse na nominację olimpijską cztery lata temu miała Kasia Żołnowska, najlepsza płocka pływaczka ostatnich lat. Zabrakło niewiele, w tym roku przygotowania do IO w Londynie, zakłócone grypą jelitową i pobytem w szpitalu, spowodowały, że Kasia nawet nie otarła się o minimum.
Kibice mieli nadzieję, że na igrzyskach w Londynie wystartują płoccy piłkarze ręczni. Na turnieju kwalifikacyjnym w reprezentacji narodowej byli: Adam Wiśniewski, Marcin Wichary, Kamil Syprzak i Zbigniew Kwiatkowski. Niestety, w ostatnim meczu z Serbią zostali wyeliminowani.
Za cztery lata, o ile oczywiście reprezentacja Polski zakwalifikuje się na IO, do Rio de Janeiro mogą pojechać zawodnicy z Płocka. Żeby to było możliwe, muszą oni grać w swojej klubowej drużynie, a z tym nie jest łatwo. W życiowej formie w 2016 roku powinni być: Paweł Paczkowski, Kamil Syprzak i borykający się z kontuzjami Piotr Chrapkowski.
Najwięcej było wioślarzy
Do tej pory najwięcej olimpijczyków w Płocku było wśród wioślarzy. W roku 1980 z igrzysk w Moskwie brązowy medal przywiózł Grzegorz Stellak startujący w konkurencji czwórek ze sternikiem. 12 lat później w Barcelonie w takiej samej łódce na III miejscu na metę dopłynęła osada, w składzie której było dwóch płocczan: Wojciech Jankowski i sternik Michał Cieślak oraz dwóch byłych zawodników PTW Płock: Jacek Streich i Tomasz Tomiak. VIII miejsce w Atenach wywalczyła ósemka z Piotrem Buchalskim i Bogdanem Zalewskim. W Pekinie zawodnikiem rezerwowym ósemki był Buchalski, a od tamtej pory żaden z płocczan nawet chyba nie walczył o miejsca w składzie olimpijskiej osady.
Jak można trafić do składu olimpijskiej osady? – Trzeba się znaleźć w tym samym miejscu i czasie, gdzie jest selekcja, i być najlepszym – wyjaśnia Wojciech Jankowski, obecnie trener reprezentacyjnej ósemki.
– Taki zawodnik musi mieć dar boży, czuć wodę, a na dodatek być zmotywowany do ciężkiej, wieloletniej pracy. Przez 12 ostatnich lat, kiedy pracuję z narodową ósemką, przez osadę przewinęło się około 50 zawodników. To bardzo trudne zadanie znaleźć ośmiu wioślarzy o podobnych warunkach fizycznych, którzy nie tylko sportowo, ale także mentalnie będą do siebie pasować.
Na pytanie, kto z Płocka może mieć szansę na wyjazd do Rio de Janeiro, po namyśle Jankowski odpowiada. – Może Kamil Zajkowski, ale musi bardzo dużo zmienić w swoim podejściu do pracy i nastawić się na to, że przez najbliższe cztery lata treningi będą najważniejsze w jego życiu. Myślę, że poza nim nie ma w klubie takiej osoby, która zdołałaby się już pokazać, wsiąść do osady i potwierdzać swoją wysoką formę przez następne trzy lata, do zdobycia kwalifikacji.
Przy okazji porozmawialiśmy o pieniądzach. Okazuje się, że na tym etapie szkolenia mało kto narzeka na ich brak. Dobry sportowiec, który robi wynik na mistrzostwach świata czy Europy, otrzymuje stypendium. Dla młodszych zawodników jest wiele programów, choćby projekt „Talent” dla wybijającej się młodzieży. Jeśli ktoś decyduje się na to, by sport przesłonił mu życie, nie będzie narzekał. Znajdzie klub czy ośrodek, gdzie będzie mógł w pełni poświęcić się swojej pasji i doskonalić umiejętności.
Zwolnienia z zajęć
z wychowania fizycznego
Niestety takich młodych, zdolnych i na dodatek chętnych poświęcić bardzo dużo nie ma zbyt wielu. A wszystko zaczyna się na etapie szkoły podstawowej, gdzie dzieci przynoszą zaświadczenia od lekarza z prośbą do dyrektora szkoły o zwolnienie z realizacji zajęć obowiązkowych z wychowania fizycznego.
Dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Marek Bębenista nie ma danych statystycznych potwierdzających, że z roku na rok liczba dzieci zwolnionych z zajęć jest większa, ale wie z doświadczenia, że to spory problem.
– Przepis pozwala na to, by rodzice przynieśli zaświadczenie od lekarza, a muszę tu dodać, że może to być dowolny lekarz, nie wymaga się żadnej specjalizacji. W takiej sytuacji żaden dyrektor nie zignoruje dokumentu i wydaje zgodę na zwolnienie ucznia. Przecież nie musi znać się na medycynie i nie może podważać decyzji lekarza. Wiem, że im wyższy poziom edukacji, tym więcej zwolnień z lekcji WF-u. Rodzicom bardzo się dziwi nauczyciel wychowania fizycznego z jednego z płockich gimnazjów. – Prawdą jest, że rodzice wykorzystują przepis pozwalający na zwolnienie ich dzieci z zajęć wychowania fizycznego. Zaczyna się to od szkół podstawowych i rośnie w gimnazjach. Niestety więcej dziewczynek nie uczestniczy w zajęciach. Dziwię się temu bardzo, bo rzadko gdzie nauczyciel rzuca piłkę i mówi: „Grajcie”. Tendencja jest taka, że coraz więcej dzieci przynosi zwolnienia, zwłaszcza zimą, a tymczasem program jest coraz wszechstronniejszy, a lekcje atrakcyjniejsze. Proponujemy gry zespołowe, sporty indywidualne, różne formy rekreacji ruchowej, także zajęcia fakultatywne, rajdy piesze, czy wycieczki. Z doświadczenia wiem, że gdy dziecko jest aktywne w I klasie, to wytrwa do końca III. Jeśli nie za bardzo interesuje się zajęciami, to niemal pewne jest, że przyniesie zwolnienie.
Im starsze dziecko, tym zainteresowanie sportem jest mniejsze. Często, zwłaszcza zimą, rodzice piszą karteczki, by zwolnić dzieci z zajęć na basenie. Bywa, że zwolnienie z zajęć przynosi uczeń, który trenuje w klubie. Zdarza się i tak, że za zajęcia w klubie musi płacić, ale i tak woli trenować niż uczestniczyć w lekcjach wychowania fizycznego. Jeśli jest to pierwsza lub ostatnia lekcja, może nie przychodzić na nią do szkoły. Znacznie mniejszy procent zwolnień jest w klasach sportowych, choć i tam się zdarzają. Dziecko może odnieść kontuzję, ale może też zrezygnować z uprawiania konkretnej dyscypliny sportu i nadal chodzić do tej samej klasy. Okazanie zwolnienia nie jest powodem do przeniesienia do innej.
Wszystko wskazuje na to, że może ani w Rio de Janeiro, ani nawet podczas następnych igrzysk, których miejsce zostanie ogłoszone 7 września 2013 roku, czyli w Madrycie, Tokio lub Stambule, nie będzie w reprezentacji olimpijskiej żadnego płocczanina, wychowanka klubu. Wtedy nie pozostanie nam nic innego jak dopingować sportowców z tych ośrodków, które postawiły na sport i wychowywanie reprezentantów Polski.
Jola Marciniak
fot. Ze zbiorów prywatnych
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości