Przyjechali do Gąbina z Polski i Europy. Wrócili do korzeni. Mówią o sobie, że są solą Ziemi Gąbińskiej. Wśród nich jest wielu nauczycieli, prawników, inżynierów. Absolwenci i byli nauczyciele Liceum Ogólnokształcącego w liczbie 200 osób nie mogli odmówić sobie spotkania w rodzinnej Alma Mater na ósmym zjeździe absolwentów, odbywającym się w 60. rocznicę powstania szkoły. Przywieźli tylko dobre wspomnienia, aby w radosnej atmosferze spotkania po latach wymienić się z tymi, z którymi wspólnie robiło się różne „numery” lub którym się je robiło...W sobotę 24 września 2005 r. do Zespołu Szkół w Gąbinie zjechał prawdziwy „kwiat pracy nauczycielskiej wielu lat”, jak określił starosta M. Boszko. W większości uczyli się w innej siedzibie LO – najpierw mieszczącej się przy ul. Kościuszki, a potem 1. Maja. Gdy w 1979 r. nad LO pojawiła się groźba likwidacji szkoły, dyrektor Zespołu Szkół Lucyna Gielec-Rogowska zaprosiła liceum do siebie.
Dokładną historię liceum przedstawił podczas oficjalnego otwarcia zjazdu polonista Leszek Łukaszewski, syn wieloletniego nauczyciela tej szkoły, autora dziejów LO, nie żyjącego już Zbigniewa Łukaszewskiego. Przypomniał, że w 1945 r. za naukę trzeba było zapłacić m.in. pół kilogramem masła, pół kilogramem mąki i dać 25 zł na cukier (!).
Kolejni dyrektorzy szkoły, którą najpierw nazwano Samorządowym Gimnazjum Koedukacyjnym, a więc: Marian Kaczyński, Zbigniew Drewnowski, Zdzisław Modzelewski, Lucyna Gielec-Rogowska robili wszystko, żeby młodzieży stworzyć optymalne warunki do nauki i rozwoju: – Ta młodzież była ambitna, można jej było zaufać, dodawała nam zapału do pracy pedagogicznej – mówił Janusz Szczepański, w latach 1973-1982 nauczyciel historii, zastępca dyrektora ds. pedagogicznych, dziś profesor Uniwersytetu Warszawskiego i Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku, autor monografii o Gąbinie: – Starałem się wpajać moim wychowankom miłość do Ojczyzny i swojego regionu – „małej Ojczyzny”. Wielu z nich na studiach pisało prace magisterskie z zakresu regionalizmu. Pracowałem w liceum w czasach, w których tworzyła się Solidarność, trzeba było młodzieży pomóc przetrwać zakręty historii.
W gronie absolwentów LO w Gąbinie są m.in. artysta malarz Alojzy Balcerzak i poseł na Sejm RP Wojciech Jasiński. Obecny był też Jan Borysiak – jeden z dziewięciu pierwszych maturzystów szkoły z maja 1950 r., były wieloletni prezes Związku Piłsudczyków w Gąbinie. W opinii gąbinianina Grzegorza Gronkiewicza (matura 1974), jednego z organizatorów zjazdu, absolwenci wrócili do swoich korzeni: – To sól Ziemi Gąbińskiej. Do dziś pamięta słowa dyrektora Zdzisława Modzelewskiego: „Nie chcę, żebyście byli ćwierćinteligentami”. Albo sytuację, gdy młodzież nie kwapiła się, aby podnieść jeden jedyny papierek leżący na korytarzu. Dyrektor Modzelewski demonstracyjnie to uczynił, wrzucił papierek do kosza, a na korytarzu zapadła cisza... Wychowawcą klasy był (obecny na zjeździe) geograf Ludwik Piechowicz: – To człowiek wielkiego formatu, ale wymagający nauczyciel. Dziś w rozmowie przyznał się: „Jak ja was męczyłem...” – śmieje się Grzegorz Gronkiewicz.
Postrach
„trójek klasowych”
Jego starszej koleżance szkolnej Irenie Ziółkowskiej (matura 1966), też w pamięci został dyrektor Modzelewski (na przyjazd do Gąbina nie pozwolił mu stan zdrowia): – Kiedyś stwierdził, że młodzież źle się kłania. Pewnego dnia po obowiązkowym codziennym apelu musiał to zrobić każdy z osobna. Jeśli dyrektorowi się nie podobało, trzeba było ukłon powtórzyć. Z dużym sentymentem wspominam też nauczycielskie małżeństwo Aliny i Mariana Chodorowskich, geografa Tadeusza Zombirta, historyka Janusza Szczepańskiego.
Wojciech Jasiński (1965) z lat licealnych najlepiej wspomina obozy wędrowne organizowane przez matematyczkę Hannę Anterszlak: – Pokonywaliśmy pieszo szlaki nadmorskie od Łeby po Gdynię i górskie od Krynicy po Zakopane. Mile wspominam także pana Tadeusza Zombirta, który często grywał z nami w piłkę siatkową.
Poseł PiS najlepszy był z historii, o szkolnych smutkach mówić nic chce, bo „czas przykre doświadczenia zamienia w doświadczenie”. Przychylił się do tej opinii także Marek Cybulski, który wraz z bratem Bogdanem przyjechał do Gąbina z odległej o 1200 km Badenii-Wirtembergii: – Ceniłem fizyka Edwarda Kalinowskiego: zawsze obiektywnie oceniał uczniów. Jeśli dobry uczeń źle napisał klasówkę, to dostawał ocenę, na jaką zasłużył.
Bliżej do Gąbina, bo z Warszawy, miała Bożena Rewerska (matura 1958): – Nie byliśmy grzeczni – przyznaje. – Kiedyś przypięliśmy księdzu sutannę do krzesła. Na szczęście się nie zdenerwował. Pamiętam, że w moich czasach licealnych po mieście chodziły tzw. trójki klasowe i pilnowały, żeby młodzież po godzinie 20.00 nie opuszczała domu. Wolno było tylko robić to z rodzicami. Bardzo pilnował tego nakazu profesor Łukaszewski, który wieczorami specjalnie jeździł po mieście rowerem, żeby nas sprawdzać.
„Trędowata”
pod ławką
Halina Pawlak-Balcerowska (matura 1959), obecnie mieszka z Łodzi. Dobrze pamięta swój udział w przedstawieniach, reżyserowanych przez profesor Natalię Wołowską, które pokazywano w okolicznych wsiach, dojeżdżając do nich na wozie drabiniastym: – Nasi nauczyciele byli naszymi autorytetami, a dyscyplina przynosiła efekty. Choć czasami udawało się ją ominąć i na przykład czytać na lekcji pod ławką „Trędowatą” Heleny Mniszkówny, podawaną kartka po kartce kolejnym czytelniczkom.
Zofia Gronkiewicz (matura 1975) i Elżbieta Błaszczyk (matura 1985) wystąpiły na zjeździe w podwójnej roli: obie pracują w Zespole Szkół. Pierwsza od 20 lat uczy matematyki, druga od 13 przedmiotów zawodowych: – Najwięcej moich szkolnych wspomnień wiąże się z osobą matematyka Kazimierza Pigulskiego, który rozmiłował mnie w matematyce – Czy klasa robiła nauczycielom tzw. numery? – Tak, naszemu germaniście, podeszłemu już w latach. Mówiliśmy, że już dzwonił dzwonek na przerwę i wychodziliśmy z klasy... – przyznaje się po latach.
Elżbieta Błaszczyk twierdzi, że jej klasa „numerów” nie robiła. Co ważne, wielu członków jej rodziny kończyło również tę szkołę: – Pamiętam lekcje polskiego z panem Zbigniewem Łukaszewskim. Zbierał uczniowskie „złote myśli”. Nieraz czytał nam też humor z zeszytów szkolnych: „Obecny pan doktor X kiedyś napisał coś takiego...” – i tu następował cytat. Bardzo nam się to podobało.
Absolwentką LO jest również aktualna dyrektor Zespołu Szkół im. Stanisława Staszica w Gąbinie – Danuta Falkowska (matura 1978), rolę jej zastępcy ds. LO pełni Sławomir Sztygiel: – Wszyscy tworzymy jedną wielką rodzinę wywodzącą się z tej szkoły – mówiła podczas uroczystości. – Zjazd absolwentów to przyjemny powrót do przeszłości – „już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj”. Z nostalgią wspominała zajęcia, które prowadzili profesorowie Ludwik Piechowicz, Janusz Szczepański, Kazimierz Pigulski – oklaskiwany przez absolwentów bodaj najgłośniej.
Na VIII zjeździe minutą ciszy uczczono tych absolwentów i nauczycieli, którzy już odeszli. Były prezenty dla szkoły (np. kserokopiarka od burmistrza miasta), wpisy do kroniki zjazdu, spotkania w grupach klasowych, wspólne zdjęcie i obowiązkowo bal. Nad organizacją imprezy czuwali Stanisław Kopeć i Marek Ziółkowski. A następna okazja do jakże pięknych wspomnień już za 5 lat.
Tekst i fot.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze