Nasz czytelnik mieszka w jednym z bloków przy ul. Lachmana w Płocku. Przez ścianę i przez balkon sąsiaduje z kobietą na emeryturze, mieszkającą z bratem. Oboje cisi, spokojni i teoretycznie nie sprawiający żadnego kłopotu, nigdy sąsiedzi nie mieli powodów, by wzywać policję. A jednak zaczęli się skarżyć, bo przy upałach, które nawiedziły Płock, mieszkanie w tym bloku stało się nie do wytrzymania. Wcale nie trzeba bardzo głośno słuchać muzyki, organizować hałaśliwych imprez, pić i urządzać libacji z kolegami, być agresywnym, zalewać mieszkania położonego niżej czy grillować na balkonie, by sprawiać sąsiadom ogromne problemy. Nasz czytelnik opowiada o swoich sąsiadach. – Mieszkają w innej klatce, ale sąsiadują nasze balkony. Niestety otwarcie okien i drzwi balkonowych jest niemożliwe, nie tylko w gorące dni. Z mieszkania dochodzi taki smród, że nie sposób wytrzymać. Mieszkający tam pan z jakiegoś powodu nie załatwia się w łazience, tylko na balkonie, można więc sobie wyobrazić, jak to śmierdzi. Poza tym oni nic nie wynoszą na śmietnik, wszystko gromadzą w domu. Jest rozchodzące się do innych mieszkań robactwo, wszędzie latają wielkie muchy, okna nie były myte od kilku lat. Często zamawiają sobie jedzenie, ale nie wynoszą resztek, to wszystko chyba gnije w mieszkaniu, bo wokół jest koszmarny fetor. Zgłaszamy sprawę spółdzielni, ale to nic nie daje. Zostaliśmy sami z problemem. Nikt nie chce nam pomóc, bo płacą regularnie czynsz, więc nie ma podstaw, by ich eksmitować. Dłużej tak nie wytrzymamy. My też płacimy za nasze mieszkania, a marzymy o tym, by się stąd wynieść lub pozbyć się sąsiadów. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze