W te wakacje m.in. w Szczawinie Kościelnym i Pacynie dzieci miały wyjątkową okazję, by połączyć naukę z super zabawą. A o to, by pokazać, że nauki ścisłe mogą być naprawdę ciekawe i wciągające, zadbała Beata Żółtowska – nauczycielka chemii i fizyki, prowadząca wakacyjne warsztaty naukowe dla dzieci, założycielka Obdarzonych WYobraźnią, nominowana w tegorocznej edycji Plebiscytu „Z Tumskiego Wzgórza”, z którą między kolejnymi zajęciami udało nam się przeprowadzić krótką rozmowę.
Od jak dawna działa Pani jako nauczyciel i kiedy pojawił się plan na Obdarzonych WYobraźnią?
Jako nauczycielka działam od 18 lat. Przez ten czas nie tylko uczyłam chemii i fizyki, ale też obserwowałam, jak bardzo dzieci potrzebują doświadczania nauki, a nie tylko jej słuchania. Pomysł na Obdarzonych WYobraźnią narodził się cztery lata temu – z frustracji… i miłości! Frustracji, że w szkole nie zawsze jest przestrzeń na zabawę nauką. I miłości do dzieci. Chciałam stworzyć miejsce, w którym dzieci nie tylko słuchają, ale i same eksperymentują, doświadczają i zadają pytania. Tak powstała firma, która daje przestrzeń do samodzielnego odkrywania i dociekania naukowego – w atmosferze swobody, bezpieczeństwa i twórczej zabawy.
Firmę założyłam cztery lata temu, 14 października – w Dzień Nauczyciela – spełniając marzenie swoje oraz mojej przyjaciółki i niezwykłej kobiety, Eli Milewskiej. To właśnie ona przez lata dodawała mi odwagi i wierzyła, że nauczanie może wyglądać inaczej – z sercem, z sensem i z wyobraźnią. Ela jest ambasadorką metody IBSE (Inquiry-Based Science Education) na Polskę, a ja – jej uczennica i kontynuatorka – dziś mam zaszczyt być ekspertem tej metody i wykorzystywać ją w praktyce, każdego dnia.
Dodatkowo ukończyłam studia podyplomowe z arteterapii, dlatego moje zajęcia to nie tylko nauka i eksperymenty, ale też przestrzeń na emocje, wyrażanie siebie i kreatywność. Bardzo często wplatam też elementy podejścia STEAM, łącząc naukę z technologią, sztuką i zabawą. Bo właśnie na styku różnych dziedzin powstaje najwięcej pasji i odkryć.
A skąd sama nazwa Obdarzeni WYobraźnią? Bo ja naprawdę wierzę, że wyobraźnia to nasze największe narzędzie – w nauce, sztuce, relacjach i codzienności. Kocham wszelkie formy twórczości, a moją mocną stroną są niekonwencjonalne pomysły, które nie tylko wymyślam, ale też konsekwentnie wcielam w życie. To właśnie tę twórczą energię chciałam zawrzeć w nazwie – a jednocześnie zaprosić do niej wszystkie dzieci, które też są "Obdarzone WYobraźnią".
Skąd wziął się pomysł na organizowanie wakacyjnych zajęć z chemii i fizyki dla dzieci? Czym różnią się one od szkolnych lekcji? Jakie są ich główne cele?
W wakacje dzieci są bardziej otwarte, mają więcej luzu, a nauka może być dla nich prawdziwą przygodą. Pomysł przyszedł naturalnie – po roku szkolnym pełnym obowiązków i stresu chciałam stworzyć przestrzeń, w której dzieci, bawiąc się, mogły samodzielnie eksperymentować. Nie ma przymusu – jest radość, ciekawość i mnóstwo bałaganu twórczego. Celem warsztatów jest pokazanie, że nauka to nie nuda – to magia, która dzieje się tu i teraz. W duchu metody IBSE pozwalam dzieciom pytać, badać i dochodzić do wniosków samodzielnie – bez gotowych odpowiedzi.
Jak dzieci reagują na eksperymenty? Co najbardziej je zachwyca, zadziwia? I czy łatwo „zarażają się” pasją do nauki, gdy mają okazję dotknąć jej w praktyce?
Reakcje? Od „łaaaał!”, przez „czy możemy to powtórzyć?”, aż po „czy mogę to zrobić w domu?”. Dzieci są niesamowicie chłonne, kiedy nauka przestaje być teorią, a staje się zabawą. Wystarczy jedno efektowne „bum!” albo kolorowa reakcja chemiczna i już widać błysk w oku. Pasja rodzi się z doświadczenia – i właśnie to dajemy im na zajęciach.
Czy zaskoczyło Panią kiedyś jakieś pytanie, które dziecko zadało podczas zajęć?
Oj, wiele razy! Moim ulubionym jest: „Czy wysadzimy coś w kosmos, będzie wybuch?”. Dzieci nie mają ograniczeń w myśleniu – i to jest piękne. Ich pytania przypominają mi, że kreatywność to najważniejsze narzędzie naukowca. Nawet najbardziej absurdalne, może być początkiem wielkiego odkrycia.
Jakie eksperymenty cieszą się największym zainteresowaniem? Może zdradzi Pani, co robicie w praktyce?
Dzieci kochają wszystko, co się rusza, dymi, zmienia kolor albo… wybucha. Generalnie wszystko to, co mogą stworzyć same. Popularne są reakcje chemiczne z efektami specjalnymi, kolorowe mikstury, domowe laboratoria i warsztaty „zrób to sam”. Uwielbiają łączenie różnych form, gdzie sztuka spotyka naukę. Bo przecież w STEAM chodzi właśnie o połączenia: nauki ścisłe + kreatywność = czysta magia!
Obdarzeni WYobraźnią działają m.in. w Szczawinie Kościelnym, Pacynie czy Gąbinie. Dlaczego właśnie tam? I czy można Panią „wynająć” na zajęcia, np. na warsztaty do szkół czy innych placówek?
Zaczęło się lokalnie – tam, gdzie są moje korzenie, bliscy ludzie i dzieciaki, które znałam z sąsiedztwa. Wiedziałam, jak bardzo potrzebne są ciekawe, rozwijające zajęcia szczególnie w małych miejscowościach. W takich miejscach często brakuje warsztatów edukacyjnych, a przecież dzieci tam też marzą, odkrywają i chcą się uczyć – z pasją, radością i wyobraźnią. Na mojej drodze stanęli niezwykli ludzie – dyrektorzy szkół, przedszkoli, GOK-ów i bibliotek, którzy otworzyli przede mną drzwi swoich placówek, ale przede wszystkim – swoich serc. Pozwolili mi wejść do swoich przestrzeni i zamienić je w miejsca pełne radości, nauki i dziecięcej wyobraźni. Zaufali mi, dali mi szansę, by realizować moje marzenia – a ja w zamian mogłam pomóc dzieciom odkrywać ich własne. To dzięki ich otwartości, życzliwości i wiary w to, co robię, mogę dziś działać tak, jak działam. Za co z całego serca – dziękuję.
Obecnie prowadzę warsztaty tam, gdzie warunki sprzyjają eksperymentom z wyobraźnią – w miejscach otwartych na wiedzę. Można mnie „wynająć” z całym mobilnym laboratorium, uśmiechem i sercem. Dla mnie każde takie spotkanie to szansa, by pokazać dzieciom, że nauka może być fascynująca i pełna wyobraźni – bez względu na to, gdzie mieszkają.
Jak Pani zdaniem można skutecznie zainteresować dzieci naukami ścisłymi na co dzień, nie tylko w wakacje?
Najprostsza rada? Dajmy dzieciom prawdziwą ciekawość, a nie tylko zadania z kluczem. Eksperymentujmy w kuchni, rozmawiajmy o zjawiskach wokół nas, czytajmy wspólnie książki popularnonaukowe. I nie udawajmy, że wszystko wiemy – razem z dziećmi możemy szukać odpowiedzi. W duchu IBSE to właśnie dziecko jest odkrywcą, a rodzic czy nauczyciel – przewodnikiem – i tego się trzymam kurczowo.
Skąd czerpie Pani inspiracje do tworzenia scenariuszy zajęć i eksperymentów? I co napędza Panią do działania?
Inspiracje są wszędzie – w Internecie, książkach, rozmowach z dziećmi, świadomymi nauczycielami, w lesie… Ale największą inspiracją wciąż jest dla mnie Ela. Jej sposób patrzenia na edukację, jej pasja, energia, otwartość – to wszystko wciąż we mnie żyje i napędza mnie do działania. To daje mi siłę, żeby działać dalej – z WYobraźnią.
Napędza mnie każdy dziecięcy uśmiech, każda iskierka w oku i to bezcenne: „Czekałam na ciebie, ciociu!”. Ale siłę dają mi też słowa dorosłych – rodziców, nauczycieli, Dyrektorów – którzy po zajęciach mówią, że „jestem najlepsza w tym, co robię”. Za każdym razem uśmiecham się wtedy szeroko, ale przede wszystkim – czuję ogromną wdzięczność.
Tak naprawdę największym napędem jest ludzka życzliwość, zaufanie i to, że mogę robić to, co naprawdę kocham.
Dziękuję za rozmowę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze