W hiszpańskiej Aragonii (Confranc – Pireneje) w dniach od 25 do 28 września odbędą się Mistrzostwa Świata w biegach górskich i terenowych. Polskie barwy w zawodach będzie reprezentował mieszkaniec podpłockich Gór – Dominik Milewski.
Jak to stało, że na nizinnym Mazowszu znalazł się człowiek, który trafił do reprezentacji Polski biegów górskich? Postaramy się odpowiedzieć na to pytanie. Dominik Milewski to młody biegacz górski, który głównie uprawia biegi ultra. Pierwsze zawody na dystansie 100 km przebiegł w wieku 20 lat. Teraz ma 27 lat i karierę w tej dyscyplinie przed sobą.
W młodości Dominik, jak niemal każdy chłopak, grał w piłkę nożną. A tak się złożyło, że jego trener startował w Biegu Rzeźnika, co zaimponowało młodziutkiemu wówczas Dominikowi. - Wtedy powiedziałem sobie, że też mogę to zrobić – wspomina. I zrobił – wygrał XX edycję Rzeźnika, razem z kolegą, Kamilem Dąbrowskim z Wrocławia.

Do pierwszej próby podszedł w wieku 20 lat, ale nie został wylosowany. Zdecydował się na start na 100 km w Rykowisku Ultra-Trail.
- I to mi się spodobało, mam z tego frajdę do dzisiaj. Dla mnie zawsze ten najdłuższy bieg na zawodach jest tym najważniejszym i dlatego od takich biegów zacząłem. Później zrobiłem sobie przerwę od ultra i biegałem krótsze dystanse – mówi Dominik Milewski.
I tak, można powiedzieć, wszystko się zaczęło. Teraz najważniejsze są dla Dominika trzy jednostki treningowe: podbiegi, tempówki i mocne, długie wybiegania. Na co dzień trenuje w Płocku, na osiedlu Borowiczki, a w weekend w Gostynińsko-Włocławskim Parku Krajobrazowym. W weekend wyjeżdża czasem do Kampinosu. Biega też w Warszawie, głównie na Kopcu Powstania Warszawskiego, Kępie Wieloryb, korzysta także z bieżni, czego, jak przyznaje, nienawidzi.
Za to uważa, że im gorzej, tym lepiej dla niego. Przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych, gdy leje, wieje, wtedy ma uśmiech na twarzy, bo dobrze się czuje w takich warunkach. Jeśli zrobił trudne, czasem bardzo trudne treningi, to wtedy na zawodach wie, że w cięższych momentach też sobie poradzi.
[paywall]
Dla seniorów zawody odbywają się na czterech dystansach: Uphill Mountain (Vertical) – 6,5 km / +986 m, Classic up and down – 15 km / ±820 m, Short trail – 44,5 km / ±3700 m i Long trail – 82 km / ±5700 m.
Dla uproszczenia przyjmuje się, że 100 m przewyższenia odpowiada 1 km biegu po płaskim. Czyli dystans 44,5 km z przewyższeniem 3700 m odpowiada 71,5 km biegu asfaltowego po terenie o zerowym nachyleniu.
- Były dwie drogi kwalifikacyjne na mistrzostwa świata. Pierwsza dotyczyła udziału w mistrzostwach Polski – obejmowała dystanse do short traila. Mistrzowie mieli zagwarantowany udział, a drużyna czekała na wycenę punktową od ITRA (International Trail Running Association wycenia biegi od 0 do 1000). Pozostali zawodnicy mogli wziąć udział po uzyskaniu minimum 860 punktów ITRA lub średniej drużynowej na poziomie 860. Na dystansie short trail drużynowo uzyskaliśmy średnio 871 punktów, co dało nam awans na MŚ. Ja zająłem szóste miejsce na tej imprezie, co również dało mi awans – drużyna mogła liczyć sześciu zawodników. Na krótszych dystansach zakwalifikowali się mistrzowie – tłumaczy Dominik.
Reklama
Druga opcja dotyczyła dystansu ultra, czyli long trail. Każdy zawodnik chcący wziąć udział w MŚ musiał uzyskać minimum 860 punktów ITRA na wybranych zawodach. Inaczej wyglądało to w przypadku kobiet, różnica – inna wartość punktowa, reszta zasad była taka sama. Łącznie zakwalifikowało się 27 osób.
- Jadąc na mistrzostwa, będziemy walczyć nie tylko o medale indywidualne, ale też drużynowe. Warto podkreślić, że Polacy są wicemistrzami Europy w biegach górskich na dystansie 58 km (na MŚ dystans ten został rozdzielony na short i long trail) – dodaje.
Reklama
I zdradza, że jest niesamowicie dumny z tego, że może spełnić swoje marzenie i pojechać na imprezę międzynarodową.
- Już w zeszłym roku mogłem być w kadrze, ale nie miałem licencji PZLA. Nie zostałem wtedy powołany, choć zająłem 4. miejsce w biegu, w którym rozgrywały się mistrzostwa Polski, co dawało kwalifikację – wyjaśnia.
- Cieszy mnie fakt, że mimo iż nie mieszkam w górach – choć nie kłamię, mówiąc, że wychowałem się w Górach, tych płockich – jestem w stanie rywalizować z chłopakami w górach. Nie wyjeżdżam na obozy przygotowawcze, tylko na zawody. Trenując po płaskim, słaby nie jestem, a czy nasze tereny są takie płaskie? – dodaje.
Reklama
Przygotowania do biegu są intensywne – około 20 godzin tygodniowo, zdarzyło się nawet 27.
- Staram się biegać do 140 km tygodniowo, dokładam do tego rower – ponad 200 km tygodniowo, plus siłownię i rozciąganie. Pracując na pełen etat, nie jest łatwo, ale dla chcącego nic trudnego. Można przecież zrobić trening w drodze do pracy i z pracy – na rowerze, co sporo ułatwia – śmieje się zawodnik.
Trasa w Pirenejach będzie naprawdę trudna.
– To nie te same góry co w Polsce, gdzie mamy wszędzie wyznaczone szlaki. Tam są po prostu ścieżki, czasami uczęszczane. Trasa w zasadzie mogłaby się kwalifikować jako sky running – wyjaśnia.
Reklama
Zawodnicy startujący w biegach górskich pochodzą z takowych terenów. Trudno się dziwić, że o szaleńcu z Mazowsza, co biega po górach, koledzy mówią „Bagienny Góral”.
– W końcu każdy człowiek to góral, tylko czasami bagienny – dodaje.
Kadra na mistrzostwa świata – najmocniejsi zawodnicy: Andrzej Witek, Rafał Matuszczak i Marcin Kubica oraz zawodniczki Weronika Matuszczak i Martyna Młynarczyk. - Nasza kadra wydaje się najmocniejsza w long trailu, chociaż w short nie jest gorsza. Fakt jest taki, że mamy piekielnie mocną kadrę, ale każda drużyna będzie ubiegać się o medale. Indywidualnie mam swoich faworytów, Andrzeja i Martynę, oni już nie raz udowadniali, na co ich stać – mówi Dominik Milewski.
Jola Marciniak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze