Reklama

Największy specjalista od diabłów. Witold Bunikiewicz – zapomniany poeta – spoczywa na cmentarzu w podpłockich Proboszczewicach

Jego grób znajduje się na cmentarzu w Proboszczewicach, zaś jedna z ulic tej miejscowości nosi jego nazwisko. Witold Bunikiewicz – poeta, krytyk sztuki, doktor filozofii. Żołnierz i patriota. Mimo że jego najsłynniejsze dzieło - „Żywoty diabłów polskich” - doczekało się niedawno kolejnego wznowienia, sam autor pozostaje zapomniany, a inna jego twórczość pokryła się grubą warstwą kurzu. Kim był i dlaczego nie znamy go tak dobrze, jak wielu przedwojennych literatów? 

Urodził się 21 lipca 1883 roku w Dobrkowie (Małopolska). Ukończył gimnazjum w Rzeszowie, następnie studiował filozofię oraz historię literatury i sztuki na uniwersytetach w Berlinie, Monachium i Paryżu. W 1913 r. zdobył doktorat z filozofii. W międzyczasie ożenił się z Marią Gralewską, która towarzyszyła mu w licznych podróżach. 

Podczas I wojny światowej Bunikiewicz został (jako mieszkaniec zaboru austriackiego) wcielony do armii austriackiej. Po odniesieniu ran na froncie czarnogórskim nie powrócił już na pole bitwy, a okres rekonwalescencji spędził w Pradze, gdzie poznał tamtejszych twórców literackich i nauczył się języka czeskiego. Później, jako ochotnik, brał udział w Obronie Lwowa (ród Bunikiewiczów wywodził się z tamtych okolic) oraz w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. Zyskał rangę kapitana. 

Reklama

Po wojnie pracował w dyplomacji odrodzonego państwa polskiego, a następnie osiadł w Warszawie. Tam pisał teksty dla związanego ze Stronnictwem Chrześcijańsko-Narodowym „Kuriera Warszawskiego”, w którym był stałym recenzentem artystycznym. Jako teoretyk sztuki wygłaszał opracowywane przez siebie odczyty, m.in. w „Zachęcie”. Ponadto pracował jako redaktor czasopisma „Ponowa”. 

Lata okupacji spędził wraz z żoną w resztówce majątku ziemskiego w Proboszczewicach, gdzie prowadził tajne nauczanie. Zmarł w 1946 r., został pochowany na tamtejszym cmentarzu. Dwa lata po nim zmarła Maria Bunikiewicz, która spoczęła obok ukochanego Witolda. Grób Bunikiewiczów, zbudowany z ułożonych jeden na drugim kamieni i przesłonięty dwoma potężnymi cisami, stoi tam do dziś. Jest pielęgnowany przez mieszkańców Proboszczewic. Niestety, ród Bunikiewiczów wygasł, Witold i Maria nie doczekali się bowiem potomstwa. Ich ostatni żyjący krewni odwiedzali miejscowość jeszcze do wczesnych lat dwutysięcznych. Potem i oni poumierali.

Reklama

Twórczość literacka

Bunikiewicz zadebiutował jako autor w roku 1909. Wydał wtedy swój pierwszy tomik wierszy pt. „Komedia olimpijska”. Do roku 1930 opublikował jeszcze cztery. Były to: „Wiosna” (1910 r.), „Ballady” (1920 r.), „Rapsod mazowiecki” (1930 r.) i „Rycerz śmierci” (1930 r.). Oprócz poezji pisał również komedie wierszem, m.in. „Złote czasy” (1912 r.), „Piosenki ułańskie” (1917 r.), „Sowizdrzały” (1918 r.), „Cud miłości” (1928 r.). Jako literat wzrastał pod osobistym wpływem czołowych pisarzy Młodej Polski: Artura Górskiego, Antoniego Lange i Stanisława Przybyszewskiego.

Pobyt w Pradze zaowocował pracami tłumaczeniowymi. Bunikiewicz tłumaczył z czeskiego poezję. W 1924 r. wydał tom pt. „Współczesna liryka czeska”, w którym znalazły się wiersze m.in. Petra Bezruča.

Reklama

Oprócz utworów poetyckich i dramatów Bunikiewicz napisał również powieści „Życie w kolorach” (1930 r.) i „Czarny karnawał” (książka nie została wydana), a także zbiór opowiadań pt. „Żywoty diabłów polskich” (1930 r.).

Jeden z miłosnych utworów Bunikiewicza, zatytułowany – po prostu – „Ballada”, znalazł się w obszernym zbiorze poetyckim Jana Lenartowicza pt. „Polska pieśń miłosna. Antologia”. „... I porwał nas taniec, muzyka i szał, / Przy sercu płonącem jam dziewkę swą miał, / Płynąłem po strojnej sali... / I czułem jej drżenie i kibić i biust / I ogień, co płonie z roztwartych jej ust / I rozkosz, co w oczach się pali... / O dalej... o dalej... o dalej... (...)”. Kipiący żarliwym uczuciem poemat znalazł swoje miejsce wśród wierszy wielkich twórców różnych epok, takich jak m.in. Juliusz Słowacki, Adam Mickiewicz, Stanisław Wyspiański czy Adam Asnyk.

Reklama

Należy też wspomnieć, iż literatką była także jego żona, Maria z Gralewskich Bunikiewiczowa. Studentka Sorbony, tłumaczka literatury czeskiej. W zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie znajduje się wiele przetłumaczonych przez nią dzieł, jak również rękopis wspominek o Bunikiewiczu, które autorka – starając się zachować dystans – spisała w trzeciej osobie.

Nie taki diabeł straszny...

Najsłynniejszym dziełem literackim Bunikiewicza okazały się „Żywoty diabłów polskich” – zbiór humorystycznych opowiadań, opartych na ludowych podaniach. Diabły opisywane w książce wzbudzają raczej śmiech, niż strach, a ich cechy to uwypuklone ludzkie przywary, takie jak przebiegłość, wyrachowanie, mściwość czy pycha. Książka zadebiutowała drukiem w roku 1930, doczekała się również wznowień, m.in. w roku 1960 (nakładem Wydawnictwa Poznańskiego). Najnowsze wydanie (nakładem Wydawnictwa Replika) „Żywotów diabłów polskich” pochodzi z roku 2020 i jest częścią kolekcji dzieł o demonologii słowiańskiej. Współczesny czytelnik odnajdzie w opowiadaniach Bunikiewicza barwną narrację, humor, a przede wszystkim może trochę przestarzałą w formie, ale piękną polszczyznę.

Reklama

Bóg i sztuka

Kochał sztukę i był jej znawcą. Nie tylko pisał o niej artykuły prasowe, ale też wygłaszał prelekcje. Nie da się też ukryć, iż wiara chrześcijańska oraz jej odzwierciedlenie w sztuce były dla Bunikiewicza ogromnie ważne. Jan Kleszczyński, dziennikarz „Kuriera Warszawskiego”, nie szczędził pochlebnych słów na temat odczytu Bunikiewicza w „Zachęcie” (1932 r.): „W zwięzłej syntezie prelegent zdołał scharakteryzować zasadnicze linie sztuki chrześcijańskiej. Począwszy od pierwotnego jej symbolizmu aż do czasów ostatnich, obejmując zarazem ideowe podłoże przemian, przez które przechodziła. Platin, św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, ukazywali się nam na tle epok, o których prelegent powiedział w lapidarnych skrótach to, co było najważniejszą podstawą ich życia. Jasno i plastycznie przedstawił nam sztukę realizmu, olśniewające, hieratyczne koncepcje Bizancjum, ascetyczne wzloty gotyku, romanizm, hellenizujący zwrot renesansu i gigantyczne pomysły baroku. Renesans uznał za zwrot pomyślny, przywracający godność człowiekowi po epoce bezwzględnego korzenia się wobec wzorów piękności, które uchodziły za niemożliwe do naśladowania. Każda z epok minionych posiadała swój rodzaj kultu, każda miała swój sposób sławienia i uczczenia Boga-Człowieka i dopiero najnowsze czasy go znaleźć nie mogły. Po ożywieniu kultu religijnego przez romantyzm, przez niemieckich nazarejczyków i angielskich prerafaelitów, nadszedł impresjonizm, który w sztuce religijnej nie potrafił dać nic więcej nad dekoracyjne wartości”.

Swoją relację z odczytu Kleszczyński podsumował słowami: „Ale prelegent nie wątpi, że czasy dzisiejsze, będące początkiem religijnego odrodzenia, znajdą swój wyraz uczucia religijnego i zdołają stworzyć sztukę godną dawnych epok”.

Reklama

Talentem Bunikiewicza oczarowana była Stella Olgierd, która w 1935 r. napisała na łamach „Kuriera Poznańskiego” entuzjastyczną recenzję jego niedocenionego misterium Bożego Narodzenia pt. „Wesoła nowina”. „Witold Bunikiewicz ma cudowny, wspaniały, rdzennie polski talent – nie ma za to pieniędzy, i ani poezje jego, ani sztuki nie mają takiego uznania, jakieby mieć powinny!” – pisze Olgierd. W następnym zdaniu zwraca się wprost do autora: „Pociesz się, kochany Kolego! Przyjdzie to – ale po śmierci! Bo przecież wszystkiego mieć nie można, powtarzam. Dał ci Pan Bóg talent – to tak bardzo wiele! Talent nie kosmopolityczny, nie międzynarodowy – ale talent taki, który tylko Polak mieć może! Talent, w którym jak w zwierciadle odbija się wszystko, co polskie, co katolicko-polskie, wszystko co nasze, dawne z dziada-pradziada”.

Niestety, słowa Stelli Olgierd o pośmiertnej sławie Bunikiewicza nie ziściły się. Jego nazwisko, choć dość dobrze znane w dwudziestoleciu międzywojennym, nie zostało zapamiętane, a twórczość poza „Żywotami (...)” skazana na zapomnienie. Jak podkreśla nieznany z nazwiska autor noty biograficznej (w wydaniu z 1960 r.): „twórczość poetycka i dramaturgiczna Bunikiewicza stanowi właściwie epigońskie kontynuowanie poetyki Młodej Polski i jest dla dzisiejszego czytelnika prawie martwa. Pozostała po nim jedynie zaczęta w późniejszych latach życia twórczość prozatorska, z czego najoryginalniejszym i pełnym swoistego uroku jest właśnie (…) tomik humorystycznych opowiadań, napisanych na podstawie rozproszonych podań i klechd ludowych oraz literackiej tradycji, cykl jednolitej w tonie rubasznym i dowcipnej demonologii polskiej”.

Reklama

Mimo niewątpliwego talentu twórczość Witolda Bunikiewicza została niemal całkowicie pogrzebana w historii polskiej literatury. Choć być może nadejdą jeszcze czasy, kiedy poezja i inne dzieła zapomnianego autora zostaną przez kogoś odkryte na nowo.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/02/2026 19:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości