Przy ul. Klasztornej w Wyszogrodzie stoi, chylący się ku ziemi, niewielki budynek. Mieszkają w nim dwie rodziny z małymi dziećmi. Dom jest własnością prywatną, właścicielka mieszka po sąsiedzku, w dużym domu. Przeszkadza jej rudera, chciałaby, żeby wyprowadzili się z niej lokatorzy.Niestety, rodziny nie mają się gdzie wyprowadzić. Mają zasądzoną przez sąd eksmisję, ale nie na bruk, tylko do lokalu socjalnego, a tych w Wyszogrodzie nie ma. Właścicielka budynku ma nakaz jego rozebrania, by nie zagrażał bezpieczeństwu, ale nie może go rozebrać, skoro mieszkają tam ludzie.
Lokatorzy też mają dość mieszkania w ruderze, ale nie mają się gdzie wynieść. – Pani T. szykanuje nas, robi wszystko by uprzykrzyć nam życie – opowiadają. – Nie mamy w domu światła, nie ma łazienki, nie ma gdzie wyrzucać śmieci. Żyjemy tu jak zwierzęta, nic nam nie wolno, od podwórka są zabite deskami okna. Ciemno, a niedługo też będzie zimno. Bo choć mamy założone ogrzewanie w domu, to nie ma gdzie trzymać opału. Przecież nie na ulicy, bo ktoś ukradnie. Nie wiemy, jak będziemy żyć.
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wydał decyzję o konieczności wyłączenia budynku z użytkowania tak, by nie mogli mieszkać w nim ludzie. Zdaniem lokatorów właścicielka chce tę decyzję zrealizować, ale ich kosztem. – Zaczęła rozbieranie dachu, jest już duża dziura – mówią. – Dopiero jak zadzwoniliśmy na policję, rozbiórka została wstrzymana. A my naprawdę nie mamy się gdzie podziać.
Pani K. jedna z lokatorek budynku boi się każdego następnego dnia. Nie wie, co jeszcze może właścicielka wymyślić, co może rozebrać i co im zabrać. Mieszkają w warunkach, w jakich w XXI wieku nie powinni mieszkać. Dzieci przecież muszą odrabiać lekcje, kiedy jest jeszcze jasno na dworze, a co będzie za kilka tygodni.
– Moja młodsza córka nie może obejrzeć bajek, boi się właścicielki mieszkania – wyjaśnia. – Kiedy ta pani przechodzi ulicą, dzieci uciekają do domu. Czy może sobie pani wyobrazić, że 5-letnie dziecko bawi się w sąd, bo za sprawą właścicielki musiała zeznawać? A co będzie jak popada deszcz, przecież będzie nam się lało na głowę, wszystko się zniszczy.
Najtrudniej jest z brakiem prądu. Przez cały czas skrzętnie płacili rachunki i nagle właścicielka, która ma dostęp do liczników, odcięła im energię elektryczną. Napisali list do prokuratury z prośbą o zmuszenie jej do przywrócenia energii, ale pewnie nie na wiele się to zda. Burmistrz wysłał oficjalną prośbę o przywrócenie prądu w mieszkaniach, ale była to tylko prośba, która nie spotkała się ze zrozumieniem.
Właścicielka budynku nie bardzo chciała rozmawiać z dziennikarzem. Tłumaczy, że budynek dostała w spadku po dziadku i chce uporządkować całą sprawę. – To jest brudna robota, którą robię, kosztem mojego zdrowia i pieniędzy – mówi wzburzona. – Przecież ja nawet nie mogłam korzystać z mojego podwórka. Ten budynek jest do rozbiórki i powinnam załatwić lokatorom eksmisję na bruk. Człowiek chciał być ludzki, jest eksmisja ale do lokalu socjalnego. Nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy będą lokale socjalne. Przecież oni praktycznie nie płacą czynszu za mieszkania. Ja na początku rzeczywiście nie chciałam, żeby płacili, bo miałam na głowie inne sprawy, ważniejsze. Wtedy powiedziałam, ze mogą sobie mieszkać, ale szukać lokali zastępczych, żeby mogli się wyprowadzić. Ale jak potem zaczęli że mną walczyć, to ja się nie mogę temu biernie przyglądać. Ta cała sprawa, to mój zmarnowany czas, nerwy, pieniądze.
Skąd wziąć wolny lokal
W Urzędzie Gminy w Wyszogrodzie zapewniają, ze pierwszy wolny lokal o odpowiedniej powierzchni zostanie natychmiast przyznany jednej z rodzin. – Na razie dysponujemy tylko lokalem o powierzchni 13 m kw., ale tam nie przeniesie się rodzina 4-osobowa, na dodatek z dwójką dzieci – stwierdza Barbara Dominkiewicz z Urzędu Gminy. – Druga rodzina jest 6-osobowa, a na jedna osobę musi być minimum 5 m kw. powierzchni. My staramy się szukać takich lokali, proponujemy zamianę samotnym osobom, które mieszkają na większej powierzchni, ale to nie jest takie łatwe. Potrzeba czasu. Jak długo to może potrwać? Mam nadzieję, że na jesieni sprawa zostanie załatwiona i te rodziny dostaną przydziały. Zapewniam, że pierwszy wolny lokal o odpowiedniej wielkości będzie przydzielony dla nich.
B. Dominkiewicz dodaje także, że lokatorom budynku, w którym nie ma prądu, ani łazienki, starają się pomagać sąsiedzi. Proponują miejsce w lodówce. Sam burmistrz prosi, bo może tylko prosić właścicielkę budynku, by podłączyła tym ludziom prąd, ale to wszystko na nic. Dobrze, że choć udało się powstrzymać rozbiórkę dachu. – My zapewniamy właścicielkę, że załatwimy tę sprawę tak szybko jak to jest możliwe, ale ona nie chce zrozumieć naszych trudności – mówi.
Jolanta Marciniak
Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze