Charty polskie, psy piękne i drogie, związane z naszą kulturą i historią okresu polski szlacheckiej, spotkała po II wojnie światowej wielka niesprawiedliwość. Wybito je prawie całkowicie tylko dlatego, że władzy ludowej kojarzyły się z arystokratycznym trybem życia.Nie miały one racji bytu, podobnie jak dworki szlacheckie i sama szlachta. Strzelano do chartów prowadzonych na smyczy na ulicach miast, do zamkniętych w zagrodach, czy biegających po lasach. W efekcie tak drastycznych zabiegów, pies ten całkowicie zniknął z polskiego krajobrazu. Dopiero w roku 1979 udało się w Rosji odnaleźć jego potomków i od nich odtworzyć rasę. Dziś w Polsce jest ich zaledwie 100 sztuk, w tym 3 w Płocku. Cieszą się ogromną popularnością, głównie zagranicą, gdzie zwierzęta te uchodzą za jedną z cenniejszych i poszukiwanych ras. Warto zaznaczyć jednocześnie że jest wiele odmian chartów m.in. charty afgańskie, charty irlandzkie, charty angielskie, wilczarze, charty włoskie, weepety, spośród nich, chart polski jest perełką. Często mówi się o nim że to szybsza niż wiatr, skuteczna broń myśliwska. Od wieków wykorzystuje się go głównie do wyścigów i polowań. Polska rasa wywodzi się od chartów arabskich z Saluki, stanowiących w kulturze arabskiej, obok pełnokrwistych koni, ptaków łownych największy skarb i chlubę właściciela. Z kolei, o płockich chartach, poza tym że są utytułowane można powiedzieć, że mają niesamowite szczęście i dobrych właścicieli - Reginę Ostromęcką i Tomasza Kozakiewicza. Jak zdobyć rasowego psa? Regina Ostromęcka właściwie nie planowała nawet kupna jakiegokolwiek psa. Przez przypadek dowiedziała się, że pewna pani chce uśpić zdrową, dziewięciomiesięczną charcicę, tylko dlatego że zmieniła się jej sytuacja życiowa. „-Naprawdę szkoda mi było tego zwierzęcia. Musiałam je ratować- mówi obecna właścicielka, dzięki której suka zamiast do weterynarza, trafiła do właściwego domu. W końcu znalazła swoje miejsce na ziemi. Miesiąc później, do pani Reginy zgłosili się sąsiedzi. - Na ich działkę w Górach przybłąkał się pies bardzo podobny do Cziki. Zapytali się, czy nie moglibyśmy się nim zająć - mówi pani Regina. Gdy pojechali po niego z Tomaszem Kozakiewiczem, zobaczyli na podwórku wielkie smutne oczy, kości i skórę bez wątpienia należące do rasowego charta, będącego na pograniczu śmierci głodowej. -Przywieźliśmy go do domu. Jednocześnie obawialiśmy się reakcji Cziki - wspominają właściciele. - Ta nas ogromnie zaskoczyła. Kto by przypuszczał, że suka odda nowemu przybyszowi swoją pełną miskę jedzenia. Od stycznia do maja pies z zabiedzonego przybłędy przemienił się w przepięknego typowo polskiego, lśniąco płowego samca. Nic dziwnego, że wkrótce z Cziką doczekali się potomstwa. I tu kolejna niespodzianka. Miot charta liczy zwykle 6 szczeniąt. Czika wydała ich na świat aż 12, z czego przeżyło aż 10. To bardzo dobry wynik, jednak bez ludzkiej pomocy raczej nie osiągalny. Właściciele zabrali Czikę i Dino oraz całe ich potomstwo do kobiety, która przyczyniła się do uratowania tej rasy - doktor Małgorzaty Szmurło. Oceniła bardzo wysoko szczenięta. Bez trudu uzyskały certyfikaty, wpisy do Księgi Chartów. Niedługo potem znalazły się także w Międzynarodowej Księdze Psów, zgłoszono je także do światowej federacji FCI. Przy okazji warto tu zaznaczyć, że miot psów rasowych nie powinien przekraczać sześciu szczeniąt. Zazwyczaj każde nadliczbowe szczenię uśmierca się. U chartów, ze względu na ich małą liczebność, nie ma takiej selekcji. W ten sposób Czika z Dinem przyczynili się do zwiększenia rasy i zapoczątkowali mazowiecką linię charcią, uzyskując przydomek hodowlany „Z Domu Polskiego”. Tomasz Kozakiewicz został hodowcą rasy, a Regina Ostromęcka jej właścicielem. Dom na głowie Dino ktoś ukradł. Czika została ze szczeniętami. Przez kilka miesięcy chowu całej jedenastki, mieszkanie właścicieli stanęło na głowie. - Psiaki nie hałasowały, były na to jeszcze zbyt malutkie. Tylko raz, wbiegły w środku nocy, do mojego pokoju. To wystarczyło, by zareagowali sąsiedzi. Wkrótce dostałem pismo z Zarządu Budynków Mieszkalnych, że w przeciągu 7 dni mam się ich pozbyć - wspomina Tomasz Kozakiewicz. Udało się jakoś przetrwać. Ludzie dobrej woli dawali mi dodatkowe wykładziny, by wygłuszać podłogę. Dzień w dzień, razem z Renatą Ostromęcką przygotowywali po dziesięć butli mleka i witaminy. Zanim zaczęło się wielkie karmienie, na stole kładli listę. -Najpierw dostawała Prawa Skarpetka, dalej Ciemny Nosek - opowiada pani Renata. – Później, nadawaliśmy szczeniakom imiona, zgodnie z ich temperamentem. I tak ciągle marudzący chart został Mendkiem, a szybka charcica ze znakiem na sierści - Strzałką. Jednocześnie wszystkie te charty w swoich rodowodach mają imiona bardzo poważne: Argos, Amor, Amol, Astra. Wszystkie na „A” w ten sposób właściciele chcieli wyróżnić pierwszy miot. Listy od Kufcia Pomimo całego zamieszania jakie szczenięta wywoływały, przykro było z nimi się rozstawać. Nowi właściciele po charty przyjeżdżali z Sycylii, ze Stanów Zjednoczonych i z Niemiec. Tylko nieliczne trafiły do polskich rodzin. W Płocku, u Reginy Ostromęckiej i Tomasza Kozakiewicza z całej gromady zostały tylko dwa Czika i Mendzio. - Z większością obecnych właścicieli chartów mamy stały kontakt. Przysyłają nam zdjęcia psów i wieści, co u nich słychać. Wystawiane są na wystawach i zdobywają najwyższe noty np. Emir - Arab zdobył dwa złote medale na wystawach krajowych i srebro na wystawie międzynarodowej. Otrzymujemy listy, o, np. ten jest od Kufcia.. „Dzisiaj Kufcio ma urodziny. Piękny jak zawsze, mądry jak zawsze, nieposłuszny jak zawsze. Dużo mamy z nim radości, i „rozpaskudziliśmy” go do reszty, ale i kłopotów z nim niemało”. Dzięki takim listom wiemy, że nasze psy trafiły w dobre ręce - mówi Tomasz Kozakiewicz. Chart - broń myśliwska... Na hodowanie charta człowiek musi mieć pozwolenie, podobnie jak na broń myśliwską, tym bardziej że jest to pies, który w genach ma zakodowane polowanie na wilki, sarny i zające. Warto zauważyć, że to chart poluje z człowiekiem, a nie na odwrót. Pies ten najchętniej poluje w parach lub w trójkach. Widząc zwierzynę, jeden z psów zachodzi ją, a drugi poluje. Jego bronią są mocne zęby. Zawsze przyniesie człowiekowi upolowane zwierzę. Chart reaguje na najmniejszy ruch. Hodując go w mieście, najlepiej trzymać go na smyczy. Poruszony papier może sprawić, że chart za nim pobiegnie, nie bacząc na ulicę i samochody. Wtedy łatwo go stracić. Pies ten lubi biegać. Biorąc go na spacer do lasu, warto poinformować nadleśnictwo. Zawsze powinien mieć założony kaganiec i lepiej trzymać go na smyczy, by przypadkiem do niego nie strzelono. i maszyna do robienia pieniędzy! Charty polskie w Stanach są układane do wyścigów. Maksymalnie wykorzystuje się ich wrodzoną cechę biegu. Ich kariera trwa krótko (około 6 lat) i mocno eksploatuje płuca zwierzęcia. Na dobrym charcie można jednak wiele zarobić. I tak pies staje się maszyną do robienia pieniędzy. Podobnie rzecz się ma z wystawami dla psów, które zaspakajają przede wszystkim próżność ludzi. Tomasz Kozakiewicz, w przypadku swojego charta, chce zaliczyć tylko trzy wystawy, dzięki czemu pies otrzyma uprawnienia reproduktora. Z Cziką hodowcy nie wiążą nadziei na kolejny miot. Ta dwunastka szczeniąt znacznie ją wyeksploatowała. Poza tym małe charty to spory kłopot, ważne są diety, treningi i poświęcenie. Jednak szczeniak charta jest dość cenny. Kosztuje 3 tysiące złotych, ale ciężko sprzedać go w Polsce, gdzie kupują tę rasę znawcy i koneserzy. Bracia mniejsi Charty postrzegane są jako zwierzęta dość agresywne. Tomasz Kozakiewicz zapewnia, że jego psy nie wiedzą, co to znaczy „bierz go”, jednocześnie nie chciałby być w skórze tego, kto spróbuje zrobić mu krzywdę. - Dużo zależy od wychowania i ułożenia psa. - tłumaczy. - Czika i Mendzio kochają ludzi. Są to psy, jednego człowieka. Przy nim się starzeją i przy nim umierają. Są też dużymi indywidualnościami i arystokratami. Opisywani hodowcy bez wątpienia mają o tych psach pojęcie. W końcu w swoim mieszkaniu trzymali na raz 12 chartów. Może to być dowód na to, ze chart, który lubi biegać, dobrze czuje się w zamkniętym pomieszczeniu. Właściciele jednak tłumaczą, że przecież po domu się nie biega, tylko się w nim mieszka. Psy te, w domach, najchętniej leżałyby przed kominkiem. Z braku takiego wyposażenia, doskonale wykorzystują chociażby piecyk gazowy. Z ostatniej charciej chwili Nie od dziś rodzime rasy są u nas kopciuszkami. A szkoda, bo przecież to również cząstka naszej kultury. Już w XVI wieku sfory polskich chartów uwiecznione zostały na obrazach Kossaka, to o polskie charty - Kusego i Sokoła toczył się spór w „Panu Tadeuszu”. Jednocześnie choć miały duże szansę, nie zginęły. W czerwcu 1989 roku, w Helsinkach, Zgromadzenie Generalne Międzynarodowej Federacji Kynologicznej uznały charta na forum międzynarodowym za czwartą polską rasę, obok ogarów gończych, owczarków nizinnych i podhalańskich. W Polsce, charty dopiero niedawno zostały zwolnione z opłat wystawowych. Czy wszystkie przeciwności losu przetrwają? Może lepiej się o tym nie przekonywać. Blanka Stanuszkiewcz Fot. Arch
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze