W tym samym momencie, kiedy prezydent Warszawy ogłaszał, że rozpoczyna się budowę piłkarskiego stadionu narodowego za 160 mln zł, który służył będzie Legii Warszawa, w Płocku trwała dyskusja, jak pomóc Wiśle Płock. Dyskutowali radni, na prośbę prezesa klubu Krzysztofa Dmoszyńskiego, który zaapelował o pomoc, bo wkrótce Wisła z profesjonalnego klubu może stać się ogniskiem TKKF, w którym nie będzie zawodowego sportu, tylko rekreacja.
Największy płocki klub był sponsorowany przez kombinat niemal od zawsze. Po wybudowaniu Petrochemii, stanął stadion, który dziś jest jednym z najlepszych w kraju. Przez wszystkie lata klub zmieniał nazwę wraz z nazwą firmy. Przed dwoma laty przeprowadzony został plebiscyt, w którym 80% kibiców zadecydowało, że chce powrotu do historycznej nazwy, czyli Wisły Płock. Prezes PKN ORLEN Zbigniew Wróbel skwapliwie skorzystał z tej propozycji płockich kibiców, a dziś wykorzystuje powrót do historycznej nazwy, jako powód do rezygnacji ze sponsorowania klubu.
Bo dziś PKN ORLEN to już nie ta sama firma, co kiedyś, gdy należała do Skarbu Państwa. Po prywatyzacji akcje ORLEN-u są w rękach wielu inwestorów, także zagranicznych, których interesuje tylko zysk. Ich nie obchodzą sentymenty, nie czują powinności inwestowania w płocki sport. Niegdyś kupili akcje firmy i zależy im tylko na tym, by na nich zarobić. A na sporcie ich zdaniem się nie zarabia.
PKN ORLEN traktuje klub i zawodników jako gorszy sposób na reklamę. Za 11 mln zł rocznie, na dodatek płatnych w ratach, firma otrzymywała duże miejsce na koszulkach wszystkich zawodników, od tych najmłodszych do najstarszych, miejsca reklamowe na stadionie i hali oraz wspominanie przy każdej okazji o firmie, jako sponsorze klubu. Krzysztof Dmoszyński twierdzi, że ten towar powinien kosztować 14,5 mln zł rocznie, a suma ta nie obejmuje relacji telewizyjnych i wymieniania nazwy sponsora w mediach.
Wynika z tego wyraźnie, że sponsor wykorzystuje klub, ale nic na to nie można poradzić. Na dodatek okazuje się, że pieniądze pewne były tylko do 30 czerwca 2004 roku. Na drugą połowę roku sponsor zapowiedział przekazanie tylko połowy sumy przekazywanej wcześniej, czyli 2,750 mln zł. Co to oznacza, łatwo sobie wyobrazić.
Podczas spotkania z radnymi prezes klubu zaapelował dramatycznie: - Dobro klubu nie powinno tylko mnie i pracownikom klubu leżeć na sercu. Nie bądźmy jego grabarzami, zróbmy wszystko, by klub działał na poziomie, na jakim jest ostatnio.
A jest się czym pochwalić. Medale Mistrzostw Polski piłkarzy ręcznych w różnych kategoriach wiekowych, wysoka pozycja piłkarzy nożnych na koniec rundy jesiennej, udział w europejskich pucharach seniorów i wejście do finałów MP juniorów. Do tego dodać można sukces finansowy, po raz pierwszy klub zamknął rok zyskiem w wysokości 800 tys. zł, i dyplomatyczny, czyli udział przedstawicieli klubu w związkach sportowych. Klub był także organizatorem meczu reprezentacji Polski seniorów, a to duże wyróżnienie.
Prezes Dmoszyński poprosił radnych o pomoc w finansowaniu klubu. - Za pieniądze obiecane przez PKN ORLEN nie da się robić sportu przez duże S, można robić tylko TKKF – tłumaczył. I radni zaczęli się zastanawiać, jak pomóc klubowi.
Lewica, głosem Wojciecha Hetkowskiego i Andrzeja Rokickiego zaproponowała zabezpieczenie w budżecie miasta 3 mln zł na wydatki klubu, zaś prawica, czyli prezydent miasta Mirosław Milewski obiecał analizę biznesplanu. – Jeśli PKN ORLEN wycofa się z finansowania Wisły, to miasto nie będzie w stanie go zastąpić – wyjaśniał. – Dlatego sensowne jest powołanie zespołu , który zastanowi się nad przyszłością spółki.
Radny Lech Latarski w swojej wypowiedzi poszedł najdalej, sugerując innego rodzaju, bardziej radykalne działania, w wypadku gdyby ORLEN wycofał się z finansowania klubu. Radny Nowakowski dowodził, że miejskie pieniądze potrzebne są także na szkoły i drogi, a klub to problem ostatniego miesiąca. – Jest wola radnych by pomóc, ale to nie jest dobry moment, by rozstrzygać ten problem.
Ciekawy, choć raczej nierealny pomysł miał radny Sylwester Wiśniewski, który zaproponował, by miasto przejęło sekcję piłki ręcznej. Konkluzja wypowiedzi była jednoznaczna, ORLEN wycofuje się ze wszystkich spraw dotyczących miasta, nie chce pomóc w finansowaniu mostu, teraz okazuje się, że nie jest zainteresowany dalszym funkcjonowaniem klubu. Jak jednak można się domyślać, miasto nie ma żadnego wpływu na firmę i jej prezesa.
Jak można się było spodziewać, pierwsza dyskusja nie przyniosła rezultatu. – Najważniejsze, że udało nam się włożyć kij w mrowisko – powiedział po dyskusji radnych prezes Dmoszyński. – Mam nadzieję, że teraz nie jest to tylko mój problem, że wszyscy zaczną się zastanawiać, jak utrzymać ten poziom, na którym klub się znalazł. Klub został wystawiony na sprzedaż i to jest fakt, ORLEN wycofuje się ze sponsorowania i to też jest fakt, dobrze, że zaczęła się dyskusja, może wypracowane zostaną jakieś rozwiązania?
Radnych prawicy najbardziej interesowało to, jakie korzyści będzie miało miasto z tego, że da pieniądze na uratowanie, przynajmniej w tym roku, Wisły Płock. No bo dać 3 mln zł za to, co na razie ma się za darmo, to raczej nie jest najlepszy interes. Ale radni muszą pamiętać, że w radzie zasiadają dzięki głosom mieszkańców, wśród których jest kilkadziesiąt tysięcy kibiców i sympatyków klubu, w którym jeszcze trenują młodzi płocczanie, który dostarcza wielu emocji, czasem złych, czasem dobrych. Może warto zastanowić się nad tym, czy nie pomóc klubowi, zamiast… No właśnie, zamiast czemu. Na to pytanie bardzo trudno jest odpowiedzieć.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze