Dzięki patronatowi medialnemu nad pubem Camelot (przy ulicy Królewieckiej 25 - to informacja dla niewtajemniczonych) wciąż mogę uczestniczyć w wielu ciekawych spotkaniach, koncertach itp. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że pomysły właściciela na organizowanie imprez dla młodzieży, to dobry chwyt na tych młodych płocczan żądnych wrażeń, którzy potrafią tylko narzekać na brak jakichkolwiek atrakcji. A tak, w pubie Camelot, co tydzień imprezy są udane i wbrew pozorom dobrze zorganizowane.Ostatnio właściciel wykazał się niebywałą pomysłowością i zwrócił do starszej młodzieży i z myślą o nich zorganizował „imprezę kostiumową” z lat 60 - 70. Większość przybyłych, owszem, przebrała się, przywołując tym samym klimat dawnych i niezapomnianych chwil. Nie „odpuścił” również takiej dobrej zabawie personel „Camelotu”, improwizując oryginalne, pełne kwiatów i wzorków przebrania. Sala wypełniona ludźmi w strojach z tamtych lat budziła mój podziw. Brakowało tylko właściwej muzyki. I wtedy na scenie pojawił się „Hungry Dayz”. Rock’n’roll, rock, blues wreszcie dopełniły nastroju. Po koncercie, przyszedł czas na muzykę ze starych dobrych płyt winylowych. Aż niektórym pojawiła się łezka w oku, gdy usłyszał znajomą melodię i do tego te pełne nastroju trzaski... Jako wolny słuchacz i dociekliwy reporter zacząłem krążyć po pubie „Camelot”, w celu zebrania opinii o imprezie. Tych złych nie bedę przytaczać, bo wygłaszali je ludzie zazdrośni o kostiumy, którzy pewnie nie zdążyli przygotować się do tak pomysłowej imprezy. Zaś te przychylne opinie były podobne tzn., że takie spotkania powinny być częściej organizowane, a właściciele innych pubów niech biorą przykład z „Camelotu”, bo przecież za dobry pomysł nie trzeba płacić. MiB
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze