Świąteczny klimat na dobre zagościł już w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Pięknym wprowadzeniem w bożonarodzeniowy nastrój i klimat jest organizowana tu od ponad trzydziestu lat wystawa „Boże Narodzenie na Mazowszu”. To niesamowita opowieść o najpiękniejszych świątecznych tradycjach i zwyczajach mazowieckiej wsi przełomu XIX i XX wieku, przygotowana w muzealnych chałupach. Wystawa czynna jest do końca lutego 2025 roku.
Bez wątpienia przed wszystkimi jest wyjątkowy czas. Jego wielkie znaczenie i piękno prezentuje doroczna muzealna wystawa.
– Zachęcamy do odwiedzania naszego muzeum w czasie świąt i po świętach. To doskonały pomysł na relaks, ale także wspólne, rodzinne spędzenie czasu. Poznanie niezwykle pięknej, barwnej tradycji naszych przodków – mieszkańców dawnej, mazowieckiej wsi z okresu końca XIX i początku XX wieku – mówi dyrektor Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu Jan Rzeszotarski, zapraszając do odwiedzania wystawy.
Reklama
Dla mieszkańców dawnej wsi niezwykle ważny był poprzedzający święta czas adwentu – oczekiwania na narodzenie Chrystusa.
– Dawniej przygotowywano się zarówno fizycznie, jak i duchowo. Przede wszystkim zachowywano posty. Poszczono przynajmniej w środy i piątki, a bywało, że osoby starsze przez cały okres adwentu nie jadały mięsa, a zamiast tłuszczu zwierzęcego używały oleju lnianego, przy czym w dni postne spożywały tylko chleb i wodę. W adwencie nie urządzano wesel i tańców, bo trzeba było w ciszy i pokorze doczekać narodzin Jezusa. W kościołach do dziś odprawia się roraty – nabożeństwo przed wschodem słońca, aby w ten sposób podkreślić czujność w oczekiwaniu przyjścia Zbawiciela. Tę czujność jeszcze do okupacji niemieckiej okazywano w ciekawy sposób na wschodzie Mazowsza. Grano tam rano i wieczorami na długich, blisko dwumetrowych, wierzbowych trąbach pasterskich zwanych ligawkami. Trąbiący opierali ligawki o płoty albo o cembrowinę otwartych studni, by uzyskać lepszy rezonans dźwięku. Grano na ligawkach, by oznajmić rychłe przyjście na świat Chrystusa. Niektórzy to adwentowe trąbienie tłumaczyli jako ostrzeżenie przed sądem ostatecznym – przybliża dawne tradycje Robert Rumiński z Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.
Reklama
W adwencie nie wykonywano żadnych prac polowych. W domach zmieniał się wystrój. Jak wyjaśnia Robert Rumiński, w niektórych zmieniał się wygląd izb.
– Odświętny charakter nadawały im wieszane u sufitu pająki - ozdoby ze słomy i kolorowej bibuły, nakładane na ramy obrazów świeżo zrobione korony z papierowych kwiatów, czy wreszcie stawiane w wigilię choinki. Te ostatnie pojawiły się w wiejskich domach dość późno, bo pierwsze zaczęto ubierać na Mazowszu na początku lat dwudziestych XX wieku i to tylko w bogatszych domach. Przystrajano je głównie jabłkami, piernikami, ozdobami ze słomy i bibuły, szyszkami, orzechami, łańcuchami - wszystko wykonywano we własnym zakresie. Szczyt choinki wieńczył duży bibułkowy anioł – opowiada o bożonarodzeniowych tradycjach Robert Rumianowski.
Reklama
I dodaje, że do pierwszej wojny w wigilijny wieczór nie mogło w izbie zabraknąć przynajmniej jednego snopa żyta o grubych i długich kłosach, co miało zapewnić dobre plony w przyszłym roku. Pod obrus wkładano siano, czasem rozściełano je dokoła ławy, aby upodobnić wygląd izby do stajenki betlejemskiej. W niektórych domach na czas wieczerzy obwiązywano nogi ławy czy stołu łańcuchem, „żeby chleb się domu trzymał”, a czasem pod stołem gospodarz umieszczał lemiesz od pługa, „żeby krety nie psuły roli”.
Dzień Wigilii poświęcony był głównie przygotowywaniu potraw. Jak zaznacza Robert Rumianowski, zachowanie domowników podporządkowane było różnym nakazom i zakazom.
– Trzeba było wcześnie wstać, aby w ciągu następnego roku nie być leniwym i ospałym. Uważano, żeby się nie kłócić, starano się być dla siebie miłym i uprzejmym. I nie próżnować, bo „jakiś w Wigilię, takiś przez rok cały”. Dzieci nie mogły niczego „przeskrobać”, bo lanie i płacz w tym dniu zapowiadały to samo w roku przyszłym. Drwa na opał należało przynieść do domu dzień wcześniej – mówiono: „kto w wigilię drewno nosi, ten robactwo do domu znosi”. Dotychczas na wsi w Wigilię ludzie niechętnie pożyczają komuś cokolwiek i uważają, żeby samemu nie pożyczać od nikogo, gdyż inaczej skazani będą na pożyczanie przez cały nadchodzący rok. Jeszcze dotychczas starsi mieszkańcy wsi zwracają uwagę, kto pierwszy spoza domowników przekroczy próg domu. Odwiedziny mężczyzny były pożądane – zapowiadały szczęście, natomiast kobiety mogły sprowadzić nieszczęście. Jeszcze w okresie międzywojennym na wschodzie Mazowsza gospodynie, zobaczywszy zbliżającą się sąsiadkę, wychodziły przed dom i wygrażały jej miotłą – przypomina dawne zwyczaje związane z czasem świat Bożego Narodzenia Robert Ruminanowski.
Reklama
Do postnej wieczerzy zasiadano, gdy na niebie pojawiła się pierwsza gwiazda, a w dni pochmurne po zachodzie słońca.
Na wigilijnym stole tradycyjnymi mazowieckimi potrawami były: kapusta z grochem, śledzie, kluski z makiem, kapusta z grzybami na oleju, zupy owocowe i barszcz grzybowy oraz pierogi z kapustą i grzybami. Uważano, aby na stole była nieparzysta liczba potraw, a ich ilość uzależniona była od zamożności domu. U biednych mieszkańców jeszcze przed ostatnią wojną na wigilijnym stole stawiano tylko śledzia z ziemniakami i groch z kapustą.
– Po krótkiej modlitwie i przełamaniu się opłatkiem należało przynajmniej spróbować każdej z potraw, aby jej nie zabrakło w przyszłości. Potem śpiewano kolędy i oczekiwano na pasterkę, na którą na początku XX wieku mężczyźni udawali się przepasani powrósłami słomianymi. Po powrocie z kościoła tymi powrósłami gospodarz przewiązywał drzewka owocowe – opowiada Robert Rumianowski.
Oczywiście czas świąt to także czas prezentów. Ale jeszcze do lat dwudziestych XX w. takie były tylko w niektórych wiejskich domach i miały symboliczny charakter. Czym się obdarowywano? Często pieniążkami, które były chowane w sianie pod obrusem. Ale także drobnymi przedmiotami, a były to np. grzebyk, scyzoryk, wstążki, spinki do włosów, a także słodkie bułki czy pierniki przywiezione z miasta. Pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia spędzano w gronie najbliższej rodziny. Dopiero nazajutrz odwiedzano dalszą rodzinę i sąsiadów, wtedy też po domach zaczynali chodzić kolędnicy.
– Na Mazowszu najbardziej popularne były: grupa z gwiazdą, dziad z kozą, chłopcy lub mężczyźni z szopką (tzw. „szopkarze”), Trzej Królowie oraz najbardziej malownicza, wieloosobowa grupa Herodów, dająca przedstawienia po domach – przybliża tradycje bożonarodzeniowe Robert Rumianowski.
Niezwykle bogatą, piękną tradycję czasu świat Bożego Narodzenia ukazuje wystawa „Boże Narodzenie na Mazowszu”. We wnętrzach skansenowskich domów prezentowane są ekspozycje związane z przygotowaniami do świąt, z samym świętowaniem Bożego Narodzenia oraz z okresem poświątecznym.
– Zwiedzający mogą zobaczyć, jak na dawnej wsi wyglądały adwentowe wieczory, jak zmieniała się izba podczas sporządzania wyrobów mięsnych, obejrzeć produkty, z których gospodynie przyrządzały wieczerzę wigilijną. W starszych chałupach podziwiać można surowszy wystrój izb z ustawionymi w kątach snopami zboża i skromniejsze posiłki. Nowsze izby, z choinkami z różnych okresów z ręcznie robionymi strojnymi ozdobami oraz „kupnymi” bombkami bardzo podobają się dzieciom. Zwiedzając zagrody, można zobaczyć akcesoria kolędnicze, czy nawet samych, zastygłych w bezruchu kolędników – zaprasza do odwiedzania wystawy Robert Rumianowski.
Wystawa czynna jest do 28 lutego 2025 roku.
Fot. D. Krześniak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze