Jerzy Maksymiuk, który 26 lutego wystąpił jako dyrygent z orkiestrą Sinfonia Varsovia na koncercie w Płocku, znalazł też trochę czasu, by spotkać się z młodzieżą muzyczną i przedstawicielami mediów. Spotkanie odbyło się w sali barokowej Muzeum Mazowieckiego.Znakomity dyrygent od razu zdobył sympatię publiczności, witając się długo ze wszystkimi uczestnikami. Nie omieszkał przy tym zamienić choćby słowa z nowymi znajomymi. W czasie godzinnej rozmowy często podchodził do fortepianu, by zademonstrować ulubione fragmenty melodii lub zagadkę muzyczną dla słuchaczy. Według Maksymiuka, najtrudniejszym elementem w muzyce jest słuchanie i umiejętność cichutkiego zagrania. Za największego artystę (po Paderewskim) uważa Zimmermana. Jako dyrygent, robi co chce, ale doskonale zdaje sobie sprawę, co chce zagrać i osiągnąć: - Albo się coś lubi, albo się w coś wierzy, albo robi to, co robić można – przekonywał młodych ludzi Jerzy Maksymiuk, zaznaczając jednocześnie, że młodzi muszą być teraz profesjonalistami na rynku pracy. Lubi malarstwo, ogląda je, dyskutuje, czasem kupuje: - Jeśli nie bardzo wiem co jest dobre, proszę o poradę Franciszka Starowiejskiego. Lubi też rozmawiać z ludźmi, wybiera nieznanych, z ulicy, ponieważ najwięcej wiedzą o świecie. Kiedy grał na fortepianie, ćwiczył po 14 godzin dziennie. Zdarza mu się zapominać koncertowych spodni i butów: - Jak kiedyś będę źle dyrygował, zacznę fotografować – żartował maestro. (lesz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze