Reklama

Matki dziennikarki

26/05/2015 10:45
Mała dziewczynka jest znowu Alicją z krainy czarów
Od początku łączyły nas książki i wymruczane na dobranoc kołysanki. Przed snem trzeba było coś przeczytać. „Za trzydziestą górą, za rzeką trzydziestą królowa Hermina ma swoje królestwo” – rozpoczynałam. Nie wiem czemu wybrałam taką mroczną opowieść, ale przecież dobro sobie i tak poradziło – wspomina Lena Szatkowska.
Były Baśnie z wyspy Lanka Eleny Chmelovej, baśnie braci Grimm, czterotomowy Andersen i polskie U Złotego Źródła – wybór Stefanii Wortman. Zahaczałyśmy też o klasykę – Powrót taty, którą to balladkę w naszej rodzinie powtarzają za babcią i prababcią kolejne wnuki, przeegzaminowane najpierw ze znajomości wierszyka Idzie Ola do przedszkola. Tych czytanych głośno książeczek uzbierała się pokaźna biblioteka. Baśnie z wyspy Lanka i Andersen są w niej do dzisiaj. Inne książeczki powędrowały do młodszych dzieci w rodzinie. Patrzę na nią z sentymentem, bo każdy egzemplarz był zdobywany spod lady. Zamiast ubranka i ciasteczka, kolejna książka i pusto w kieszeni.
Dzieci przychodzą na świat, kiedy zechcą. Na przykład w stanie wojny, w której byliśmy od 13 grudnia 1981 roku. Dookoła szaro i siermiężnie. Przed Petropolem prawdziwe czołgi. Ocet na pustych półkach, życie na kartki, za które mogłam kupić wołowinę z kością. Ale jak widziałam kolejkę, przechodziłam na drugą stronę. Bałam się, że emocje wpłyną i na mnie, i na dziecko. Bo niby dla matek było bez kolejki, co w praktyce oznaczało taką samą długą linię oczekujących. Wózek dostałam. Pieluszki z tetry zgodnie z zaleceniami gotowałam i prasowałam. Tak miało być do pół roku przynajmniej, ale się zbuntowałam, a pupie dziecka nic się nie stało. Przez pierwsze dni przychodziła koleżanka, mama trzylatki, i pomagała w kąpieli. Ja na okrągło studiowałam sławny podręcznik Spocka, sprawdzałam, co po miesiącu, ile zębów, kiedy na nocnik.
Marzyła mi się muzyczna kariera dziecka, dlatego nawet w ciąży nie opuszczałam koncertów, bo Amerykanie twierdzili, że już w brzuszku dzieci słyszą. Później zapisałam córkę do szkoły muzycznej, ale po kilku latach fortepianu zrezygnowała. Pani miała zwyczaj walić po łapach, kiedy palce nie trafiały w klawisze. Dobra matka powinna wtedy urządzić karczemną awanturę i zmienić nauczycielkę. Na szczęście z książkami było lepiej. Dziecko czytało sobie same, potem zaczęło się słuchanie bajek z kaset. Wśród ulubionych m. in.: Mały Książę, Alicja w Krainie Czarów, potem – cała seria o Ani z Zielonego Wzgórza.
Głównie na czarno-białych zdjęciach z dzieciństwa można prześledzić historię mody w latach 80., odzwierciedlającą bardzo mocno historię państwa. Jedna, cudowna fotografia – w bajecznie króliczym kombinezonie, przysłanym aż z Kanady. Ten „króliczek” przechodził od rodziny do rodziny i służył kolejnym dzieciom. Butki były takie jakie były. Wyboru brak. W jakiejś kolejce z darami znajoma wystała elegancki płaszczyk. Jakiekolwiek ładniejsze kolorowe ubranka były wtedy zdobywane. Ale ludzie byli życzliwi. Może bardziej nawet niż dzisiaj? Sąsiadka zza ściany proponowała, że zostanie, popilnuje, odbierze z przedszkola. Takich naleśników jak u „cioci” Lucynki i „wujka” Zbyszka nie było nigdzie.
Byłam matką nieobecną, zapracowaną, biegającą do różnych prac, by związać koniec z końcem. Bezradną, gdy dotarła ukrywana wiadomość o Czarnobylu a nasze małe dzieci bawiły się na podwórku. Może powinnam wbijać do głowy prawo albo medycynę, posyłać na dodatkową fizykę, przekonywać, że z tego będzie chleb? Robiłam na odwrót. Moja córeczka studiowała wiedzę o kulturze i filozofię. W końcu dyplom zrobiła na filologii polskiej.
Dzisiejsze mamy wiedzą, że dziewczynki powinny tańczyć, czyli trzymać się prosto, malować albo śpiewać. Kiedy moja córka była mała, w Płocku tańczyły Petrolinki w Domu Technika i „dzieci” druha Wacława Milke. W łowickim kostiumie i szarym harcerskim mundurku Marta wyglądała ślicznie. Wzruszenie ogarnęło mnie, gdy ubrana w swój pierwszy naszyjnik z perłami, wchodziła po skrzypiących drewnianych schodach na bal studniówkowy w L. O. im. Władysława Jagiełły.
Jak każda matka i córka przeżywałyśmy różne rozstania: łzy przez pierwszy tydzień w żłobku, mój wyjazd do sanatorium. I bunty. Po niecałym roku pracy w warszawskiej agencji reklamowej zostawiła „perspektywy” i została dziennikarką. Nie było to jednak taka duża niespodzianka jak ta, kiedy przedstawiła mi przyszłego męża z drugiego końca Europy. Dzisiaj moja córka jest dorosłą kobietą. Już nie da się jej wychowywać. Można tylko radzić. Kazała mi dopisać: – Mam cudowną mamę, która jest niezastąpionym oparciem w trudnych sytuacjach i autorytetem w różnych dziedzinach. Dzięki niej poznałam świat i jestem nie najgorszym człowiekiem. Dzięki! Lena Szatkowska

Jestem mamą codzienną
Na pierwszym miejscu mama szczęśliwa niesamowicie. I jakkolwiek by to nie zabrzmiało patetycznie, tak jest i już. Zaraz potem mama, poza którą nie widać świata. Przynajmniej jeszcze na razie – mówi Teresa Radwańska-Justyńska.
Mam tego świadomość i czas dzieciństwa mojego synka wykorzystuję maksymalnie na całusy, przytulańce, kuksańce, bieganie, zabawy z wymyślonymi naprędce przeciwnikami, pierwsze wspólne poważne i mniej poważne rozmowy, szczególnie te podczas wspólnych spacerów, zabaw i wędrówek.
W następnej kolejności mama odkrywca. Bo dzięki Ignasiowi i właściwym dla odkrywających cały świat sześciolatków jestem zasypywana tysiącem pytań. Pytań, dzięki którym uczę się, odkurzam i odkrywam na nowo niesamowity świat własnego dzieciństwa. To naprawdę wielka frajda. Bawię się doskonale, kiedy muszę znaleźć odpowiedź na pytanie, czy obie ręce rosną tak samo, która noga jest szybsza, skąd bierze się deszcz, dlaczego trzeba odpoczywać, gdzie się szuka przyjaciela?
Jestem w końcu mamą taką codzienną, co przytula, opowiada bajki, słucha, jest zawsze tam gdzie trzeba, uczy, rozpieszcza, czasami trochę gdera, czasami przymyka oko na drobne psoty.
Znajomi dorzuciliby pewnie, że mamą kwoką, która może zbyt szeroko rozkłada z troski skrzydła nad swoim dzieckiem i niechętnie spuszcza z oka. Ja powiem, że mamą, która codziennie uczy się najwspanialszej roli, w jakiej przychodzi mi się sprawdzać.

Kocham moją mamę
Mam 20 lat, jestem już dorosły, studiuję, pracuję, myślę, że jestem samodzielny, nauczony by samemu dbać o swoją przyszłość, rozwiązywać swoje problemy. Ale zdradzę, że sobie nie wyobrażam, żeby wcześniej, zanim coś postanowię, nie zapytać mamy o jej zdanie – mówi Kuba Czoboda, syn Joli Marciniak
Wiem, że to nie jest modne mówić dobrze o rodzicach, ale ja mam inne zdanie. Mogę z całą świadomością powiedzieć, nie tylko z okazji święta, że kocham swoją mamę. Kocham za to, że jest, że zawsze mogę na nią liczyć i ma dla mnie czas, że jest gotowa pomóc mi w trudnych momentach, wysłucha, poradzi, nie śmieje się z moich pomysłów i decyzji. Co prawda wiem, że często tak mną zakręci, że po rozmowie zgadzam się z jej punktem widzenia, choć wcześniej swój pomysł uważałem za znakomity, ale wierzę, że chce dla mnie tylko dobra. Dużo rozmawiamy, spędzamy razem sporo czasu dzieląc nasze pasje. Trudno mi powiedzieć, czy moje zamiłowanie do sportu to konsekwencja jej pracy, ale nie da się ukryć, że często zabierała mnie na zawody i turnieje. Poznawałem sportowców, trenerów, dziennikarzy, widziałem ich przy pracy i nawet marzyłem, by być taki jak mama. Teraz moje plany życiowe się zmieniły, choć nie wykluczam, że pójdę w jej ślady. Czasami zdarza się, że pomagam mamie w pisaniu. Cieszę się, gdy korzysta z moich pomysłów. Zdradzę, że czasem wrzuca do artykułów moje przemyślenia i oceny wydarzeń. Wtedy jestem bardzo, bardzo dumny. Dumny jestem też wtedy, gdy widzę, że wie, co robi, zna się na tym doskonale i cieszę się, że wiele osób pyta ją o zdanie na różne tematy.
Kocham moją mamę nie tylko wtedy, gdy widzę jak pracuje, jak rozmawia z ludźmi, przeprowadza wywiady, także w domu, gdy już nie jest panią redaktor, ale moją mamą. To fajne uczucie, jak prosi mnie o pomoc, gdy jej komputer nie działa tak, jak ona oczekuje, gdy trzeba jej pomóc w opanowaniu najróżniejszych elektronicznych gadżetów. Zapewniam, że jest pojętną uczennicą, ale często zwraca się z pytaniami, a ja cały szczęśliwy, tłumaczę jak to działa i dlaczego.
Kocham moją mamę nawet za jej roztargnienie, również za to, że jest wyrozumiała, nie mówi nigdy „w moim wieku”, nie pokazuje mi swoich świadectw szkolnych, ani indeksu i nie każe brać z siebie przykładu. Nie wtrąca się do mojego życia prywatnego, nie wybiera mi kolegów i wybacza, gdy ją zawiodę. A zdarza mi się to dosyć często. Nie wyobrażam sobie nawet, że mógłbym nie kochać swojej mamy. Właśnie takiej pocieszycielki, przyjaciółki, kumpla życzę każdemu. Kuba Czoboda

Córka z bajki
– Michalina nie spieszyła się na ten świat. Z ogromnym brzuchem biegałam w górę i w dół po schodach szpitala i... nic. W końcu jak już ruszyła... Cały personel przekonywał mnie, że to pierwsze bóle, że przede mną jeszcze dużo czasu do wielkiego finału. Ale przecież ja wiedziałam lepiej. Nie chciałam czekać. Bo i na co... – mówi Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska, mama 4-letniej Michaliny.
Z każdą godziną coraz mniej panowałam nad swoim ciałem. Potworne, ale też strasznie krótkie bóle wyginały mnie w chiński paragraf. Potrzebowałam każdego wsparcia, także położnej przypominającej mi na porodówce o tym, że trzeba oddychać płytko, głęboko i w odpowiednim rytmie, bo to pomoże... Boże, w czym? Akcja nie posuwała się ani krok naprzód. W tym momencie największe ukojenie przynosiły mi ręce Mirka na moich plecach. Jak to się działo, że gdy tylko je zabierał wydawało mi się, że świat się kończy, a mój kręgosłup w odcinku krzyżowym rozpadnie się na tysiąc kawałków. I tak przez osiem godzin. I... nic. Między wzywaniem wszystkich świętych i przeklinaniem na czym świat stoi, dostrzegłam niewyraźne spojrzenia między położną a lekarką. Skończyły się żarty. Zapadła decyzja – będzie cesarka. Podpisuję jakieś dokumenty i nagle słyszę – „to teraz pani przejdzie na salę zabiegową”. Tak, już, tylko jeszcze ubiorę ulubioną sukienkę i makijaż zrobię. O Boże, to nie jest XXI wiek, to nie ma wózków, łóżek na kółkach? Nie... To płocka szpitalna rzeczywistość, a nie amerykański film.
Jakoś spełzłam ze stołu na porodówce. Zanim dotarłam na salę operacyjną, skurcze kilka razy przycisnęły mnie do podłogi. Sprowadzona do parteru czułam chłód podłogi i beznadziejność sytuacji. Co dalej? Na sali operacyjnej nie miałam czasu za dużo myśleć, bo anestezjolog miał problem z wkłuciem się w kręgosłup. Po kolejnej nieudanej próbie coraz bardziej nerwowo zaczął powtarzać „proszę się nie ruszać, proszę się nie ruszać”. Bo przecież ja mogę pertraktować z moimi skurczami, „słuchajcie, to teraz chwila przerwy, bo wiecie, pan doktor ma zadanie specjalne”. Jęknęłam tylko „Człowieku, nie widzisz, że rodzę”. Uspokoił się, a może narkoza zaczęła działać.
I nagle zastanawia mnie skąd w środku nocy dochodzi płacz dziecka. Ktoś podsuwa mi maleństwo pod nos. Mówi „ma pani córkę”. A ja dalej się zastanawiam, ale skąd, ale co, ale dlaczego? Tak, narkoza działała świetnie.
Na sali pooperacyjnej nie czuję nic od pasa w dół, ale doskonale słyszę, jak kolejna kobieta staje się matką. Nie wrzeszczy z bólu. Śmieje się... z bólu. Akcja porodowa trwa dosłownie chwilę. Szczęściara... A może to ta narkoza...
Michalina wraca do mnie rano, po 6 godzinach po cesarce. Jestem jej strasznie ciekawa i boję się też tej małej kruszynki. Nie jestem w stanie wziąć jej na ręce. Dokładnie czuję ranę ciętą na brzuchu. I znów muszę liczyć na pomoc innych, tym razem, żeby podali mi moje dziecko.
Dziś Michalina ma 4 lata. Cały świat się zmienił, a właściwie dostosował do niej. Wczoraj, po wieczornym opowiadaniu bajek stwierdziła, że opowie swoją. „Dawno temu, za górami mieszkał sobie kwiatek. I był samotny. A potem urósł drugi kwiatek i żyli długo i szczęśliwie. Koniec”. I tak coś czuję, że nie tylko ja będę uczyć Michalinę, ale też wiele nauczę się od niej...
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości