Kolejna edycja ogólnopolskiego konkursu na bezpieczne gospodarstwo rolne, kolejne spotkania z producentami. Wraz z komisją konkursową, reprezentowaną przez przedstawicieli Oddziału Regionalnego KRUS w Płocku, Państwowej Inspekcji Pracy i Mazowieckiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, w teren rusza przedstawicielka „Tygodnika Płockiego”. Żeby zobaczyć, czym żyje polska wieś i żeby się przekonać, że dla chcącego nie ma nic trudnego. To już ostatni dzień oglądania przez komisję gospodarstw, więc jest skala porównawcza. Jakie wnioski? Że nie trzeba posiadać nie wiadomo jak wielkiego areału, żeby zajmować się produkcją rolną z pomysłem i z zyskiem. W edycji 2006 do konkursu zgłosiło się 39 rolników z terenu płockiego. Wszyscy są ubezpieczeni w KRUS, prowadzą gospodarstwa rolne i chcieliby, aby pracowało się w nich bezpiecznie. 4 maja br. obejrzymy 7 gospodarstw, od Płocka, przez Słubice, po Wyszogród i Bodzanów. Majowe krajobrazy mogą komisję nastrajać optymistycznie, ale okazuje się, że na specjalistów od bezpieczeństwa krajobrazy nie działają. Właściciele gospodarstwa przy ul. Ciechomickiej w Płocku z tyłów zagrody oglądają rozległą perspektywę nowego mostu w Płocku. Parają się i rolnictwem, i stolarstwem (mają tartak). Bez kompleksów uważają, że ich gospodarstwo spełnia podstawowe normy bezpieczeństwa. Estetyki owszem – na wybetonowanym podwórku znalazło się miejsce na oczko wodne z wodospadem, w wodzie – kolorowe rybki. Konkursowej komisji podoba się system hodowli świni (obornik jest wyrzucany dopiero po zakończonym tuczu, dokłada się tylko ściółki) i wykonany przez rolnika mieszalnik pasz – zostanie potraktowany jako innowacja, a to plus dla rolnika: – Jeżeli zapowiadane pieniądze z UE rzeczywiście będą spływały, to będzie dużo lepiej i lżej. Syn już skorzystał... – zdradza rolnik. – Ja za 3 lata idę na rentę strukturalną. Unii zależy, żeby jak najszybciej scalić ziemię, u nas jest bardzo droga – biorą 22 tys. zł za hektar. Gospodarstwo jest zasobne z sprzęt rolniczy, niebawem powstanie nowa chlewnia. Ale nieumocowane wrota od stodoły mogły „zabić”, pilarka nie miała osłony, a drabina odpowiednich zabezpieczeń. U rolnika żadnych wypadków, poza drobnymi skaleczeniami na szczęście nie było. Psy ma szczepione, kury nie – bo nie trzeba Z Płocka jedziemy do nadwiślańskich Słubic. Malowniczo położone 7-hektarowe gospodarstwo młodego rolnika (gospodarstwo prowadzi od 1998 r.), to zaledwie część jego działalności – ma sklep. Rodzice pomagają w produkcji zwierzęco-roślinnej i uprawie truskawek. Gdy komisja komentuje porządek, stwierdza, że u niego zawsze posprzątane. A chociaż krajzega nie ma osłony, gospodarz wie, o co chodzi, bo miał kiedyś praktyki w zakładzie stolarskim. Z dofinansowania UE nie korzystał, tylko z dopłat: – Raczej będę szedł w kierunku działalności gospodarczej – zastanawia się. Biznes na kapuście pekińskiej W Goławinie kolejny konkursowy rolnik sadzi na 7 ha kapustę pekińską (rocznie produkuje 300 ton) i truskawki na 8 ha (owocują od maja do sierpnia). Teściowa z dumą oprowadza po kwitnącym sadzie, on sam – po olbrzymich chłodniach. W pobliżu rosną też świerki. – Mamy grosz z różnych źródeł, bo nie można się trzymać jednego – orzeka starsza pani. Jej zięć narzeka na rynek zbytu: – W ubiegłym roku rolnicy dopłacali, żeby im kupiec zabrał kapustę z chłodni. W tym kapusta piękna, a cena znów beznadziejna – mówi rolnik. Jego kapusta i truskawki trafiają do kilku krajów europejskich, ale przez pośredników: – Producent nie jest w stanie zajmować się równocześnie handlem – orzeka. Ale radzi sobie wyśmienicie: zrealizował „trzy Sapardy”, teraz za pieniądze z Unii wyłoży sobie kostką plac manewrowy dla tirów, które przyjeżdżają po towar. Rolnik dowiaduje się od komisji, że KRUS co pewien czas organizuje akcję wymiany osłon na wałach przekaźnika mocy, więc będzie mógł skorzystać i obudować spawarkę. Gospodarstwo w Chmielewie koło Wyszogrodu też ma charakter owocowo-warzywny. Właściciele (mieli już nagrody w różnych konkursach) uprawiają truskawki, kalafiory, brokuły, brukselkę; hodują też świnie. Gospodarze szczerzy i serdeczni, ale trudno rozmawiać: psy ujadają co niemiara, jeden nawet wyskoczył spoza ogrodzenia, ale okazał się przyjazny dla komisji. Zatrudniają w sezonie (i chwalą) pracowników z Ukrainy (mają tu wikt, zresztą od tych rolników nikt głodny nie wychodzi). Deklarują, że porządek mają zawsze. Gdy przewodniczący komisji pokazuje rolnikowi uwiecznione w aparacie cyfrowym błędy, ten pyta, czy to można skasować? A komisja reaguje śmiechem. Patriotyzmu nie brakuje W Węgrzynowie – zaskoczenie. Na maszcie przy bramie powiewa flaga narodowa. Kiedyś była na niej flaga firmy sprzedającej środki ochrony roślin (parają się tym gospodarze, także dystrybucja drobiu), rok temu po śmierci Papieża pojawiła się flaga narodowa z kirem, w tym roku uhonorowano nią uroczystości 3- majowe. To jedyne w regionie gospodarstwo owczarskie, oprowadzająca po posesji właścicielka nie pozostawia jednak złudzeń – runa produkować obecnie się nie opłaca. Opłacają się za to: jęczmień, burak cukrowy, trawy nasienne i koniczyny nasienne. Dom pięknie położony, obok miły oku ogródek, kwitną stokrotki, na podwórku ustawiono okazałe głazy narzutowe, na drzewach są budki lęgowe, nieopodal staw z wysepką pośrodku, a na niej okazałe drzewo. Komisja konkursowa przede wszystkim jednak koncentruje swoją uwagę na bezpieczeństwie – przyczepie bez sprężyny, braku barierek przy wejściu na strych. Podoba jej się za to dobra obsługa owiec i posiadanie gaśnicy (a to nieczęsty przypadek). W przedostatnim gospodarstwie w Karwowie Szlacheckim hoduje się krowy mleczne i świnie. Gospodyni nie ukrywa, że dorabianie przychodziło ciężko, ale efekty widać. Posesja jest zadbana i schludna, przed domem stoi rzeźba muchomora, w ogródku imitacja samolotu, maszyny poustawiane rządkiem, a po podwórku, nie zważając na powagę komisji, pasą się „kurki trzy”. W ostatnim z wizytowanych gospodarstw, w Małoszewie koło Bodzanowa, prowadzonym od 17 lat tylko przez rolniczkę, główny zysk pochodzi z produkcji mleka (przez 2 miesiące musiała jednak płacić unijną karę za nadprodukcję). Kobieta była zaradna: już sama zaopatrzyła gospodarstwo w maszyny, teraz rada by dokupić ziemi, ale nie ma gdzie. Ma nadzieję, że gospodarstwo przejmie syn. Przed godziną dziewiętnastą, komisyjny samochód dojechał do Płocka. Rolnicy dowiedzieli się, nad czym w kwestii bezpieczeństwa powinni jeszcze popracować (uwagi komisji przyjmowali zresztą bez mrugnięcia okiem), a niżej podpisana miała retrospektywę życia na wsi. A nie jest ono łatwe. Tekst i zdjęcia: Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze