Reklama

Małe i duże, rasowe i mieszańce czekają na właściciela

19/01/2011 08:40
Gdyby nie głośne szczekanie psów, trudno byłoby domyślić się, że niedaleko osiedla mieszkaniowego na Parowie jest schronisko dla zwierząt. Wszystkich mieszkańców tego miejsca łączy tylko takie samo spojrzenie, oczekujące, że ktoś wyprowadzi je z klatki i zabierze do domu. Wszystkie czekają na nowego właściciela, niektóre długo, bo bywa, że nawet 10 lat, inne szybko trafiają do nowego domu.
Niestety, jest jeszcze mnóstwo ludzi, którzy kupują psa, najczęściej szczeniaczka, bo ładny, albo dziecko chce, a potem okazuje się, że to był błąd. Nie ma komu się psem zajmować, wychodzić na spacer, dbać o jego kondycję. Dziecko szybko nudzi się zwierzaczkiem, który z pięknego szczeniaka zmienia się w niewychowanego psa i chce rządzić w domu.
Zdarza się i tak, że ktoś z powodu wyjazdu, choćby za granicę, oddaje na krótko zwierzę sąsiadowi lub komuś z rodziny. Potem okazuje się, że to nie miesięczny, ale roczny wyjazd, a nikt nie był przygotowany na obecność psa w domu przez tak długi okres. W tych i wielu innych przypadkach trzeba podjąć jakże bolesną zazwyczaj decyzję o oddaniu psa do schroniska.
Wbrew pozorom jednak wcale nie jest to takie łatwe. – Jeśli ktoś przyprowadzi zwierzę i chce je oddać, staramy się namówić tę osobę, by przemyślała decyzję albo sama poszukała nowego domu dla swojego pupila – mówi Emilia Michalak ze schroniska. – Staramy się uzmysłowić ludziom, jak wielkim przeżyciem dla psa jest pozostawienie go przez właściciela. Pokazujemy na przykładzie innych zwierząt, jak tęsknią, jak czekają, że ktoś je zabierze, obdarzy miłością, przytuli, wyprowadzi na spacer. Proszę popatrzeć na te psy, one tylko czekają na to, by ktoś po nie przyszedł.
Do schroniska trafiają przede wszystkim te psy, które zostały znalezione na ulicy, bez właściciela, bez chipa, bez obroży. Bywa, że przywożone są tu w wyjątkowo złym stanie. Na miejscu są odrobaczane, szczepione, karmione, dostają swoją czystą budę i miskę z suchą karmą. Codziennie ich boks jest sprzątany, wymieniana słoma. Jeśli jest taka potrzeba, psy są kastrowane, a suki sterylizowane. Przygotowywane są na moment, że przyjdzie po nich nowy właściciel i pies znajdzie dom.
Są w schronisku zwierzęta, które kiedyś miały swoich właścicieli, co sprawiło, że przyzwyczaiły się do życia u boku człowieka. Taki pies jest gotowy na to, by od razu wsiąść do samochodu i pojechać do domu nowego właściciela. I na pewno natychmiast odpłaci miłością i oddaniem. Trafiają tu również psy w bardzo ciężkim stanie. Po traumatycznych przejściach są znerwicowane, zestresowane, nieufne, widać, że mają za sobą okropne doświadczenia. Czasem trzeba amputować łapę, czasem wystarczy tylko wyczesać dokładnie sierść, dać regularnie jeść i już zwierzę dochodzi do siebie. Żaden z psów, tymczasowych mieszkańców schroniska, nie jest zaniedbany. Wszystkie mają błyszczącą sierść i smutne oczy, ale to można zmienić.
Rocznie do schroniska trafia około 500 psów. Tak było w 2010 roku, ale około 360 trafiło przez adopcję do nowych właścicieli. W połowie stycznia 2011 roku w schronisku jest ponad 160 zwierzaków. To wynik znacznie mniejszej ilości adopcji oraz okresu poświątecznego, kiedy nietrafione prezenty gwiazdkowe trafiają na Parową. Wiosną, jesienią znajduje nowych właścicieli co miesiąc nawet 40 psów, zimą najwyżej 15 znajdzie dom, a choćby miejsce w przydomowym ogródku.
Mimo dobrych warunków, które będą miały psy w schronisku, wszystkie tęsknią do ludzi i tylko czekają, kiedy znajdą nowego pana. Znajdują go głównie te zachipowane. Do swoich dawnych domów trafiają także te, które uciekną, wcale nie z powodu złego traktowania. Jedne się gubią, inne zostają ukradzione, jeszcze inne, delikatnie mówiąc, pobiegną za psem innej płci. Oczywiście najwięcej jest takich przypadków, kiedy to właściciel zostawia czworonoga w lesie, przywiązuje do drzewa, a pies marnieje, z braku jedzenia i tęsknoty, i czeka aż ktoś go wreszcie znajdzie.
W płockim schronisku są przede wszystkim psy znalezione w mieście i okolicy. Z innych gmin rzadziej, a powodem są wysokie koszty utrzymania zwierząt. – Zdaniem wielu właścicieli, koszty utrzymania psów są niewielkie – dodaje E. Michalak. – Wystarczy miska z resztkami z obiadu, czasem do tego dochodzi koszt odrobaczenia lub szczepienia. Schronisko musi działać według określonych procedur i nie może zmieniać standardów. Przywieziony pies zostaje od razu przebadany w gabinecie weterynaryjnym, odrobaczony, zaszczepiony i porządnie nakarmiony suchą karmą. Codziennie sprzątany jest jego boks, a odchody wywożone. U nas nie może być zaniedbanych psów, pilnują tego odpowiednie instytucje. Dlatego przez całą zmianę trzech pracowników ma pełne ręce roboty. Teraz dodatkowym obowiązkiem jest ocieplanie bud, tak by psy nie marzły nawet w największe mrozy. Do naszych obowiązków należy też wyłapywanie i przywożenie wałęsających się psów po ulicach. Bywa, że zwierzę trzeba uspokoić środkami farmakologicznymi.
Schronisko dla psów to nie jest najweselsze miejsce, to miejsce, gdzie czworonogi, bo są także koty, czekają na nowych panów. – Osoby, które są zainteresowane wzięciem psa ze schroniska, nie powinny się obawiać, że nie poradzą sobie z czworonogiem – mówi Adam Wyszatycki, kierownik schroniska. – Większość z nich miała wcześniej kontakt z ludźmi. Chodziły na smyczy i stosunkowo łatwo przystosują się do nowych warunków. Potrzeba tylko trochę cierpliwości i konsekwencji, aby zniwelować ewentualne problemy behawioralne adoptowanych zwierząt.
Jeśli jednak ktoś bardzo się obawia wzięcia psa po, bywa, wyjątkowo przykrych przeżyciach, może wejść na stronę internetową www.plock.schronisko.net, gdzie jest dużo ciekawych informacji. Można przyjść do schroniska i przestudiować tablice ogłoszeń, gdzie prezentowane są oferty wzięcia do domu szczeniaków i porozmawiać z pracownikami, którzy pomogą w wyborze zwierząt.
Jednym z problemów, z którymi od lat trudno sobie poradzić, jest rozmnażanie psów w warunkach domowych. Panuje takie przekonanie, że każda suka musi przynajmniej raz w swoim życiu mieć szczeniaki. – Nic bardziej mylnego – wyjaśnia E. Michalak. – Absolutnie nie jest to prawdą. Mało tego, jeśli nie jesteśmy hodowcami, to nie powinniśmy rozmnażać psów. Najlepiej dokonać sterylizacji i to przed upływem drugiego roku życia psa, a to uchroni zwierzę przed chorobami, głównie onkologicznymi. Wiem, że u niektórych suk pojawiają się objawy ciąży, zwykle urojonej, ale to można leczyć, a nie dopuszczać do rozmnożenia. Mamy wiele takich przypadków, że mieszkańcy Płocka przynoszą nam szczeniaki, które przyszły na świat i okazuje się, że nie ma co z nimi zrobić, a chętnych na wzięcie psa na wychowanie brakuje. Będę powtarzać to w każdej sytuacji, najlepsza dla psa trzymanego w domu jest sterylizacja lub kastracja.
Na razie w płockim schronisku nie ma przepełnienia, ale jeśli tak dalej pójdzie, jeśli tak dużo psów będzie wałęsać się po ulicy, to może przyjść kryzys. Oczywiście psy stale czekają na nowych właścicieli, obiecując, że za troskę odpłacą z nawiązką, miłością i oddaniem.
A biorąc psa ze schroniska, mamy pewność, że jest zdrowy, odrobaczony, zaszczepiony i marzący o nowym domu. Warto zrealizować takie marzenia.
Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości