Parki, ogrody, a nawet miejskie rabaty pełne są bujnie kwitnącej roślinności. Przywykliśmy, że całe nasze życie coś znaczą te pachnące, kolorowe części roślin. Pierwsze otrzymuje nasza mama, tuż po zjawieniu się nas na świecie, później zdobią nasz chrzest, I Komunię Świętą, ślub, aż w końcu żegnają nas podczas pogrzebu. W starożytności wyplatane z nich wieńce i girlandy stanowiły godną ofiarę tylko dla bogów i władców. W Polsce wiejskie ogródki wypełnione malwami, rudbekiami, floksami bądź nagietkami też były głównie rezerwuarem kwiatów potrzebnych do zdobienia ołtarzy w kościele i przydrożnych kaplic. Mimo to kwiaty pozostawały bardzo demokratyczne, bo każdy mógł je sadzić, wręczać, otrzymywać, a nawet jeść. Kalafiory (a są to kwiaty) spożywali już starożytni. Dzisiaj ich jedzenie nikogo nie dziwi, za to bardziej oryginalne jest spożywanie lawendy, która jeszcze do niedawna kojarzona była tylko ze skutecznym środkiem do odstraszania moli.
Zatem, zapraszam na letni obiad, który będzie kwiatowym spotkaniem tradycji z ponowoczesnością (bo podobno nowoczesność to już była).
Wykonanie:
Podudzia kurczaka starannie myjemy i osuszamy. Z otartej skórki cytryny i jej soku, lawendy, rozmarynu, oliwy oraz miodu, przygotowujemy marynatę. Tak przygotowaną marynatą nacieramy kurczaka i odstawiamy w chłodne miejsce na około godzinę. Po tym czasie wykładamy mięso na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Posypujemy je solą i umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do 190 st. C na około godzinę. Po tym czasie kurczak będzie upieczony, a jego skórka stanie się chrupiąca.
Uwaga! Danie to można przygotować na grillu.
Wykonanie:
Rodzynki zalewamy na pół godziny gorącą wodą. Orzechy drobno siekamy. Kalafiora gotujemy w lekko ocukrzonej i osolonej wodzie, przez około 10 minut (powinien być lekko twardawy). Ugotowanego kalafiora dokładnie odsączamy i dzielimy na mniejsze różyczki. Mieszamy majonez z jogurtem. Cząstki kalafiora łączymy z majonezowym sosem. Całość posypujemy orzechami i osączonymi, osuszonymi rodzynkami.
„Posyłam kwiaty – niech powiedzą one
To, czego usta nie mówią stęsknione!
(Adam Asnyk, Posyłam kwiaty)
Kwiaty od wieków służyły jako doskonały sposób do komunikowania się ze sobą ludzi, zwłaszcza tych zakochanych. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku ukazywały się podręczniki z „mową kwiatów”. Podobno fioletowe symbolizowały koniec miłości (przemyślmy, komu wręczymy bukiecik lawendy, bo nasze intencje mogą być inaczej odczytane). Warto byłoby wrócić do tego sposobu komunikowania i wysyłać byłej bądź byłemu ukochanemu fioletowe kwiatki zamiast bezdusznego SMS-a czy formalnego pozwu rozwodowego. Może gorycz rozstania taka sama, ale forma znacznie elegantsza.
dr Izabela Chudzyńska etnolog, antropolog jedzenia
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze