Reklama

Kto rano wstaje bób dostaje

16/07/2019 11:00

Nie tylko kulinarne wędrówki po Polsce

Wypchane bobem pękate torebki zachęcają do twórczych działań kuchennych. Niestety złote lata dla roślin strączkowych minęły, choć jeszcze parę lat temu miały być jednymi ze zdrowszych roślin jadalnych, z soją na czele. Z czasem fascynacja nimi nieco przygasła, odsłonięto ich mniej zdrowe oblicze (np. fitoestrogeny, które pozytywny wpływ mają tylko na organizm kobiet po menopauzie). Niemniej dawniej bywało jeszcze gorzej. W starożytnym Egipcie bób uważany był za pokarm nieczysty, powiązany ze światem umarłych. Byli nawet tacy myśliciele, którzy uważali, że ludzka dusza po śmierci zamienia się w ziarno bobu. Dlatego doskonale nadawał się jako dar ofiarny dla bogów oraz pokarm spożywany w trakcie stypy. Natomiast całkowity zakaz jego jedzenia mieli egipscy kapłani. Bób nie lepiej był postrzegany w Rzymie, gdzie stanowił pokarm legionistów, a wojska tradycyjnie nie karmi się delicjami. W średniowieczu zatracił swoją ponurą, pogrzebową aurę i trafił na stoły biedoty oraz poszczących mnichów. Zatem, w ogólnym rozrachunku, teraz nastały dobre lata dla tej rośliny, postrzeganej głównie jako przyjemna letnia przekąska. Wkomponowany w sałatkę z fetą jest bardzo smaczny, a przy tym zdrowy dla kobiet i mężczyzn we wszystkich grupach wiekowych.

Sałatka z bobem i serem feta

Reklama

Skład:

  •  200 g młodego bobu;
  •  100 g sera feta;
  •  5 suszonych pomidorów marynowanych w olejowej zalewie;
  •  1 łyżka posiekanej natki pietruszki;
  •  oliwa z oliwek;
  •  sól, pieprz.

Wykonanie:
Gotujemy bób w osolonym wrzątku (ok. 10 minut). Następnie przecedzamy, przelewamy zimną wodą i obieramy ze skórki. Kroimy ser feta w kostkę, a suszone pomidory w paski. W miseczce starannie mieszamy bób, ser, suszone pomidory i natkę pietruszki. Całość doprawiamy solą i pieprzem. Skrapiamy sałatkę oliwą (ok. 2 łyżki) i serwujemy.

„Świński bób” – tak w starożytnej Grecji nazywano lulka czarnego. Już wówczas wiedziano, iż jest to niezmiernie groźna roślina. Uważano, że wystarczy wlać do ucha człowieka kilka kropel olejku wyciśniętego z nasion tej rośliny, a człowiek dozna pomieszania zmysłów. Oczywiście mieli rację, otóż zawarte w lulku alkaloidy (najwięcej ich jest w: korzeniu i nasionach) działają silnie na układ nerwowy, m.in. powodując halucynacje. To zatrucie nim mogło być powodem, że miało się wrażenie lotu, np. na miotle. Stąd, część badaczy odległych czasów uważa, że historie o sabatach czarownic mogły wiązać się z masowymi zatruciami tą rośliną, zwłaszcza że chętnie rośnie ona w uprawach rolnych jako chwast. Zatem zanieczyszczenie zbiorów zbóż bądź maku nasionami tej rośliny było wielce prawdopodobne. Podobnie prawdopodobne było, iż ludzie, gdy zorientowali się, że roślina ma takie działanie, sami po nią sięgali. Bowiem umiłowanie do środków odurzających zrodziło się wraz z pierwszymi ludźmi. Obecnie ziele lulka czarnego wykorzystywane jest w przemyśle farmaceutycznym do produkcji leków psychiatrycznych, uśmierzających ból porodowy oraz środka odtruwającego przy przedawkowaniu narkotyków.

Reklama

dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
fot. Piotr Chudzyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości