Ruch społeczny „Dzielny Tata” walczy o swoje prawa
Według danych GUS-u w Polsce jest ponad milion samotnych matek, które wychowuje 1,5 mln dzieci. Zdecydowana większość z tych dzieci nie widuje ojców i nie ma kontaktu z babciami, ich matkami. – Walczymy, by to zmienić, by wreszcie do naszego prawa została wprowadzona opieka naprzemienna po rozstaniu rodziców. Nie chcemy być tylko ojcami biologicznymi, ale także tymi prawdziwymi, mającymi wpływ na wychowanie naszych dzieci – mówi Michał Fabisiak, przedstawiciel ruchu ojców.
Po rozstaniu rodziców decyzją sądu, dziecko trafia do jednego z byłych małżonków. W zdecydowanej większości wypadków do matki. Często jest tak, że matka izoluje dziecko od ojca, nie pozwala na spotkania, nie dopuszcza byłego męża do podejmowania decyzji o przyszłości potomka.
Ruch „Dzielny tata” skupia niemal tysiąc ojców, których pozbawiono możliwości sprawowania opieki nad dziećmi. Ruch ojcowski wystosował pisma do wszystkich posłów i posłanek RP z prośbą o zmiany w prawie pracy. Z naszego terenu tematem zainteresowali się Elżbieta Gapińska i Piotr Zgorzelski. Przede wszystkim chodzi o rozpatrzenie propozycji zgłoszonych przez Porozumienie Rawskie 2011, by wprowadzona została opieka naprzemienna i pozostawiano władzę rodzicielską obojgu rodzicom. – Chyba żaden z parlamentarzystów nie odważy się przyznać, że dla właściwego rozwoju dziecka potrzebna jest tylko matka – mówi M. Fabisiak.
Zdaniem ojców zostali oni sprowadzeni do roli bankomatu, sami nazywają się „tatomatami”. – Ustanawia się wysokie alimenty na dziecko, a w spornych sytuacjach policja wyłamując drzwi odbiera dzieci ojcom, byle tylko zadowolona była matka. Sądy na podstawie fałszywych dowodów izolują dzieci, a ośrodki RODK, które wydawały opinie o tym, komu przysługuje opieka nad dzieckiem, działały nielegalnie, co stwierdziło Biuro Spraw Konstytucyjnych Prokuratury Generalnej – podkreśla Teodozja Strawczyńska z Forum Matek przeciw Dyskryminacji Ojców.
Ojcowie próbują zwrócić uwagę na problem na różne sposoby. Protestują pod sądami, także Pałacem Prezydenckim, manifestują na ulicach miast, zwracają się do parlamentarzystów, prosząc o zmiany w prawie rodzinnym. Obecnie obowiązujące rozwiązania zostały zatwierdzone w latach 60. i na każdym kroku widać, że nie przystają do rzeczywistości. A przecież dziecko ma prawo do posiadania obu rodziców. Oczywiście są ojcowie, którzy zupełnie nie interesują się swoim potomstwem, niektórzy ograniczają się do płacenia alimentów, inni z byłą rodziną nie chcą mieć nic wspólnego. Ale są i tacy, którzy chcą czynnie uczestniczyć w życiu dziecka, co się im całkowicie uniemożliwia.
Przykładem ojca, który od lat walczy o prawo do wychowywania, a choćby do widywania się z dzieckiem jest Dariusz Rychliński z Sierpca. – Jesteśmy z żoną trzy lata po rozwodzie i przez ten czas przeżywam gehennę. Żona robi wszystko, by ograniczyć moje prawo do spotkań z synem. Pomagają jej w tym kancelaria adwokacka oraz sądy, które w przeważającej części spraw są po stronie matki. Tymczasem mojej żonie chodzi tylko o taki podział majątku, który by ją satysfakcjonował. Robi wszystko, by mnie złamać, ale ja się nie daję i zrobię wszystko, bym mógł wychowywać syna.
O perypetiach Dariusza Rychlińskiego, które są bardzo podobne do losów niemal tysiąca ojców walczących o prawo do uczestniczenia w życiu dziecka, napiszemy za tydzień. Pan Dariusz nie jest jedynym z naszego regionu tatą, który nie jest obojętny na los swojego syna. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze