Reklama

Kradną już wszystko

21/11/2013 03:25
W biały dzień strach wyjść na ulice Płocka. Złodzieje kradną siatki z zakupami i nawet nie uciekają z łupem, a spokojnie odchodzą. Ludzie sparaliżowani strachem czasem jedynie bezradnie krzykną. Płocczan terroryzują też wyłudzacze. Zaczepiają ludzi pod sklepami i proszą o kupno „pasztetowej i kilku bułek” i raczej nie kieruje nimi bieda. To coraz częstsze obrazki z życia Płocka.
– Jak bez strachu chodzić po ulicach miasta? Jak tu normalnie żyć? – pytają
nasi czytelnicy.
Wtorek, 5 listopada, godz. 14.30. Emerytowana nauczycielka wraz z siostrą wraca z zakupów w sklepie spożywczym PSS „Zgoda” przy ul. Padlewskiego. – W pewnym momencie poczułam, że ktoś wyszarpuje mi z ręki torbę z zakupami. To była zwykła reklamówka. Może złodziej myślał, że z zakupami wrzuciłam tam portfel. Na szczęście nigdy tak nie robię – opowiada nasza czytelniczka. Starsza kobieta nie miała szans, jednak siłowała się z młodym chłopakiem w kapturze. Po chwili w ręku zostały jej tylko uszy od torby, a złodziej spokojnie oddalał się między budynkami. Dopiero na krzyki „złodziej, policja” zaczął biec i kluczyć między blokami. – Całe zdarzenie widziało wiele osób, m.in. panowie w sile wieku. Zatrzymywali się, ale nikt nie usiłował nawet zagrodzić uciekającemu drogi – tłumaczą kobiety.
W końcu znalazł się jeden odważny. W pościg ruszył uczeń pobliskiego I Liceum Ogólnokształcącego PUL. Dogonił złodzieja w okolicach ul.
3 Maja. Odebrał złodziejowi łup, ale już nie zdołał go zatrzymać. – Potem podszedł do nas i oddał nam torbę. Jego koledzy, którzy wcześniej nie ruszyli mu z pomocą, i pozostali świadkowie zdarzenia zaczęli bić brawa. Chłopak nic nie chciał w zamian za pomoc. Powiedział, że to drobiazg i oddalił się – wspominają kobiety. Postanowiły, że nie zostawią tak tej sprawy. Poszły do dyrektora I LO PUL i pogratulowały ucznia, który wykazał się tak dojrzałą i obywatelską postawą. Trafiły również do naszej redakcji. – Nasz przypadek nie jest odosobniony. Na ul. Padlewskiego jest naprawdę niebezpiecznie. Chciałyśmy ostrzec inne emerytki, by omijały ten rejon – tłumaczą. Chciały też podziękować na naszych łamach bohaterskiemu uczniowi, ale anonimowo, by nie stwarzać dodatkowego zagrożenia: ani dla siebie, ani dla chłopaka. Na policję incydentu nie zgłaszały.
– Kto tam będzie ganiał za złodziejem, co chciał ukraść chleb, mleko i kawałek sera za parę złotych. Powiedzą, że to niska szkodliwość społeczna i znów wypuszczą na wolność – żachnęły się płocczanki. Incydent jednak nieźle je wystraszył. – Teraz będę się bać chodzić sama po chleb do sklepu – mówi jedna z kobiet.

Bezradni kontra bezczelni

Nie minęło kilka dni, gdy znów do redakcji dotarł kolejny sygnał, tym razem o nękaniu klientów sklepu spożywczego w okolicach Starówki. – Wieczorami staje tam młoda dziewczyna z podejrzanymi typami. Nawet nie prosi. Ona zaczepia ludzi, żeby kupili jej pasztetową i bułki. Pewnie dla tych podpitych panów. Powiedziałam, że mi nie starczy. To kazała mi kupić kawałek chleba. Nie wiedziałam, co robić. Był wieczór, do tego sklepu chodzę często, a na Starym Mieście często widzę tę dziewczynę. A jeśli mnie zapamięta i mi się kiedyś „odwdzięczy” w ciemnej bramie? – pyta nasza czytelniczka. Rozmawiała z sąsiadami o sytuacji pod sklepem. Okazuje się, że to nie był jednorazowy wybryk. Dziewczyna na Starówce urzęduje od dłuższego czasu. Pojawia się z podejrzanym i podpitym towarzystwem. – Tu nie chodzi o to, że nie chcę pomóc drugiemu człowiekowi w potrzebie. Kiedy widzę, że ktoś potrzebuje na chleb, to mu go kupię bez problemu. Ale w takich przypadkach czuję się bezczelnie wykorzystywana, osaczona i najzwyczajniej w świecie boję się – zaznacza nasza czytelniczka. Nie wierzy w pomoc policji. – Przecież właściwie nic takiego się nie stało, jak cokolwiek udowodnię? Może jeszcze będę wzywana na konfrontację?– pyta. Ma nadzieję, że znajdzie inny sposób, żeby poczuć się bezpiecznie. Może na zakupy będzie chodzić rano albo ominie ten rejon Starówki. Za radą emerytek z listy odwiedzanych miejsc wykreśli również ulicę Padlewskiego, a do tego jeszcze parę innych miejsc w Płocku.
Na szczęście nie jesteśmy aż tak bardzo bezradni i bezsilni. 2 miesiące temu przy pomniku Krzywickiego dwóch mężczyzn napadło na chłopaka i zabrało mu pizzę. Poszkodowany spotkał patrol straży miejskiej i poprosił o pomoc. Ze strażnikami miejskimi jeździł samochodem po okolicy i trafił na sprawców napadu. Mężczyźni zostali zatrzymani i przekazani w ręce policji. – Można do nas zadzwonić. Można też spotkać nas na ulicy i zgłosić problem. Reagujemy w każdej sytuacji niecierpiącej zwłoki i wymagającej podjęcia natychmiastowych działań – tłumaczy Jolana Głowacka, rzecznik prasowy straży miejskiej.
I płocczanie dzwonią. Ostatnio zadzwonił do straży miejskiej mężczyzna, który twierdził, że idzie za osobą, która uszkodziła mu samochód. Strażnicy po sprawdzeniu sytuacji ustalili, że nie było żadnej szkody.
– Podejrzany mężczyzna jedynie przykucnął, by zawiązać but. Wstając zahaczył swoim plecakiem o lusterko samochodowe. Lusterko zamknęło się. Widział to właściciel pojazdu. Wolał jednak reagować bez sprawdzania i wezwał patrol. I słusznie – przekonuje rzecznik straży miejskiej.

Będą sygnały, będą patrole

Te kilka sygnałów z ostatnich dni pokazuje, że zwykły mieszkaniec naszego miasta nie czuje się bezpiecznie. Co najgorsze, w takich sytuacjach zazwyczaj też nie reaguje. Płockie służby mundurowe przekonują, że to najgorsze rozwiązanie z możliwych.
– Nie robiąc nic doprowadzamy właśnie do sytuacji, że przestępcy czują się bezkarni, że dochodzi choćby do takich zuchwałych kradzieży – mówi Krzysztof Piasek rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Przy okazji chwali postawę ucznia liceum. – To dziś rzadkie zjawisko. Pokazuje, że społeczeństwo nie jest do końca obojętne na krzywdę ludzką. Dodaje jednak, że w takiej sytuacji nie zawsze musimy ruszać w pogoń za złoczyńcą. To może się okazać zbyt niebezpieczne. W czasach, gdy każdy ma przy sobie komórkę, lepiej zadzwonić po policję i zgłosić zdarzenie, przy okazji zapamiętując jak najwięcej szczegółów: gdzie pobiegł sprawca oraz jak wyglądał.
Należy też dzwonić, gdy ktoś czuje się zagrożony. – Im więcej sygnałów docierać będzie od mieszkańców, tym lepszy będzie obraz sytuacji tego, co się dzieje na płockich osiedlach. Wiadomo wtedy m.in. gdzie wysłać dodatkowe patrole i który rejon objąć szczególnym nadzorem – dowiadujemy się w komendzie płockiej policji. Telefon pod 997 nie oznacza potem ciągania świadków po sądach. – Mamy obecnie inne procedury. Sygnały potrzebne są nam do podjęcia działań – podkreśla Krzysztof Piasek. Przy okazji rozwiewa też wątpliwości związane z ogólnym przekonaniem o bezkarności drobnych złodziejaszków, kryjących się za parawanem niskiej szkodliwości czynu. Oznacza ona, że kradzież przedmiotów do wartości 250 zł, a od listopada (po zmianie przepisów) do wartości 400 zł uznawana jest za wykroczenie i karana według kodeksu wykroczeń mandatem. Dopiero powyżej tej wartości obowiązują już surowsze kary z kodeksu karnego. Złodziejowi grozi wtedy pobyt w zakładzie karnym od 3 miesięcy do 5 lat.
Sprawcy takich zdarzeń dokładnie o tym wiedzą. Może stąd biorą się przypadki obrabowanych z zakupów staruszek czy napadów na chłopaka z pizzą. – Torby z zakupami nie ukradł człowiek biedny, bo ten poszedłby do organizacji pomocowych w mieście. Takie zachowania cechują ludzi, którzy nie mają w życiu żadnych wartości. Wiedzą, że za wykroczenie do określonej kwoty dostaną mandat i to tylko wtedy, gdy zostaną ujęci. Zanim wina nie zostanie im udowodniona, czują się bezkarni – mówi rzecznik prasowy straży miejskiej.
Drobni przestępcy korzystają też z tego, że ludzie boją się albo nie chcą zgłaszać tego typu zdarzeń na policję. Tymczasem gdyby było więcej sygnałów od poszkodowanych, może okazałoby się, że złodziejaszek ma więcej grzechów na sumieniu i groziłaby mu dotkliwsza kara. Tym bardziej, że problem kradzieży w mieście jest, i to dość spory.

186 okradzionych w październiku

Policja nie prowadzi statystyk, na których osiedlach najczęściej dochodzi do kradzieży. Zdarzają się one wszędzie i jest ich niemało. Tylko w październiku w mieście doszło do 186 kradzieży. I nie jest to żaden rekordowy wynik. Ponad połowa przypadków to kradzieże wykroczeniowe, czyli do 250 zł. Nie znajdziemy tu incydentu z ul. Padlewskiego, ale za to zdarzyło się 70 kradzieży w samych sklepach. Łupem padały kosmetyki, żywność, a nawet śrubki. Policjanci zatrzymali też 12 klientów, którzy nie płacąc za paliwo, odjechali w siną dal ze stacji benzynowych. Ponadto złodzieje ukradli 6 telefonów, 4 tablice rejestracyjne, 1 rower. Odnotowano też jeden przypadek zawłaszczenia cudzych pieniędzy. Również kradzieży karanych już z pułapu kodeksu karnego nie było mało. A wśród 92 zgłoszeń znajdziemy zawłaszczenie energii elektrycznej, kart bankowych, kosmetyków, oleju napędowego, gier PC, motocykla i drzewek.
Jak zakończy się statystyka w listopadzie, gdy kradzieże wykroczeniowe podniosą się do poziomu 400 zł? Czy starsze osoby po zakupy do osiedlowego spożywczaka powinny wybierać się z ochroną? – Przede wszystkim reagujmy na wszelkie zdarzenia na mieście. Dziś ktoś potrzebuje pomocy, jutro to ja mogę być w potrzebie. Dzwońmy na policję i do straży miejskiej. Czasem wystarczy krzyknąć. Zrobił tak płocczanin widząc, jak dwóch mężczyzn na ulicy bije chłopaka. Poszkodowanemu udało się wtedy wyrwać. Mężczyźni chcieli go okraść – opowiada Jolanta Głowacka. Choć przyznaje, że z tym krzykiem różnie bywa. Przecież okradzione emerytki z ul. Padlewskiego przekonały się, że ludzie nie reagują na słowa „łapać złodzieja”. Więcej osób wyjdzie z domów, by zobaczyć, co się dzieje, na krzyk „pali się”. Więc w niebezpiecznej sytuacji może warto o tym pamiętać.
A co zrobić z wyłudzaczami pod sklepami: tymi, co chcą po złotówce, tymi, którzy odwiozą wózek pod Auchanem i tymi, którzy chcą „pasztetowej i bułeczek”? To kolejna metoda określonej grupy osób na łatwy zarobek i często trudno ją odróżnić od osób, które znalazły się w trudnej sytuacji. – W takich sytuacjach sami wiemy, czy pomagać, czy nie, ale jeśli sytuacja się powtarza i czujemy się nękani, warto sprawę zgłosić do dzielnicowego – podpowiada Krzysztof Piasek. Przestańmy się w końcu bać. Zacznijmy reagować i działać. Oczywiście nie sami. Mamy w końcu w mieście służby dbające o nasze bezpieczeństwo.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
blanka@tp.com.pl
fot. D. Ossowski
Jak czuć się bezpiecznie na płockiej ulicy?

Sławomir Dumieński
Sądzę, że Płock jest ogólnie bezpiecznym miastem. Na wielu ulicach działa monitoring miejski, widać częste patrole straży miejskiej i Policji (szczególnie w okolicy Starego Miasta). Zmorą każdego miasta są oczywiście oszuści i kieszonkowcy, ale tu należy apelować szczególnie do starszych osób o rozwagę. Na kilku płockich ulicach i osiedlach przydałby się również przegląd oświetlenia, które poprawia poczucie bezpieczeństwa wśród mieszkańców.

Marek Konarski
Raz przed sklepem spożywczym zostałem napadnięty przez grupę wyrostków, którzy mieli ochotę wywrócić komuś wózek z zakupami. Jednego napastnika udało mi się zatrzymać, dwóch uciekło. Na szczęście bardzo szybko zjawiła się policja. Ogólnie czuję się jednak bezpiecznie w Płocku, choć jestem ostrożny – zwłaszcza gdy spotykam na mieście grupy, które zachowują się prowokacyjnie i agresywnie. Nie dajmy się im sprowokować, bo można na tym zbyt wiele stracić. W skali od 1 do 10 płockiemu bezpieczeństwu dałbym szóstkę.

Piotr Bała
Ogólnie nie boję się poruszać po mieście, jednak do pewnych dzielnic, uliczek i bram po godzinie 20.00 strach zaglądać. Nawet silny i wysportowany facet w ciemnej ulicy jest jak Herkules, gdy ludzi kupa… Poza tym czasem zdarza mi się dawać bezdomnemu parę złotych. To taki ludzki odruch. Nie wszyscy takie datki przepijają.

Konrad Kozłowski
Uważam, że pod względem zdarzeń niebezpiecznych Płock nie wyróżnia się w żaden sposób na tle miast podobnej wielkości. Kradzieże i rozboje były, są i pewnie niestety będą. Incydenty, które miały miejsce w ostatnich tygodniach i są nagłaśniane przez media, mogą w naturalny sposób powodować przekonanie, że w Płocku jest niebezpiecznie. Im łatwiej przypomnieć sobie przykład jakiegoś zachowania, tym bardziej wydaje się, że jest to zachowanie powszechne. Człowiek bowiem łatwiej przypomina sobie wydarzenia dramatyczne, częściej omawiane i eksponowane w mediach. Tak po prostu działają heurystyki myślenia. W powszechnej opinii płocczan pokutuje np. stereotyp stadionu Wisły, jako miejsca szczególnie niebezpiecznego. Tymczasem dwa tygodnie temu Wisła Płock zajęła I miejsce i została wyróżniona przez Departament Organizacji Imprez, Bezpieczeństwa i Infrastruktury PZPN na ogólnopolskiej Konferencji Bezpieczny Stadion w klasyfikacji Fair Play dotyczącej organizacji i bezpieczeństwa imprez w całym sezonie 2012/2013. Obiektywnie patrząc, mamy w Płocku najbezpieczniejszy stadion w Polsce, ale stereotypy i tak wypaczają oceny większości płocczan.

Izabela Czubakowska
Osobiście staram się sama nie chodzić po mieście, a jeżeli sytuacja tego wymaga to staram się chodzić tam, gdzie jest więcej ludzi. Opisywane na łamach Tygodnika Płockiego napady często są konsekwencją tego, że młodzi ludzie nie mają co robić, nudzi im się. Zamiast iść na ciekawe zajęcia lub udzielać się społecznie, wolą z nudów napadać na słabszych i bezbronnych.     BeeS
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości