Reklama

Korki na cztery doby

25/07/2007 09:23
O wyjątkowo gorącej atmosferze mogą mówić rolnicy, którzy w tym sezonie chcą sprzedać rzepak. Dosłownie i w przenośni. Bowiem na oddanie do skupu tegorocznych plonów czekają w czterdziestostopniowym upale i kilometrowych kolejkach. Zdenerwowanie oczekujących przed skupem rośnie z godziny na godzinę. Nic dziwnego, skoro dla kilkuset rolników na kilka dni to kabiny ciągników stały się domem. Tu śpią, jedzą, wymieniają się z członkami rodziny na tak zwanych przedskupowych dyżurach i z nadzieją czekają na pokonanie kolejnych metrów, które przybliżają ich do skupu.
Sceneria przed skupem w Gozdowie niewiele różni się od tej przed innymi usytuowanymi kilka kilometrów dalej. Rząd ciągników wypełnionych rzepakiem, z plandekami, aby w razie deszczu przykryć ziarno i zmęczeni, niewyspani rolnicy z obawą myślący o tym, że zamiast pracować w polu tracą czas na postój w kilkudniowych kolejkach. Ci, którzy w czwartek stali na końcu rzepakowego ogonka wykorzystywali chwilę, by skryć się w cieniu przed palącym słońcem. – Dzisiejszy dzień jest już czwartym, który spędzam w kolejce. Koczowałam już dwie nocki. I przede mną pewnie jeszcze jedna doba. Ale trzeba czekać, bo mimo starań o przeniesienie do innego skupu nie było zgody. Jeszcze dziś rano dzwoniłam do Warszawy, aby dostać zgodę na przeniesienie do Płocka, gdzie są zdecydowanie mniejsze kolejki, ale, jak widać nic nie wskórałam. Co zatem pozostaje? Mąż pracuje w gospodarstwie, a ja trzymam miejsce – mówi pani Lidia z terenu gminy Stara Biała.
Jak mówią rolnicy oczekujący w kolejce podobno wcześniej było kilka przekierowań, ale na tym się skończyło. Pozostali nie otrzymali zgody. Ta wiadomość jeszcze bardziej denerwuje czekających. – Mimo, że w Płocku czeka się tylko pół dnia, a tu kilka dni, to nie zgadzają się. Żeby tylko człowieka umęczyć – dodają rolnicy.
Pan Andrzej z gminy Brudzeń Duży mówi, że dla czekających na końcu jedynym pocieszeniem jest to, że mają trochę cienia. – Jak ruszymy do przodu, to naprawdę będzie katastrofa, ale nikt się tym nie przejmuje. Każdy ma po prostu rolnika za nic i tyle.
Pani Lidia mimo czterodniowego oczekiwania, z kolejnym transportem rzepaku, broni pracowników skupu. – Tam ludzie też pracują po kilkanaście godzin i są bardzo zmęczeni. Pracują po dwanaście, czternaście godzin na dobę. Ja im się nie dziwię. Ile mogą, tyle przyjmą. Maszyny się psują i grzeją, a co się ludziom dziwić.
Sąsiedzi z rzepakowej kolejki są innego zdania. Dodają, że rozwiązaniem byłaby praca na dwie zmiany.
Za czym kolejka ta stoi?
Paradoksalnie im bliżej wjazdu do skupu, tym zdenerwowanie oczekujących jest większe. – O, dziś to jest spokojnie. Ale wczoraj czy przedwczoraj to były ostre słowa. Ludzie nie wytrzymują. No ile można w takich warunkach, bez spania, w takim upale stać? – mówią ci rolnicy, których do wjazdu na skup dzielą godziny.
Pracownicy skupu pracują od 7.00 do 22.00. Ale zdaniem oczekujących, skup ma za małe moce przerobowe. Dodają, że w tym wszystkim najgorsze jest to, iż rolnicy między sobą zaczynają się kłócić. – Nie ma kogoś, żeby pilnował porządku. Było tak, że kto silniejszy ten wjeżdżał pierwszy. Dziś się uspokoiło. Dwa ciągniki wjeżdżają od strony Gozdowa, bo dłuższa kolejka i jeden od strony Bonisławia. Ale nerwy są.
Nie ma się co dziwić, bo w tym czasie, gdy rolnicy koczują przed skupem, nie ma kto pracować w gospodarstwie. – Ja z synem na zmiany stoję. Syn jedzie zrobić najpilniejsze sprawy i wraca do mnie. Bajzel totalny – mówi kolejny z rolników, który przyjechał z terenu gminy Stara Biała. – Jeśli tak to będzie dalej wyglądało, to w przyszłym roku przyjdzie zrezygnować z uprawy rzepaku. W czasie największej roboty będę tu wystawał? Każdy chce wszystko zrobić małym kosztem, a chłop niech stoi. Nie wiem, nie byłem tam w środku, ale podobno łopatami zsuwają ziarno. To co się dziwić, że wszystko tyle trwa.
W skupie Młyn-Pasz jeden z kierowników wyjaśnia nam, że na całą sytuację wpłynęło kilka przyczyn. Przede wszystkim jednak pogoda. – Żniwa powinny być dwa tygodnie temu, ale padał deszcz. Warunki pogodowe spowodowały, że teraz wszyscy rolnicy ruszyli na pola. Stąd taki czas oczekiwania na przyjęcie rzepaku. Każdy chciał nadrobić ten czas i zdążyć przed kolejną, zapowiadaną falą deszczy. Przepustowość nie jest mniejsza niż w roku ubiegłym. Także wysokość zakontraktowanego rzepaku nie jest znacząco większa niż rok temu. Gdyby nie deszcze w ciągu ostatnich dwóch tygodni, wszystko by szło normalnym trybem.
Do tego trzeba pod uwagę wziąć możliwość awarii urządzeń pracujących po kilkanaście godzin na dobę. Chociaż możliwości przerobowe są wystarczające, to niewykluczone, że w przyszłym roku uwzględnione będą pogodowe niespodzianki, które w tym roku napsuły wiele zdrowia i skupującym i sprzedającym.  
rad
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości