Reklama

Koniec ery chrześcijańskiej?

31/12/2019 13:55

Czas świąteczny skłania, a przynajmniej powinien skłaniać, do namysłu nad miejscem religii w naszym życiu. Pomaga w tym papież Franciszek, który przed świętami w przemówieniu do Kurii Rzymskiej ogłosił koniec ery chrześcijańskiej. Zdaniem papieża, na Zachodzie skończyła się już „epoka”, którą nazywano dotąd „chrześcijańską”. Ma niewątpliwie rację papież, kiedy mówi, że „nie żyjemy już w świecie chrześcijańskim”, „nie jesteśmy już w systemie chrześcijańskim, ponieważ wiara – szczególnie w Europie, ale także w dużej części Zachodu – nie stanowi już oczywistej przesłanki życia wspólnego”. Słuszne są też słowa o tym, choć prawda ta boli, że my chrześcijanie „dziś nie jesteśmy już jedynymi, którzy tworzą kulturę, ani pierwszymi czy najbardziej słuchanymi”, co oznacza, że chrześcijaństwo ze swoim przekazem jest już tylko jedną z wielu propozycji życia, dla ludzi Zachodu nawet nie najważniejszą, jeśli nawet nie marginalną. To smutne spostrzeżenia. Dla nas Polaków nawet szokujące. Pokolenia, które żyły w komunizmie, widziały, jak ten zbrodniczy system walczył z religią. Zachód kojarzył się z wolnością, mądrością, z wszystkim, co najlepsze. Ani się obejrzeliśmy, a okazało się, że ten upragniony Zachód odrzuca religię w stopniu nawet większym niż komunizm.
U nas także przybywa postępowych „katolików”, swoistych emisariuszy Zachodu, którzy żądają „rozdziału Kościoła od państwa”, rozumiejąc przez to przede wszystkim odrzucenie nauczania moralnego Kościoła w wielu kluczowych sprawach. Każde przypomnienie pewnych zasad moralnych wynikających z Bożego Objawienia jest odbierane jako „mieszanie się Kościoła do polityki”, jakby moralność miała coś wspólnego z polityką. Ale ponieważ mimo tego, że żyjemy w społeczeństwie, dla którego tak cenna jest informacja, pozostajemy przeważnie analfabetami w dziedzinie filozofii, etyki i teologii, stąd i łatwo nami manipulować. A odkąd szukanie prawdy zastąpiło szukanie wygody, nawet niemieszaniu się Kościoła do polityki wyznaczono rozsądne granice. Dlatego o ile wielu przeszkadza przypominanie dosyć rygorystycznego nauczania w sprawach zakłócających wygodę życia, o tyle oczywiście nikomu nie przeszkadza, że z „winy” tego Kościoła zyskaliśmy w środku minionego tygodnia dwa dni wolne od pracy.
Dzięki temu rozsądni ateiści, agnostycy i antyklerykałowie, tak na co dzień zwalczający brak rozdziału Kościoła od państwa, mogli włączyć się ochoczo w celebrowanie „magicznych świąt”, wynosząc z tego faktu wiele emocjonalnych korzyści, które tylko mocno osłabił w tym roku brak śniegu. Z nim święta byłyby jeszcze bardziej „magiczne”. Ich magia od lat jest tak szczególnie nastrojona, nawet na pochrześcijańskim Zachodzie, ale także i u nas, że kiedy nam ktoś coś przypomni o religijnym charakterze świąt, to nawet przez gorliwych katolików odbierane jest to jako szczególnie irytujące. Najbardziej to zjawisko irytuje młodzież, dlatego ona jako pierwsza w poszukiwaniu prawdziwej autentyczności wyzwoliła się z krępującej autentyczność religijności. Tym sposobem i u nas w tempie ekspresowym postępuje zmierzch epoki chrześcijańskiej. Najgorsze, że nie widać, aby nasz Kościół się tym specjalnie przejmował. Tymczasem papież Franciszek wzywa w przywołanym na wstępie wystąpieniu do zmiany „zwyczajów, stylów, rozkładu zajęć, języka i wszystkich struktur kościelnych, by stały się odpowiednim kanałem do ewangelizowania dzisiejszego świata”. Czy głos ten zostanie usłyszany, zrozumiany i wcielony w życie?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości