Naszą redakcję odwiedziła zapłakana pani Anna. – Jestem osobą niepełnosprawną w stopniu znacznym. Mam niewielkie dochody, które kilkakrotnie musiałam uzupełniać biorąc krótkoterminowe pożyczki w parabankach. Jak można się spodziewać, nie zawsze mogłam je na czas spłacać, a w efekcie na moje konto wchodził komornik – zaczęła swoją opowieść. Jak się szybko okazało, nie w tym tkwił największy problem pani Anny. – Jak wspomniałam, jestem osobą niepełnosprawną, zdrowie nie pozwala mi na normalne funkcjonowanie. Muszę korzystać z pomocy innych ludzi. I korzystałam, między innymi z życzliwości pana Dariusza, mojego opiekuna, pomocnika w załatwianiu najtrudniejszych spraw – tłumaczy. Pani Anna od lat żyje z renty, otrzymuje też co miesiąc 400 zł z PZU, po tym jak uznano błąd lekarski podczas operacji jej złamanego kręgosłupa. Pieniądze są niewielkie, na podwyżki świadczeń nie ma co liczyć, stąd konieczność uzupełniania domowego budżetu niewielkimi pożyczkami. – Czasami nawet nie wstaję z łóżka, tak cierpię. W takich chwilach jestem całkowicie zdana na pana Dariusza, który cały czas mi pomaga, ma nawet pełnomocnictwo do mojego konta bankowego w PZU. Przez cały czas, od kiedy razem gospodarujemy pieniędzmi, nie było żadnych problemów. Tym razem się pojawił, ale od razu uprzedzam, że to nie mój opiekun źle gospodarował pieniędzmi – opowiada coraz bardziej tajemniczo. Zgodnie z opowieścią pan Dariusz otrzymał wsparcie z MOPS-u, ponad 900 zł, które miał przeznaczyć na wyjazd do sanatorium. Pieniądze wpłynęły na konto pani Anny, z którego korzystał także jej opiekun. Kiedy tylko się pojawiły, na poczet długów naszej czytelniczki ściągnął je komornik.
Jola Marcinik
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze