Sądząc z lektury prasy w Polsce wyłącznie bandyci mają broń. Nie potrzebują na to żadnych zezwoleń, a broń dla nich dostępna jest na bazarach oraz można ją zdobyć drogą kupna u niektórych żołnierzy, policjantów itd.Człowiek poczciwy, który raz czy dwa znalazł się w okolicznościach takich, że jest zastraszony – pewnego dnia wpada na pomysł: „w razie czego mógłbym się bronić!” i dwa: „ze spluwą w dłoni będę miał lepsze samopoczucie”. Wówczas człowiek poczciwy zaczyna chodzić za odpowiednim zezwoleniem. Bez zezwolenia sklepy z bronią (coraz mniej liczne, bo klientela maleje) niczego nie sprzedadzą: ustawa, która weszła w życie wiosną, zdecydowanie ograniczyła liczbę potencjalnych zabójców (gdyż człowiek uzbrojony, choćby był najpoczciwszy, praktycznie może zabić każdego). Co więcej – wprowadzono w niej zapis o konieczności przeprowadzenia badań psychologicznych wobec kandydata, których to badań warunki miał określić zarządzeniem Minister Zdrowia. Minister pracował nad tą sprawą od wiosny i we wrześniu objawił wreszcie swoją wolę, nie precyzując jednak, jak ma być to badanie przeprowadzone. W efekcie badanie, które wedle zgodnej opinii psychologów winno trwać ok. 2 – 2,5 godz. i obejmować nie tylko rozmowę, ale i „gry psychologiczne”, testy itp., trwa ok. 15 – 20 min. I w tym czasie – twierdzą fachowcy – bardzo trudno jest stwierdzić, czy kandydat na rewolwerowca jest osobą zrównoważoną psychicznie, umie prawidłowo ocenić sytuację i poprawnie zareagować; idzie tu m.in. o powstrzymanie się od strzelaniny, gdy ktoś w barze podda w wątpliwość cnotliwość jego matki, a także i o to, by nie dochodziło np. do wymachiwania spluwą przed nosami osób, które nie wiedzą, kim jest posiadacz owej spluwy. „Pan nie wie, kto ja jestem!” połączone ze świecącym w dłoni jakimś śmiercionośnym narzędziem, zazwyczaj sprawia gwałtowny przypływ wiedzy u przekonywanego. A propos spluwa: w środowisku bandyckim najbardziej ceniony jest pistolet, skonstruowany w komunistycznej Czechosłowacji, t.zw. „cezetka”, broń powszechnie dostępna i stosunkowo niedroga. Zaraz po „cezetce” w rankingu plasuje się radziecki pistolet TT, ciężkawy ale niezawodny. Nasz „p-64”, standardowe wyposażenie wojska i policji, uważane jest za szajs; gdy gangsterom potrzebne jest coś większego, poszukują popularnego „kałasza”. Osoby z poza środowiska gangsterskiego, a zatem głównie pracownicy agencji ochrony, biznesmeni, prokuratorzy, adwokaci i sędziowie oraz ci, którzy mają albo odpowiednią pozycję albo znajomości (w czasach komuny byli to przeważnie funkcjonariusze partyjni, obecnie samorządowcy i parlamentarzyści) kupują to, na co ich stać. Szwajcarski model pistoletu sportowego kosztuje ponad 6.000 zł, amerykański model „Smith and Wesson” – 4.500 zł, ale gdy już się ma zezwolenie, można zaryzykować (kradzione, ale tanie!) bazar bądź w sklepie z bronią wyszukać sobie coś tańszego od pozłacanego „Baby-Brown” lub armaty Parabellum, ale i lepszego od „p-64”. Nie jest moim zamiarem udział w dyskusji o wadach i zaletach dostępnej na polskim rynku broni osobistej, natomiast chciałbym powrócić do tematu, który rozpoczął te rozważania: możliwości otrzymywania zezwoleń. Prawo do przeprowadzenia badań kandydata na zezwolenie powinni mieć ci spośród psychologów, którzy się w tej kwestii wyspecjalizują i przejdą odpowiednie szkolenia i egzaminy. W polskiej, tradycyjnej praktyce, prawo to otrzymują ci, którzy się o nie starają, ponieważ specjalizację można otrzymać, przechodząc jednodniowe szkolenie. Mamy więc, jak mamy: typową hybrydę, gdzie z jednej strony tendencja do (wzorowanej na aktualnym, polskim „wielkim bracie”) amerykańskiej powszechnej dostępności do broni – walczy o lepsze z europejskim rozsądkiem i postkomunistyczną tradycją państwa policyjnego. Taki „ni pies – ni wydra”, która być może nie skończy się powszechną strzelaniną na każdym rogu ulicy i w każdym parku (co charakteryzuje niektóre obszary USA), ale będziemy mieli za to rozpanoszone wedle kryteriów „króliczych” powszechne uzbrojenie społeczeństwa i oddanie mu własnego bezpieczeństwa we własne ręce. Kryteria „królicze”, wyjaśniam, to kryteria, w których głównym warunkiem jest przynależność do klanu „krewnych i znajomych królika”. Być może co któryś będzie to wariat z bronią w ręku, ale o to martwcie się Wy. Andrzej Bajkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze