Reklama

Kocim pazurkiem - Poranne odgłosy

14/12/2000 09:19
Temat widocznie jest bolesny, skoro powraca. Ale kolejno. Około 5.30 rano Annę i mnie budzą odgłosy spoza ściany. Sypialnia sąsiaduje z łazienką, ale nie są to odgłosy, dobiegające z naszej łazienki, ale z łazienki znajdującej się ponad (lub pod) naszą czyli z mieszkań o identycznym rozkładzie, piętro niżej (lub wyżej).Trudno, będąc rozbudzonym przez łoskot wody, rozważać problemy związane np. z aborcją, politycznymi losami chilijskiego dyktatora lub genezą pojęcia cisawica (dlaczego tak nazwano chorobę Addisona?); dlatego zaczynamy zazwyczaj zastanawiać się, czy to pan D. (piętro wyżej) czy pan S. (niżej) spuścił wodę i po czym? Być może po niczym, a jedynie w celach zagłuszających. Oczywiście o bezpośrednich przyczynach odgłosów, dobiegających nas z łazienki, rozmawiamy z Anną krótko, nie jest to temat najwdzięczniejszy i obdarzony niezbyt atrakcyjnym zapachem, natomiast powstaje okazja do rozmowy o sąsiadach. Tu zresztą też nie mamy zbyt wiele do powiedzenia, ponieważ (podobnie jak większość Polaków) interesuje nas nasze własne życie, a nie życie sąsiadów. Trzeba mieć czasu na plotki o sąsiadach! Ale zawsze coś tam się znajdzie. Np. pan D. – spostrzegliśmy – dwa dni temu sprowadził do domu panią, która była taka ładna, że jakby wymykała się naszej ocenie o jego możliwościach w tym zakresie, lecz nie wiadomo, czy nie była ona Ukrainką z E-75; pracują tam panie bardzo atrakcyjne. Tylko skąd pan D. wziął na to fundusze? Jest zatrudniony w firmie, w której kierownictwo kradnie tak, że dla załogi niewiele pozostaje, a przecież pan D. nie należy do kierownictwa... O co pokłócili się państwo S. już nas przestało zajmować, ponieważ kłócą się o wszystko, tyle że raz głośniej a raz ciszej, co zależy od ilości wypitego przez nich alkoholu. Jeśli wypiją więcej – kłócą się ciszej. Jeśli wypiją mało – kłócą głośno, aż w końcu któreś ustępuje, idzie po zaopatrzenie do sklepu i awantura przycicha. Temat naszych rozmów, które wywołuje lejąca się u sąsiadów woda, kończy się ok. 6.30, gdy trzeba wstawać do pracy. Wówczas przychodzi czas na włączenie radia i prasówkę (aktualne dzienniki przynoszą nam pod próg właśnie o tej godzinie). Anna szykuje śniadanie, a ja słucham jednym uchem i czytam jednym okiem: że Józek owszem, może być po Marianie, ale się zastanowi. Że Marian został zaatakowany nieelegancko i niesłusznie, ale musi odejść, chociaż zapewne wróci. Że polska waluta w NBP bez Leszka zdechnie, a pewna partia zejdzie na manowce bez Donalda lub Bronka. Wreszcie wszystko odmieni się, gdy tylko dojdzie inny Leszek, byle tylko uważać na Bogdana, bo ten chciałby wrócić, ale nie powinien. Natomiast Andrzej nie spuszcza wody na nikogo, ale wszystkich jednoczy. I tylko Stefek był, jest i będzie oszołomem. Wsłuchuję się w ten wielki jazgot, czytam o nim – a ma się on do losów obywateli, do interesów mojego państwa i w ogóle do wszystkiego, czym obywatele tego państwa żyją – tak, jak tytułowe poranne odgłosy do losów Anny i moich. Zanim wyjdziemy do pracy stwierdzamy zatem, że od szumu wody w łazience do szumu wody w mediach droga niedaleka i że w obu wypadkach tematem jest w gruncie rzeczy g... Andrzej Bajkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości