„Rzeczpospolita gore” – krzyczał efektownie parę dni temu znany polityk w popularnym programie radiowym. „Po rekonstrukcji rządu kraj wstrzymał oddech” – komentowała w tonie sugerującym jednoznaczne odczytanie ostatnich wydarzeń prasa. Ton ten zresztą niezmiennie narastał od 25 września ubiegłego roku, kiedy to polityczne trzęsienie ziemi wywróciło pookrągłostołowy, jedynie poprawny od roku 89 porządek, w którym nikt nie odważył się obłożyć anatemą postkomunistów, a nie pozostawiono suchej nitki na eurosceptycznych spadkobiercach przedwojennego obozu narodowego. Ten powszechny w mediach klangor złości, ideowej i personalnej nienawiści osiągnął szczyt po 5 maja, kiedy do rządu dołączyli trędowaci szefowie „partii populistycznych, nacjonalistycznych, antysemickich i skrajnych”. A ponieważ nie ma w demokracji miejsca dla idei „skrajnych”, poza skrajną niechęcią do tych, którzy takie idee głoszą, upust skrajnych emocji przybrał postać barwną i efektowną: „katastrofa”, „czarny dzień polskiej demokracji”, „krok od totalitaryzmu”, „Giertych nas wychowa”, „prawdziwy początek IV RP”. Ton jasny i mocny. Najszybciej podchwyciła go młodzież, skrzykując się przez Internet przy poparciu największych opiniotwórczych gazet na „marsze wściekłości”, oczywiście w obronie idei tolerancji na pierwszym miejscu.I dobrze, młodzieńczy idealizm zna miarę i wyczucie czasu. Nie ulega wątpliwości, że pora właśnie nadeszła, a sama wściekłość jest jak najbardziej słuszna. Bo w końcu przeciw czemu młodzi mieli szansę wyładować złość wcześniej, nawet gdyby ktoś delikatnie taką potrzebę im podpowiedział? Przeciw 20-procentowemu bezrobociu, korupcji, aferom gospodarczym z miliardowymi stratami dla budżetu, bezsilności policji czy brakowi rzeczy tak zwykłej w normalnym kraju jak porządne drogi, o autostradach nie wspominając? Albo przeciw sprowadzeniu kraju do roli prywatnego folwarku rządzących, na którym obywatele cieszą się statusem niewiele odbiegającym od statusu chłopów pańszczyźnianych, myśląc tylko o tym jak zakombinować w szarej strefie albo czmychnąć na saksy? A może przeciw zapaści w służbie zdrowia, która zbliża się do stanu, kiedy naprawdę nie będzie miał nas kto leczyć, bo ludzie podziękują za służbę w takim kraju?
A może, przechodząc na działkę młodym z musu najbliższą, wściekać się mieli na narastające problemy z dyscypliną w szkołach albo na programowe niszczenie przez kolejne ekipy rządzących prestiżu zawodu nauczyciela? Skądże, co to w końcu kogo może obchodzić, czy dzięki rzeczywistemu rozwojowi edukacji dokonamy prawdziwego skoku cywilizacyjnego na miarę naszych partnerów z Unii, czy za sprawą rozwoju pozorowanego będziemy skazani na to, by do nich uciekać na żebry, co nam zresztą zachwalano jako największą korzyść integracji. Nie warto się też chyba wściekać na łatwość dostępu do narkotyków albo na głupią, demoralizującą formułę „nowej matury”, kiedy za jej sprawą łatwiej zdać egzamin bez czytania literatury, bez wkuwania, bez zdobywania wiedzy, szczególnie humanistycznej.
Wściekać się natomiast trzeba, kiedy „radykał” proponuje za jednym zamachem wzrost świadomości patriotycznej, dyscyplinę, ład moralny i wreszcie walkę o prestiż zawodu nauczyciela. Bo co to by w końcu było, gdyby przypadkiem udało się te wszystkie paskudne sprawy zrealizować. Zaścianek, ciemnogród, homofobia, nacjonalizm i antysemityzm. Wyczuł to dobrze biskup Życiński, który w odpowiednim momencie sprawę postawił jasno: „Nie da się zbudować społeczeństwa obywatelskiego, jeśli zanika wrażliwość sumienia, a elementem istotnym stają się sojusze zapewniające sprawowanie władzy”. Teraz już wiemy na pewno, że nowa koalicja jest niemoralna, a władza bez wstydu i godności. No cóż, nawet taki listek figowy dla rozpętanego klangoru nienawiści na pewno się przyda.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze