Reklama

Kilkaset pochowków i końca nie widać. Odkrywają tajemnice średniowiecznego Płocka

– Coraz więcej odkrywamy. I widzimy, że ten średniowieczny cmentarz staje się coraz bardziej rozległy – mówi Zbigniew Miecznikowski, kierownik działu archeologii w Muzeum Mazowieckim, prowadzący badania wspólnie z dr Tomaszem Kordalą.

Spotkanie podsumowujące dotychczasowe prace związane z nekropolią między ulicami Kolegialną, 1 Maja i Sienkiewicza odbyło się w Muzeum Mazowieckim w ramach Europejskich Dni Archeologii.

Przebadano osiem arów. Prace, z przerwami, trwają od 2019 r. Przez te lata odkryto 359 grobów (do czego można dodać ok. stu pochówków, biorąc pod uwagę odnalezione pojedyncze kości), czyli – według szacunków archeologa – 20-30 proc. całości tej zagadkowej nekropolii ulokowanej poza murami średniowiecznego Płocka. O ile aktualne wyniki badań wskazują na intensywne korzystanie z cmentarza od XI do XIII w., tak brakuje o nim wzmianek w źródłach pisanych.

Reklama

– Zupełnie jakby wraz z rozwojem miasta stopniowo popadał w zapomnienie – stwierdził Zbigniew Miecznikowski.

O odkryciach czasem decyduje przypadek

Pierwsze pochówki odkryli w 2016 r. pracownicy biura poszukiwań i identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej. Szukając szczątków ofiar represji z okresu stalinowskiego i komunistycznego natrafili na 11 wczesnośredniowiecznych grobów.

Od 2019 r. do akcji wkroczyli archeolodzy z Muzeum Mazowieckiego. Założyli wykopy w bezpośrednim sąsiedztwie tych, które zrobili badacze IPN. Po pewnym czasie natrafili na warstwowo ułożone groby.

Reklama

– Z czasem zmarłych przybywało. A wtedy starsze groby były bardzo często niszczone przez groby młodsze – opisywał archeolog.

Ta pierwsza tura badań odbyła się na mniejszym terenie, okazała się też mniej skomplikowana od tej drugiej z 2020 r., związanej z przyszłą budową nowego skrzydła Urzędu Stanu Cywilnego. Tym razem przebadano ponad 5 arów, odkryto 229 obiektów, w tym 205 grobowych (74 z wyposażeniem).

Podczas następnego etapu w 2022 r. archeolodzy próbowali uchwycić granice nekropolii, co nie było takie proste.

Reklama

– W międzyczasie osoby przychodzące opowiadały, że kiedyś, gdzieś tam, przy drzewach, znaleziono szkielety. Wtedy nie dawaliśmy temu wiary – wspominał.

Po roku znów wrócili, zakładając wykopy obok tych wykonanych w 2019 r. I nie mieli już żadnych wątpliwości, badali rozplanowany cmentarz przykościelny o zaskakująco dużej powierzchni. W kolejnym roku, wraz z odkryciem bruku kamiennego, doszła kolejna zagadka do rozwikłania. – Zaczęliśmy zastanawiać się, czy ten bruk jest pozostałością uliczki. A może placyku – kontynuował prelegent.

Reklama

Pomocna okazała się literatura dotycząca średniowiecznego budownictwa. Bardzo często przy drewnianych budynkach robiono kamienną opaskę, aby zabezpieczyć ściany przed gniciem. Archeolog ma wielką nadzieję na odsłonięcie większej części tego bruku spoczywającego na warstwie z XIII w.

– Czekamy na sygnał od Akademii Mazowieckiej, właściciela terenu. Serce bije mocniej i podpowiada, że może ten bruk otaczał kościół św. Idziego. Ale to są na razie zbyt daleko idące wnioski – zastrzegał Zbigniew Miecznikowski.

Reklama

Odnalezienie lokacji kościoła wybudowanego przez Władysława Hermana jako wotum dziękczynne po narodzinach Bolesława Krzywoustego byłoby uzupełnieniem historycznej układanki. I zarazem historyczną sensacją, ponieważ przez długi czas skłaniano się ku innemu miejscu w Płocku.

Misa, wiadro, monety i szpila…

Kilka grobów okazało się wyjątkowo ciekawych ze względu na wyposażenie. Jednym z nich była wykonana z brązu misa. Takie misy zwykle towarzyszyły pochowkom mężczyzn. Nie wiadomo dlaczego ta znaleziona na płockim cmentarzysku została włożona do góry dnem. Przypadek? A może skorzystanie z dawnego zwyczaju, zgodnie z którym ci, którzy przychodzili do domu, odwracali naczynia, aby zmarły już nie wrócił.

Reklama

Równie dobrze nasi przodkowie chcieli zaopatrzyć zmarłego w jadło na drogę w zaświaty. Jednak za taką interpretacją (w zakresie pożywienia roślinnego) nie przemawiają wyniki badań na Uniwersytecie Warszawskim. Misy były również elementem bogatej zastawy, którą dawano zmarłemu dla podkreślenia jego statusu społecznego za życia. Niektóre takie naczynia bogato zdobiono. Płocka misa, znaleziono obok stóp zmarłego, również posiada ryte ornamenty ujęte w kilka medalionów. Generalnie takie elementy uchodzą za cenne, aczkolwiek importowane znaleziska.

Reklama

W kontekście pożywienia zostawianego na drogę w zaświaty warto wspomnieć o jeszcze jednym grobie, tym ze szczątkami wiaderka. Ciekawostką jest fakt, że zwyczaj wywodzi się z okresu przed przyjęciem chrześcijaństwa.

– Nie mamy danych, na co w tamtym okresie pozwalał Kościół, a czego zakazywał. Tak naprawdę Kościołowi najbardziej zależało, aby pochówki były szkieletowe, a nie ciałopalne. Tu mamy grób z XII w., wtedy istniało już biskupstwo płockie. Może więc było jakieś przyzwolenie… – zastanawiał się archeolog.

Reklama

Zwyczaj z dawaniem zmarłym monet na drogę w zaświaty nie powinien kojarzyć się wyłącznie z obolem dla Charona w zamian za przewiezienie duszy przez rzekę Styks. Jak dotąd na płockim cmentarzysku odnaleziono pięć pochówków z „grobowymi darami monetarnymi” w postaci monet lub ich połówek. W jednym przypadku w dłoni zmarłej osoby znaleziono monetę zawiniętą w materiał. Była przełamana na pół. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest opłata, lecz nie dla Charona, tylko – zgodnie z wersją chrześcijańską - dla św. Piotra jako monetarny ekwiwalent akceptowany przez Kościół. Zgodnie z innym wyjaśnieniem chodziło o symboliczny podział posiadanego mienia. Należało dać zmarłemu monetę, aby nie wrócił po resztę majątku. Takie dary wkładano zmarłym do grobu najczęściej w XI i XII w., w XIII w. zwyczaj nie był już tak mocno praktykowany. – Aż znów nastąpił boom na wkładanie monet. Pojawiały się nawet w grobach biskupów – dopowiadał Zbigniew Miecznikowski.

Reklama

Z ciekawszych pochówków trzeba wspomnieć o tym z umieszczoną po lewej stronie osoby zmarłej, na wysokości bioder, szpilą pierścieniowatą z XII lub XIII w. Zachowała się z pochewką. Co więcej, ta płocka szpila jest praktycznie identyczna do tej odnalezionej na cmentarzysku w Dziekanowicach, tuż przy przeprawie mostowej na Ostrów Lednicki. Do czego ta szpila mogła służyć, czy do spinania szat, a może jako rodzaj podręcznej broni? Umieszczenie płockiej szpili wskazuje bardziej na narzędziowy charakter niż na ozdobę. Poza tym jej ciężar mógłby zniszczyć szaty.

Reklama

Czy to element magii ochronnej?

Zmarłych zwykle chowano w całunach tekstylnych wkładanych bezpośrednio do ziemi. Rzadkością były pochówki w trumnach. Do tej pory na średniowiecznej nekropolii znaleziono tylko jeden przypadek grobu z okuciami. Za to odszukano całkiem sporo gwoździ, które trafiły tam przypadkiem albo mogły być elementem magii stosowanej przez Słowian, aby chronić żywych przed powrotem zmarłych.

Na cmentarzysku znajdowano charakterystyczne dla epoki średniowiecza ozdoby słowiańskich kobiet: kabłączki skroniowe. Wśród nich wyróżniają się dwa puste w środku. – Takie kabłączki są bardzo wykwintne, ciężkie do wykonania, odlewane na pustym rdzeniu – tłumaczył archeolog.

Oprócz tego zmarłym wkładano do grobów pierścionki i szklane paciorki. Za tę najbardziej unikatową ozdobę uchodzi kolia z bursztynową zawieszką przypominającą krzyżyk. To pierwszy bursztynowy krzyżyk znaleziony na Mazowszu.

Wydobyto sporo noży, najczęściej umieszczanych po lewej stronie osoby zmarłej. Były też krzesiwa jako przedmioty codziennego użytku. Natomiast do rzadkich znalezisk na cmentarzach średniowiecznych należą grzebienie. A taki też trafił się na płockim cmentarzyku. Z jednej z jam wydobyto elementy wag szalkowych, uchwytów do nich, i plomby, co może wskazywać na istnienie placu targowego i odbywających się na nim przeróżnych transakcji.

Pochówek antywampiryczny? Niekoniecznie...

W jednym z grobów na granicy płockiego cmentarzyska spoczywała kobieta pochowana twarzą skierowaną ku ziemi. Do średniowiecznych pochówków nie pasował jeden szczegół, obrączka powstała w czasie nowożytnym.

– Wiele wyjaśniły badania metodą datowania węglem 14C. Okazało się, że to pochówek z XVIII w., a może nawet z XIX w. Dlaczego tę kobietę pochowano na tym cmentarzu? Czyżby istniała jeszcze jakaś pamięć o tej nekropolii? A może była ofiarą jakiejś zarazy albo morderstwa? W tamtym okresie były tam ogrody czy sady – przypominał archeolog.

Nie kusimy licha, tego nie ruszamy…

Mówił Zbigniew Miecznikowski o wykopie, który okazał się transzeją najprawdopodobniej z II wojny światowej.

– Przy pierwszym grancie przeżyliśmy krótkie chwile grozy, uciekając z wykopu i wzywając saperów. Oba granaty służyły do szkolenia. Aby jednak nie kusić licha, bo i tak jest tam już wszystko zniszczone, stwierdziliśmy, że wolimy nie ruszać tego miejsca.

Reasumując…

Odkryto niemal 360 grobów. – I nadal końca nie widać – twierdził Zbigniew Miecznikowski. Na cmentarzu pochowano zarówno kobiety, jak i mężczyzn, wydzielono strefy na pochówki dziecięce.

– Antropolodzy stwierdzili, że płockie społeczeństwo było dość dobrze odżywione. Blisko grodu książęcego nie odczuwano biedy – zaznaczył Zbigniew Miecznikowski.

Dlaczego istnienie cmentarzyska wiąże z kościołem św. Idziego, który miał być umiejscowiony u zbiegu ul. Tumskiej i Królewieckiej? Miecznikowski nie ma wątpliwości, że przy odkrytym cmentarzysku znajdował się kościół. Pytanie, czy akurat św. Idziego, czy jakiś inny, którego nazwa nie zachowała się w źródłach pisanych. Archeolog przekonuje, że kluczem do rozwiązania zagadki może być trakt na Płońsk przebiegający ze strony miejskiej bramy wyszogrodzkiej. I zarazem nieco przesuwa usytuowanie kościoła św. Idziego w stronę Wzgórza Tumskiego.

– Wydaje nam się, że ta lokalizacja w pobliżu cmentarzyska jest bardziej prawdopodobna od tej przyjmowanej do tej pory – uzupełnił Zbigniew Miecznikowski.

Poza samą lokalizacją, jest jeszcze jedna zagwozdka. Mianowicie czy ten kościół wykonano z cegły, czy z drewna. O wiele trudniej będzie odnaleźć ślady drewnianej zabudowy.

To jeszcze nie koniec

Na terenie objętym badaniami Akademia Mazowiecka przymierza się do budowy nowego budynku dydaktycznego. Muzeum Mazowieckie nawiązało współpracę z uczelnią, chcąc przebadać resztę terenu. Zostało dokończenie eksploracji rozpoczętej przez IPN. Ale to bruk kamienny najmocniej działa na wyobraźnię. – Może właśnie tam był ten kościół… – nie traci nadziei Zbigniew Miecznikowski.

– Myślę, że to miejsce jeszcze nieraz nas zaskoczy. Odnalezienie lokacji kościoła byłoby pięknym spuentowaniem archeologicznej przygody.

Jednocześnie z każdym podejściem przybywa odkrytych grobów.

– Uzgodniliśmy z Akademią Mazowiecką, że te szczątki z badań, już po analizach antropologicznych, zostaną złożone do ossuarium. Z tablicą, aby każdy wiedział, że tu znajdują się szczątki dawnych mieszkańców Płocka pochodzących z okresu średniowiecza, a pamięć o tym, co tu robimy, nie zanikła – dodał kierownik muzealnego działu archeologii.

Foto: Zdjęcia zaprezentowanych slajdów podczas spotkania w Muzeum Mazowieckim

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości