Po bardzo starym i zdecydowanie najdłuższym drewnianym moście w Europie pozostał dziś tylko śmieszny kikut, zwany dumnie tarasem widokowym. Jednak żaden ciekawy widok z niego się nie rozpościera.Przed oczami jawi się jedynie przedwiosenny krajobraz, brudna Wisła, zaniedbany, porośnięty krzakami amfiteatr. W oczy kłuje nowy most, który w założeniach dawał perspektywy rozwoju, miał sprawić, że życie w Wyszogrodzie ponownie zacznie tętnić. Tymczasem stało się zupełnie inaczej... Cała Polska, a nawet Europa do tej pory wiedziała, gdzie położony jest Wyszogród. Stary most był jego kosztowną w utrzymaniu wizytówką. Najwięcej kłopotów sprawiał na przedwiośniu. Co roku, na most napierała kra, tak skutecznie, że mieli mnóstwo roboty saperzy, kruszący lód trotylem, a przy okazji i mieszkańcy miasta, wstawiający w okna nowe szyby. Zabiegi o utrzymanie mostu czasami zawodziły. W połowie lat 90. zarwały się dwa przęsła. Na kilka tygodni usterka ta pozbawiła zawiślańskich mieszkańców bezpośredniej łączności z Wyszogrodem. Ucierpieli na tym m.in. dojeżdżający do wyszogrodzkiego liceum uczniowie zza Wisły, którzy do szkoły musieli dojeżdżać przez Płock lub Warszawę. - Co wiosnę było o nas w Polsce głośno - mówi mieszkaniec Wyszogrodu Jan B. Jego rodzina mieszka tu od wielu pokoleń. Czuł się emocjonalnie związany ze starą przeprawą. - Słychać było o Wyszogrodzie w radiu, pokazywali nas w telewizji. Mijało niebezpieczeństwo i znów słuch o nas ginął. Most był nieodłączną częścią miasta. Cały jego urok polegał na tym, że tak ciężko się po nim jeździło, a przechodzący po nim (w tym samym czasie) ludzie widzieli jak podskakują deski. Smutny koniec kładki dla pieszych i początek trasy tranzytowej Pomimo, że wielu wyszogrodzian darzyło stary most ogromnym sentymentem, nigdy nie doczekał się on należytego traktowania. Wciąż był wykorzystywany jednakowo, jako użytkowa przeprawa mostowa. - Choć pewnie wielu ludzi na naszym miejscu, zrobiłoby z niego atrakcję turystyczną -zaznaczają mieszkańcy. -Tym bardziej, że Wyszogród potrafi być bardzo urokliwym zakątkiem. Wszystkiemu winne były pieniądze, a właściwie ich brak. W końcu, bardziej opłacało się pobudować nowy most, po którym będą mogły przejeżdżać ciężkie samochody, niż utrzymywać zabytek, jako kładkę dla pieszych. Obecny most nie jest żadnym cudem architektonicznym. Nie jest nawet wizytówką miasta. Przebiega obok Wyszogrodu i skutecznie zabiera cały ruch z miasta na trasy przelotowe Płock -Warszawa i Płońsk - Sochaczew. Wyszogród został pozostawiony sam sobie. Mieliśmy nadzieję, że dzięki niemu dużo się zmieni - podkreśla Piotr K., który w Wyszogrodzie tylko nocuje. Pracuje na budowach w Warszawie. - Po części dlatego, że odciąży się znacznie most w Płocku, dzięki czemu w naszym mieście wielu przejezdnych się zatrzyma, być może ktoś się zainteresuje, może nawet zainwestuje. A on nam wszystko zabrał. Stary przynajmniej był zabytkiem jedynym w Europie. To coś znaczyło. Teraz nic nie mamy. Ruch w mieście pojawił się do chwili, gdy nie powstała nowa przeprawa. Było spore zainteresowanie demontażem, potem umiejscowieniem nowego mostu. Robotnicy z firm budowlanych wprowadzili w mieście spore ożywienie. Musieli przecież gdzieś mieszkać i gdzieś się zaopatrywać. Jednocześnie rozwiali nadzieję mieszkańców na choćby chwilowe zatrudnienie. Nikt nie ma szans w „zapadłym miasteczku” Tym bardziej, że bezrobocie jest poważnym problemem w Wyszogrodzie. Według danych na zasiłku dla bezrobotnych przebywa 20% społeczności. W praktyce wydaje się jednak, że jest to o wiele większa liczba. Co bowiem można robić w mieście, w którym nie istnieje żaden przemysł? - Ludzie pracy szukają w Warszawie - dowiaduję się od pani ze sklepu spożywczego z Rębowskiej - ulicy najchętniej odwiedzanej w Wyszogrodzie. - Muszą wstawać codziennie o trzeciej rano, by dojechać na budowy, czy do fabryki FSO, choć i to się powoli kończy. Jeśli jednak gdzieś się złapią, to i tak zarabiają marne grosze. Ale cieszą się, że nie siedzą w domu. Młodzi, jak tylko, gdzieś w Polsce znajdą pracę, wyjeżdżają i nie myślą o powrocie, bo tu nie ma żadnych perspektyw i raczej ich nie będzie. Tak wygląda życie jej najbliższej rodziny. Mąż dojeżdża do Warszawy, dzieci jeszcze się uczą. Zapowiadają jednak, że w przyszłości nie mają zamiaru kończyć, jak ich rodzice w tym „zapadłym miasteczku”. Wszyscy sprzedają, nikt nie kupuje Nie każdy może stąd wyjechać. Co bardziej przedsiębiorczy otworzyli własne sklepy i punkty usługowe, dzięki czemu w gminie działa 228 podmiotów gospodarczych, z czego aż 196 zajmuje się handlem i usługami. Warto tutaj zaznaczyć, że sam Wyszogród liczy około 3 tysięcy mieszkańców. -Co krok to sklep. Jest tu wszystko: wypożyczalnie kaset video, trzy kwiaciarnie, mnóstwo sklepów chemicznych, czy spożywczych. Wszyscy sprzedają, niewielu kupuje. Obroty ciągle spadają... Dzięki nowej przeprawie miał się w mieście zrobić ruch, tymczasem nic z tego - skarżą się wyszogrodzianie. Zostali tu tylko autochtoni. Znają się od pokoleń. Z dnia na dzień ogarnia ich, nie tylko z powodu braku pracy, słuszny małomiasteczkowy marazm. - Jedni się rodzą, inni umierają. Tylko to się zmienia, a Wyszogród wciąż jest taki sam. Jest coraz gorzej, nic nie idzie na lepsze. Młodzi nie mają żadnej możliwości rozwoju, a tym bardziej żadnych rozrywek. Zlikwidowano wszystkie lokale. Te, które pozostały, są na niskim poziomie. Raz do roku są wielkie Dni Wisły i na tym koniec. Gdyby nie szkoły: Podstawówka i Gimnazjum zbierające dzieci z całej gminy, czy Liceum, to Wyszogród dawno by już wymarł. Pokończyły się firmy dające możliwość zatrudnienia na większą skalę. Jeżeli nie zostanie otwarty tutaj jakiś zakład, to nie wiemy, co dalej z nami będzie - narzekają mieszkanki: Anna B. i Agnieszka Z. Obie młode kobiety, żeby nie siedzieć bezczynnie w domu, zajęły się opieką dzieci swoich znajomych. Miało to być zajęcie chwilowe, tymczasem okazuje się, że nie mają żadnej innej możliwości zarobku. Przyszłe zagłębie turystyczno-rekreacyjne Nie wszyscy tak uważają. Nauczyciele uczący w Liceum Ogólnokształcącym w Wyszogrodzie twierdzą, że brak perspektyw i małomiasteczkowy marazm nie jest wynikiem braku mostów. W całym kraju źle się żyje, dlaczego więc w Wyszogrodzie ma być lepiej? - pytają. -Wszędzie jest bezrobocie, trzeba się z tym pogodzić, a nie całą winę zrzucać na to, czy w Wyszogrodzie jest most, czy go nie ma. Urząd Gminy, starając się zapobiec pogarszającej się sytuacji, ogłasza możliwość kupna i dzierżawy gruntów od rolników, by rozwijać się pod kątem rekreacyjno-turystycznym. Jest tu wiele urokliwych jarów i zakątków, które warto wykorzystać. Przemawia za tym także niewielka odległość od Płocka (40 km) i Warszawy (70 km). Plan zagospodarowania przestrzennego gminy i terenu miasta przewiduje tereny pod działalność gospodarczą, usługową i budownictwo jednorodzinne. Inwestorzy mogą tu liczyć na ulgi podatkowe, w zamian za zlokalizowanie na terenie gminy swoich inwestycji oraz zatrudnienie miejscowej ludności. Problem tylko jak ich do Wyszogrodu sprowadzić. Wyszogród ma 1000 lat. Obok Płocka, Czerwińska i Czerska należy do najstarszych grodów Mazowsza. Prawa miejskie otrzymał w 1398 roku za sprawą księcia Janusza I. Był to też okres największego rozkwitu. Przyczyniły się do tego m.in. liczne przywileje królewskie. Miasto było znaczącym ośrodkiem sukiennictwa na Mazowszu. Swego czasu istniał w Wyszogrodzie port handlowy, przewóz przez Wisłę, handlowano tu zbożem, cukrem i wyrobami drewnianymi. W latach potopu szwedzkiego (1655-1660), a następnie w wyniku pożaru, miasto znacznie podupadło. Po drugim rozbiorze Polski zagarnęli je Prusacy. Poprawa stanu gospodarczego nastąpiła dopiero w XIX wieku dzięki rozbudowie zakładów przemysłowych i handlu zbożem. W latach międzywojennych notuje się znaczny wzrost zaludnienia, w 1939 roku Wyszogród liczył 6.379 mieszkańców. Za to w roku 1946 liczba mieszkańców wynosiła 2.276 osób. Obecnie żyje tu około 3 tysięcy osób. Wszystko przez dwa mosty Dziś Wyszogród może pochwalić się Biblioteką Publiczną, Oddziałem Towarzystwa Naukowego Płockiego, Przychodnią Rejonową, Domem Pomocy Społecznej, apteką, kościołem, bankiem. Ma również nowoczesną oczyszczalnię ścieków, stację uzdatniania wody, kanalizację sanitarną, wodociągi. Czy to wystarczy, by miasto się rozwijało, a przynajmniej odżyło? Tego na dzień dzisiejszy nikt nie wie. Najgorsze, że niewielu w to wierzy, a jeszcze mniej chce ten stan rzeczy zmienić. A to wszystko przez dwa mosty... Blanka Stanuszkiewicz fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze