Reklama

Kandydat na Mistrza Polski

19/04/2006 12:38
Po raz pierwszy usiadł na motocyklu gdy miał 3 lata. – Wsiadłem na czterosuwa i podjechałem pod górę – wspomina ze śmiechem Piotr Zalewski. - Byłem przerażony, ale to był mój pierwszy sukces. Wtedy połknąłem bakcyla motocrossu, bardzo mi się to spodobało. Dziś ma 16 lat, jeździ w najlepszej polskiej drużynie Jastrząb Lipno, a fachowcy twierdzą, że będzie wkrótce Mistrzem Polski. Od września rozpoczyna naukę w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Płocku.
Piotr uczy się w III klasie Gimnazjum w Nowym Duninowie, ale najważniejszy w jego życiu jest motor. Pierwszym nauczycielem był ojciec, wielbiciel sportów motocyklowych. Kiedy okazało się, że syn potrafi już więcej, niż zdołał się nauczyć tata przez całe życie, trzeba było poszukać klubu.
– Najbliższy klub był w Lipnie, wtedy jeden z najlepszych w Polsce – wspomina tata. – Piotr uczył się jeszcze w IV klasie w podstawówce w Soczewce. Pojechaliśmy do Lipna, do trenera i prezesa klubu, Jerzego Zielińskiego. Tak się zaczęła współpraca, która trwa do dziś, a została zwieńczona drużynowym tytułem Mistrza Polski Jastrzębia Lipno. Mój syn miał swój spory udział w tym sukcesie.
Piotr rozpoczął starty w 2003 roku na starym Kawasaki w klasie 80. W pierwszym sezonie wywalczył wicemistrzostwo okręgu bydgoskiego i VI miejsce w strefie północnej. Następny sezon, rok 2004, to już I klasa Gimnazjum i nowy motor, Yamaha YZ-85. – To był dla mnie pechowy rok – opowiada Piotr. – Złamałem wtedy obie ręce, obojczyk i nogę. Mimo tego był to niezły sezon, bo znalazłem się w czołówce. W Mistrzostwach Polski byłem szósty, z szansą na IV miejsce. Niestety, tydzień przed ostatnią rundą złamałem nogę i ostatecznie byłem dziesiąty.
W sezonie 2005 miał numer startowy 10, za 10 miejsce w Mistrzostwach Polski i nowy motocykl Suzuki RM-80. Był to motor seryjny, bez żadnych ulepszeń, wart około 19 tys. zł. Połowę tej sumy musieli zapłacić rodzice, drugą dołożył klub. – Na torze rywalizowałem z zawodnikami, którzy mieli motory „kręcone na maksa”, czyli ulepszone, warte około 100 tys. zł – tłumaczy Piotr. – Dla mnie taki motor to na razie senne marzenie. Jednak mogę śmiało powiedzieć, że walczyłem z nimi jak równy z równym, wygrałem wiele crossów, a na swoim koncie mam sporo tytułów.
Sezon 2005 roku zakończył się dla Piotra tytułami: Międzynarodowego Mistrza Polski w pucharze PZM, Zespołowego Mistrza Polski, wicemistrza w Supercrossie, wicemistrzem okręgu bydgoskiego, mistrza strefy północnej. Wywalczył także IV miejsce indywidualnie w Mistrzostwach Polski i otrzymał wiele pucharów jako sportowiec reprezentujący Lipno. Między innymi otrzymał puchar dla najlepszego zawodnika z Lipna, puchar burmistrza Lipna, marszałka województwa kujawsko – pomorskiego i starosty lipnowskiego.
Widać z tego, że poprzedni sezon zakończył się sukcesem, choć Piotr ma tylko seryjny motor. A ponieważ spodobało mu się wygrywanie, ma zamiar być najlepszy także w tym sezonie, w 2006 roku. – Przeszedłem do klasy 125 junior i senior, a startować będę na Suzuki RM-Z 250.4T – mówi. – Będę startować, między innymi, w trzech eliminacjach Mistrzostw Europy 125 junior i w kwalifikacjach do Mistrzostw Europy 125 senior.
Do startów jest bardzo dobrze przygotowany. W styczniu był na zgrupowaniu kondycyjnym w Cetniewie, potem w szkółce MX-motocross we Frankfurcie, gdzie jeździł na torze supercrossowym na hali. Pierwszy start zaplanowano na 23 kwietnia. W Lidzbarku Warmińskim odbędzie się I runda Pucharu PZM i I runda Mistrzostw Polski. Będzie więc okazja sprawdzić, jak jeżdżą rywale i planować dalsze starty.
Motocross to bardzo droga dyscyplina sportu i tak na dobrą sprawę, większość kosztów ponoszą rodzice. Klub daje 10 tys. zł na sezon i te pieniądze muszą wystarczyć na paliwo, na starty. – Jeśli zdarzy się awaria sprzętu, a Piotr ma tylko jeden motocykl, to trzeba zabrać innemu zawodnikowi pieniądze, by wyremontować jego pojazd – mówi tata.
Rodzice zadbali o ubiór, a koszty jego elementów, to spore pieniądze. – Piotr musi mieć najlepsze ubranie, bo dzięki temu jest bezpieczniejszy – dodaje mama, Barbara. – Same buty kosztują około 1300 zł, a kask – 1700. Na pytanie, czy nie boi się, że syn może odnieść kontuzję, odpowiada: – Dla mnie najgorszy jest start, jak się uda, to dalej jestem spokojna. Wiem, że to bardzo niebezpieczny sport, najtrudniej jest stać spokojnie na mecie, jak słychać, że jeżdżą karetki. A jeździ ich sporo w czasie crossu.

Rady Dziadke skauta
Piotr ma przed sobą wspaniałą karierę. Doskonale wiedzą o tym także najlepsi polscy trenerzy, którzy jeżdżą na zawody i szukają talentów. Obok Jerzego Zielińskiego, trenera z Lipna, zajęcia z Piotrem mają także trenerzy kadry Marian Zupa i Marcin Wójcik. Obaj trenerzy mieszkają w Gdańsku i jak zawody są w północnej Polsce, to oni udzielają rad. W Żorach koło Katowic pracuje Walter Stępiński, również utytułowany jako zawodnik, który z kolei udziela rad i pomaga wtedy, gdy zawody są na południu kraju.
Jedną z barwniejszych postaci polskiego motocrossu jest Mistrz Świata sprzed 50 lat, na którego wszyscy mówią Dziadek Skaut. – On sam wybiera sobie zawodników, którym udziela rad i to jest wielki zaszczyt i wyróżnienie dla motocyklisty – mówi Robert Zalewski. – Dziadek zainteresował się Piotrem.
Nie ulega wątpliwości, że Piotr Zalewski ma talent i ten talent znakomicie rozwija. Niestety, jak to zwykle bywa, potrzebuje pieniędzy. Szuka sponsora, który pomógłby w zakupie drugiego motoru, może umożliwił wyjazdy na zagraniczne tory. Klub zgodził się na to, by miał, prywatnego sponsora. Reklamy można umieścić na koszulce i na samochodzie, którym jeżdżą po kraju, na zawody.
– To niebezpieczny sport, tylko dla bogaczy – dodaje Robert Zalewski. – My inwestujemy w karierę syna wszystko, czym dysponujemy. Klub jest biedny i stać go tylko na niewielką pomoc. Za zdobycie tytułu Drużynowego Mistrza Polski, co było ogromnym sukcesem, zawodnicy otrzymali po 500 zł premii. My wcale się nie skarżymy, staramy się robić wszystko, by Piotr mógł startować i wygrywać.
W karierze Piotra pomaga także szkoła, najpierw była to podstawówka w Soczewce, teraz Gimnazjum w Nowym Duninowie. – Jestem bardzo wdzięczny nauczycielom za pomoc – dodaje Piotr. – Za to, że nie pytają mnie po powrocie z zawodów, pomagają przygotować się do klasówek, poświęcają mi więcej czasu niż innym kolegom. Dyrektor Gimnazjum, Marek Wiącek, daje mi duże wsparcie. Gdyby nie to, moja kariera nie mogłaby się tak rozwijać.
Czekamy na odzew od sponsorów. Może warto zainwestować w karierę chłopaka z Soczewki, który od września będzie uczniem Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Płocku. – Mój trener mówi, że era talentu już się skończyła. Teraz czeka mnie ciężka praca i ciężkie pieniądze, bo bez tego na sukces w Polsce, a potem w Europie i na świecie, nie mam co liczyć. Jestem na to gotowy – kończy rozmowę Piotr Zalewski. A my życzymy sukcesów utalentowanemu szesnastolatkowi.

Jola Marciniak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości