Kanadyjka to nie tylko urocza mieszkanka ogromnego państwa położonego w Ameryce Północnej, ale również łódź. Pierwowzorem dla niej była łódka budowana przez Indian. Jest nieco szersza od kajaka i napędzana wiosłem o jednym piórze (pagajem). W Kanadzie posiadanie łodzi jest silnie uzasadnione, gdyż na terenie tego rozległego państwa znajduje się około 2 mln jezior, co stanowi ok. 8 proc. powierzchni kraju. Jednym z większych kanadyjskich jezior jest Jezioro Świętego Jana, które nazwę przyjęło od swojego europejskiego odkrywcy, jezuity Jeana de Quena. Na terenie francuskojęzycznej Kanady zajmował się nawracaniem Indian, głównie należących do Irokezów i Huronów. Metoda pracy Jeana nie polegała na ocenie ich kultury, ale na głębokim, empirycznym jej poznaniu. Dopiero w następnej kolejności przybliżał im katolicyzm, i to w ich własnym języku. Relacje etnograficzne tego jezuity na temat nawracanych ludów są na tyle dokładne i rzetelne, że do dzisiaj stanowią cenne źródło wiedzy, często wykorzystywanej w badaniach antropologicznych.
Obecnie jezioro Jeana de Quena doczekało się swojego deseru, który podany w odpowiednim naczyniu przypomina jego taflę.
Wykonanie:
Kostki chałki przekładamy do miski i mieszamy ze stopionym masłem, 3 łyżkami cukru i cynamonem. Natłuszczamy naczynie żaroodporne. Z pokrojonej chałki wykładamy spód zapiekanki. W osobnej misce mieszamy jagody z sokiem cytrynowym i pozostałym cukrem. Tak przygotowane rozkładamy równomiernie na warstwie z chałki. Przekładamy zapiekankę do piekarnika rozgrzanego do 180 st. C na ok. 30 minut. Zapiekanka ta doskonale komponuje się z lodami waniliowymi.
Potwór z kanadyjskiego Jeziora Okanagan to po szkockiej Nessi najbardziej rozpoznawalny potwór świata. Próby udokumentowania istnienia tego stworzenia sięgają XIX wieku. Wówczas regularnie pojawiały się historie ludzi, którzy widzieli stworzenie o końskim łbie i 7-metrowym ciele. Indianie też nie zachowywali się tak, jakby wątpili w jego istnienie. Pływając po jeziorze, zawsze mieli w łodzi małe stworzenie, które wyrzucali za burtę, gdy z wody wyłaniał się Ogopogo (Indianie zwali go Naitaka). Realności opowieściom o potworze przydało znalezienie w 1914 roku na brzegu jeziora rozkładającego się ciała zwierzęcia o długości 5–6 metrów z ogonem i płetwami. Jednak przedstawiciele nauk przyrodniczych nie dali wiary tym dowodom, nie uwierzyli również indiańskim opowieściom. Sugerowali jedynie, że w niektórych przypadkach obserwatorzy stwora mogli zauważyć prymitywnego walenia (żyjącego w słodkich wodach, czyli bazylozaura), a w innych dużego jesiotra bądź kłodę drewna. Zatem wśród naukowców nie ma zgody, aby potwierdzać istnienie słabo udokumentowanych potworów. Wiele błędnych teorii naukowych, entuzjastycznie przyjętych przez świat naukowy, zdaje się wskazywać, że środowisko to preferuje „dziwa” powstające w ludzkich głowach, nad te z jezior.
dr Izabela Chudzyńska etnolog, antropolog jedzenia
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze