Tegorocznej matury nie zdało w pierwszym podejściu aż 26% uczniów. Średnie z wielu przedmiotów na poziomie rozszerzonym oscylują w okolicach 30-40%, przykładowo z matematyki 31%, z biologii 33%, z geografii 33%, z chemii 35%, z fizyki 37%, z historii 37%, z informatyki 38%, z wos-u 28%. Słabo wypadł w tym roku język polski (na poziomie rozszerzonym 49%), w niektórych liceach nie zdało egzaminu po kilkanaście osób, co na tle lat wcześniejszych jest wynikiem wyjątkowo kiepskim. Dyrektor jednego z liceów krakowskich żalił się, że w jego szkole języka polskiego nie zdało ok. 30% uczniów. Czy to są owoce nauczania zdalnego, czy też polska szkoła uczy źle, a jeśli tak, to dlaczego? Nauczanie zdalne z pewnością jakiś wpływ na wynik miało, ale pewne zjawiska implantowane w polskiej edukacji psują ją od 20-30 lat. Obniżenie poziomu nauczania widzą w zasadzie wszyscy poza urzędnikami i samorządowcami, czyli ludźmi odpowiedzialnymi za organizację oświaty. Przepełnione klasy (dobijamy w Płocku do stanu z okresu powojennego – 36 osób w klasie to nasz „standard europejski”), fatalne podręczniki, które nie nauczą, kiedy nie nauczy nauczyciel, słabo opłacani jak w jakimś trzecioświatowym bantustanie nauczyciele, fatalne metody nauczania (rąbanie testów, pisanie na głupie, pozbawione sensu tematy) – to wszystko psuje polską oświatę i będzie psuć ją nadal, bo nie widać ani po stronie władzy, ani po stronie opozycji pomysłu na mądrą szkołę. To tyle w temacie.
Szkoła jest stracona, może więc przynajmniej o zdrowie zadbamy. Oczywiście Covid przyczajony czeka na kolejny atak, który na pewno nastąpi jesienią, aby wesprzeć restrukturyzację świata pod dyktando bogaczy. Ale nie jakichś tam „bogaczy” z PiS-owskiej „klasy średniej” za 3-4 tysiące brutto, tylko prawdziwych towarzyszy globalistów, którzy na pandemii robią pierwszorzędne interesy, w czym im tak gorliwie pomagają nasze narodowo-katolickie władze przy haniebnym wsparciu Kościoła. Nagonka na poczciwego lekarza z Przemyśla, który nie przez telefon, ale osobiście leczył amantadyną, nie dopuszczając do rozwoju choroby do stanu, który wymagał hospitalizacji, wszczęta aktualnie przez Rzecznika Praw Pacjenta dowodzi, że w tej sprawie nie chodzi o dobro chorych, tylko o biznesy wielkich tego świata, którzy zaprzęgli do misji zbawiania ludzkości środowisko medyczne, a teraz kościelne. Nawet porządnych badań klinicznych dotyczących tego leku nie zdołali przeprowadzić Państwa zbawcy, choć mieli na to ponad półtora roku. Tymczasem z Chin nadeszły wieści o zbawiennych skutkach stosowania amantadyny w pierwszej fazie choroby. Hamuje replikację wirusa i rozwój stanów zapalnych w obrębie płuc. Czy ten policzek wymierzony naszym pyszałkowatym „ekspertom” zmieni coś w Państwa podejściu do całej awantury covidowej? Wątpię.
I na koniec z innej beczki. Finał EURO pokazał, że cały ten zachodnioeuropejski humanizm z tolerancją jako najświętszą wartością nowego świata jest cieniutki jak banieczka mydlana. Prysnął jego czar, gdy czarnoskóry nie strzelił karnego. W wytresowanych tolerancjonistach odezwały się rasistowskie hieny. U nas też pełno takich, którzy tolerują wybiórczo, najpierw siebie, potem modne mniejszości, dalej głupie idejki, a nie tolerują prawdy i tych, którzy mają odwagę mówić prawdę. Ale ponieważ prawda nie jest w cenie, a na upadek oświaty po cichu godzą się wszyscy, to już tak musi być, że to, co logiczne i prawdziwe, ale niezgodne z obowiązującą „linią” ideologiczną, musi przegrać. Ten tryumf zniewalających ideologii w czasach panowania liberalizmu powinien zastanawiać, zaszczepionych i niezaszczepionych, i to zanim zostaną przez politycznych gnojarzy skutecznie podzieleni i napuszczeni na siebie.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze