Powietrze rozgrzane słońcem i polana pełna poziomek mieniących się niczym rozsypane czerwone korale. Ten obraz to kwintesencja lata, młodości i wszystkiego co mogłoby być, gdyby los potoczyłby się inaczej. W szwedzkim filmie Ingmara Bergmana (1957) „Tam gdzie rosną poziomki” te czerwone owoce stały się „narzędziem” budzącym wspomnienia u 80-letniego profesora Isaka Borga. Jadąc do Lundu, na swój jubileusz naukowy, trafia na polanę pełną poziomek. Tam wraca wspomnieniami do Sary, kobiety która ku jego nieszczęściu wybrała na męża jego brata. Od tej pory Isak koncentruje się na tym, aby już nikt nigdy go nie zranił, przez co staje się oschły i beznamiętny. Niestety często lęk przed bólem tak bardzo pęta nasze uczucia, że możemy je uwolnić dopiero w podeszłym wieku (ot taki szwedzki optymizm, wedle którego na finiszu życia budzimy się do życia). Szkoda, wszak fajnie jest przeżywać emocje, śmiać się i płakać, upadać i podnosić się. Wszystko to lepsze niźli bezpieczne i beznamiętne „nic”. Tak jest w życiu, a w kuchni owo „nic” czasami całkiem przyjemnie smakuje, choćby przykładowo taka letnia zupa „nic”.
Zupa „nic”
(przepis pochodzi z książki Danuty Wyrybkowskiej wydanej w 1937 roku w Żninie pt.”Praktyczna kuchnia domowa”)
Skład:
·
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze