Trudno studiować w Płocku, gdy lokalny rynek uznaje w pierwszej kolejności osoby, które mogą się pochwalić dyplomami uczelni toruńskich lub warszawskich. Problem jest też z wyborem kierunku. Jest już za dużo menadżerów, ekonomistów, pedagogów. Mimo to w Płocku studiuje obecnie 15 tysięcy studentów. Między Politechniką, Włodkowicem i PWSZ odczuwalne są wyraźne podziały. Wydawałoby się, że zintegrować studenckie środowisko mogą juwenalia. Tymczasem to doroczne święto nie wszystkim studentom przypada do gustu. Skarżą się, że ciągle powtarzany jest program, że płocczanie są im mało przychylni, że wszystkie płockie kluby są takie same, a do tego zawsze mogą liczyć na to, że w czasie juwenaliów spadnie deszcz. Może jednak nie do końca mają rację. Ostatnie juwenalia mogły zadowolić największych malkontentów. Były super.
Podczas juwenaliów w pełnej okazałości poznajemy naszych żaków. Już od bladego świtu wychodzą tłumnie na płockie ulice. Tradycyjne myto najbardziej denerwuje kierowców, spieszących rano do pracy, a zatrzymywanych przez poprzebieraną brać studencką. Młodzi zbierają na dobrą zabawę i ludzie, którzy znają studenckie życie, zazwyczaj wrzucą parę groszy. Czasem bywa jednak i tak, że Straż Miejska nie pozwala na praktykowanie tego zwyczaju. – Byliśmy siłą odciągani – twierdzą studenci.
Na szczęście pomysłów na pozyskanie datków młodym nie brakuje. Połyskująca i opatulona od stóp do głów w folię do pieczenia ciasta brać pojawiła się przed Championem. Zbierali datki od zaskoczonych, a czasem nawet przerażonych przechodniów na „juwenalia nie z tej ziemi”. Inni w strojach ludowych i z wiklinowym koszyczkiem pojawiali się w płockich instytucjach i na rynkach. Ludzie dawali, co mieli. Nawet jajka. – Teraz możemy iść do akademika zrobić jajecznicę – żartowali studenci.
Korowód z obstawą
W tym roku faktycznie udało się zrobić juwenalia nie z tej ziemi. Program był bardzo napięty. Przebrany korowód z płockich uczelni wraz z paradą motocykli i samochodów zabytkowych zjawił się w piątek na Starówce. Tu Anna Nowacka, przedstawiciel samorządu, odebrała z rąk Mirosława Milewskiego prezydenta Płocka symboliczny klucz do bram miasta. Obiecała, w imieniu wszystkich studentów, czterodniowe wesołe rządy. Wystąpił ludowy zespół Masovia, działający przy Politechnice Warszawskiej. Żeby integracji płockich uczelni stało się zadość, zaproszono do wspólnych występów inne zespoły m.in. cheerledarki z „Impresji”, tańczące w Szkole Wyższej im. Pawła Włodkowica.
Potem ożyły lokale: Góral, Zamek Graala, Forma, Fan Film czy Rodeo. W sobotę, kto miał jeszcze siły, szedł na sportowe imprezy organizowane przy „Wcześniaku”, albo na dyskotekę w „Rytmie”. – Najlepiej chodzić w gronie sprawdzonych przyjaciół, wtedy każda impreza jest fajna – zaznaczają studenci z Politechniki.
I tak z imprezy na imprezę, aż tłumnie wszyscy zebrali się na niedzielnym koncercie, który początkowo przez ulewny deszcz stał pod wielkim znakiem zapytania. Udało się grupie Indios Bravos rozruszać wszystkich słonecznymi rytmami reaggee. Potem gwiazda – T. Love, to było to, na co wszyscy czekali. Ludzi było znacznie więcej niż na ubiegłorocznym występie Hey. Muniek nie oszczędzał się ani przez chwilę. To koniec juwenaliów, ostatnich luźnych dni i początek przygotowań do sesji egzaminacyjnej.
Hektolitry kawy z dymem
– Rzadko który student uczy się systematycznie. To wielkie wyjątki, choć znam takie na swoim roku. Najwięcej nauki pozostaje w ostatnią noc przed egzaminem. Nie pomaga już wtedy ani kawa, ani papierosy. Trochę pomagają napoje energetyzujące. Do ostatniej sesji zakuwaliśmy z kumplem z roku tylko to, co było najważniejsze – tłumaczy Monika. Jest na trzecim roku pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej.
Jak to się kończy? – Mnie się zazwyczaj udaje. 4,5 i do przodu – śmieje się Monika. Chciała studiować psychologię w Warszawie. Wybrała jednak Płock.
– Powodem były ograniczone finanse – tłumaczy. Nie żałuje wyboru. W PWSZ nie przeżywa stresów, choć na pierwszym roku, przez dużą ilość przedmiotów wydawało się, że będzie ciężko. – To mój ostatni semestr w tej uczelni. Piszę pracę licencjacką i szkoda, że nie mogę zrobić tu magisterium.
Agnieszka, również z pedagogiki, pisze na temat realizacji programu wychowania w ośrodku opiekuńczym przy ul. Otolińskiej. Ma już trzy rozdziały i wstęp i trochę mniej czasu pozostaje na życie studenckie.
Dziewczyny na pierwszym roku mieszkały w akademiku PWSZ. – Tam nie da się uczyć, choć prowadzi się świetne, rozrywkowe życie. Przed sesją zbieraliśmy się w świetlicy. Ktoś grał na pianinie, saksofonie i na bębnach. Bawiliśmy się tak do 4.00 nad ranem. Byłam potem na stancji. Tej też nie polecam, bo zazwyczaj się kończy w pokoiku u rodziny, albo u starszej babci, która pod twoją nieobecność myszkuje po wszystkich rzeczach. Zawsze przeszkadzają jej późne powroty, ale nie pozwoli dorobić kluczy do zamków. Teraz z innymi studentkami wynajmujemy mieszkanie. Każda ma swój pokój i jest okey – opowiada Agnieszka. Koszt miesięcznego utrzymania wynosi 360 zł. Dochodzą do tego wydatki na ksero, bo na książki studenci pieniędzy nie wydają. Znaleźć dodatkową pracę w Płocku jest bardzo trudno. Czasem udaje się dorobić parę złotych przy organizacji imprez.
Co studentki będą robić dalej? Jeśli uda się znaleźć pracę w Płocku, to dobrze, jeśli nie, Agnieszkę czeka wyjazd za granicę.
– Na razie dobrze bawię się na tegorocznych juwenaliach. Choć jest to święto wszystkich płockich studentów, to jednak nie czuć tej jedności między nami. PWSZ może dogadać się z Politechniką. Z Włodkowicem raczej już nie.
Spadochroniarze
i nafciarze
– Politechnika, dzisiaj baluje/ dziś tańczy, dziś śpiewa, dziś wódkę polewa/ i niczym się nie przejmuje? – śpiewa Julka. W tym roku kończy wydział chemiczny na Politechnice Warszawskiej. Podczas studenckiego święta nie myśli o pracy magisterskiej i świetnie bawi się w towarzystwie zgranej paczki. Wspólnie z Ulą i Markiem podkreślają, że Politechniaka jest najlepsza. – Jest nas dużo i jesteśmy wszędzie. Od studentów pozostałych płockich uczelni odczuwamy dystans – podkreślają studenci. Twierdzą również, że podziały między uczelniami potęgują wykładowcy, którzy pracują też w innych uczelniach. – Nie raz mówią o poziomie naszym i innych.
Ula mieszka 20 km od Płocka. Trudno byłoby dojeżdżać codziennie na wykłady. Wybrała więc akademik „Wcześniak”. Również tutaj codzienne życie to zabawa i to zarówno na korytarzach, jak i w pokojach. Mieszkają tu „spadochroniarze” z Warszawy, którzy się nie dostali na studia w stolicy oraz studenci z okolicy Gostynina, czy powiatu ciechanowskiego. Jednak na roku z Ulą, Markiem i Julką są głównie ludzie z Płocka i okolic. – Większość rodziców pracuje w Orlenie. Chcemy utrzymać ciągłość i rodzinne tradycje nafciarzy – śmieją się studenci.
Czeka ich trudna sesja, ale już nie narzekają. Wszystko można przejść, jeśli ma się odpowiednie podejście. – Przed egzaminem całą noc uczyłam się z dwoma kolegami i tylko ja zaliczyłam – zaznacza Julka. Podobno nie warto też narzekać na wykładowcę swego, bo można mieć gorszego. Są jednak tacy, którzy zapadają w pamięć poprzez ciekawe wykłady. Dla Julii jest to dr Marzena Majzner, a dla Uli dr Zdzisława Cisicka.
Kończą studia i mają nadzieję znaleźć pracę. Kontakty między sobą na pewno będą utrzymywać. – Poznaliśmy się na pierwszym roku. Na początku było nas więcej. Najfajniejsi często jednak szybko odpadają – dodają z żalem.
Z opinią, że we Włodkowicu jest najłatwiej studiować nie zgadzają się osoby, które muszą tam zdawać egzaminy i przechodzić sesje. – U nas też ludzie nie zdają, co świadczy o tym, że wszyscy bez wyjątku muszą się uczyć. Owszem, płacimy za swoją naukę, ale może dzięki temu bardziej cenimy swój czas spędzony na studiach. Możemy za to uczestniczyć w wykładach prowadzonych przez najlepszych specjalistów w kraju. Można nam tego pozazdrościć – tłumaczy Magda, studentka drugiego roku Zarządzania i Marketingu, dodając że to od samych studentów zależy, czy chcą się uczyć i zdobyć jak najlepszą wiedzę, czy przejść gładko, ucząc się jedynie tego co najważniejsze, żeby „jakoś” egzaminy zaliczyć.
Studenci płockich uczelni zgadzają się tylko w jednym punkcie, że Płock jeszcze nie jest miastem studenckim, choć ma na to duże szanse, ale dopiero być może za 10 lat. Twierdzą też, że mimo wszystko juwenalia zbliżają studencką brać.
Blanka Stanuszkiewicz
fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze