– Jestem chory psychicznie, zdiagnozowano mnie w 1999 roku. Moje życie nie było łatwe, bo musiałem sobie radzić z chorobą, i z codziennymi problemami. Niektórzy mówią, że jestem zdrowy, że tylko udaję, ale nikt nie siedzi w mojej głowie i nie wie, co się tam dzieje. Próbowałem popełnić samobójstwo, nie widziałem szans na życie, ale się nie udało, widocznie muszę dźwigać swój krzyż – mówi mężczyzna, który przedstawia się jako Bogdan i twierdzi, że jest schizofrenikiem.
Wchodzi do pokoju dyżurującego dziennikarza. Jest zadbany, choć wyraźnie widać, że nie jest klientem sklepów z nową odzieżą. Czyste, ale bardzo zniszczone buty, bluza i nieodgadniony wyraz twarzy. Zdecydował się opowiedzieć swoją historię, bo wie, że sam sobie nie poradzi z problemami. Może ktoś znajdzie rozwiązanie, by ulżyć takim jak on?
Schizofrenię zdiagnozowano u niego w 1999 roku w Szpitalu Miejskim w Płocku. Ale nie był to wyrok, nikt nie kazał mu leżeć, próbował radzić sobie po swojemu. Trochę pracował, założył rodzinę, przyszły na świat dzieci, potem się rozwiódł, teraz nie utrzymuje z nimi żadnych kontaktów.
Oczywiście leczył się, dostawał lekarstwa. Bywało, że leżał w łóżku i patrzył tylko w sufit, niezdolny do działania, a bywało i tak, że pracował, zakładał firmę i dopóki kontrahenci nie zorientowali się, że jest chory, mógł funkcjonować. Przez dwa lata otrzymywał zasiłek z MOPS-u z powodu choroby, całe 418 zł, można było za to przeżyć.
I chociaż starał się w miarę normalnie funkcjonować, to władzę nad nim miał tajemniczy klient. – Trudno określić, kto to taki. Bardzo się go obawiałem, myślałem, że chce mnie zniszczyć, że tylko czeka na moje potknięcie. Bałem się odzywać do ludzi, unikałem kontaktów, bo byłem przekonany, że zaraz wyda się, co źle zrobiłem – tłumaczy.
Próbował popełnić samobójstwo. Twierdzi, że zbierał leki, które powinien łykać, odkładał je do reklamówki. Kiedy, jego zdaniem, miał już wystarczający zapas, świadomie połknął wszystko. – Zażyłem 7-krotną dawkę śmiertelną, ale się przestraszyłem i zadzwoniłem po pogotowie. Skończyło się na płukaniu żołądka, żadnej pomocy nie dostałem, w końcu byłem schizofrenikiem.
Do redakcji Bogdan przyszedł po kolejnej wizycie w szpitalu, gdzie był przez dwa miesiące na obserwacji. – Jeden z lekarzy powiedział przy mnie do swoich kolegów, że nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani. U mnie potwierdził zaburzenia osobowości mieszane. Kiedy byłem schizofrenikiem, to przysługiwała mi renta, a skoro mnie wyleczono, to już nie mam prawa do pieniędzy. Chyba jestem jedynym przypadkiem wyleczonym ze schizofrenii, ale jakoś nie jestem z tego powodu sławny. Ktoś powiedział, żebym sam sobie poszukał choroby, więc przeczytałem wszystko, co było dostępne w Internecie. Zaburzenie osobowości chyba najbardziej do mnie pasowało, ale gdy lekarz to potwierdził, to doszedłem do wniosku, że to nie moja choroba, wypisałem się z oddziału z receptą na perazynę. To taki lek, pochodna pigułki gwałtu, który nie pozwala myśleć. Nie chcę być bezwolny, dlatego zdecydowałem, że nie będę tego brał.
Ale żyć trzeba, skoro brakuje odwagi, by z tym skończyć. Kiedy ma lepsze dni, wtedy chodzi z wózkiem po okolicznych śmietnikach. Twierdzi, że doskonale dawał sobie radę, jak tylko zrozumiał, jakie prawa rządzą życiem. Ale przeszkadzało mu wykluczenie społeczne, to, że ludzie patrzyli na niego z lekceważeniem.
Efektem chodzenia po śmietniku jest ogromna góra śmieci na podwórku i w domu. Nie wie, jak to się zebrało, ale ma nadzieję, że kiedyś, jak będzie się lepiej czuł, to je uprzątnie. Może znajdzie coś cennego. W końcu to przez lata zebrało się trochę długów, a pomoc mamy jest niewystarczająca.
Renty nie ma, więc poprosił o pomoc MOPS. Napisał prośbę i dostał odpowiedź. „Złożył Pan wniosek o udzielenie pomocy w formie bezpłatnych posiłków. W trakcie przeprowadzania wywiadu ustalono, że prowadzi Pan samodzielne gospodarstwo domowe. Pana dochód wynosi łącznie 0,00 zł miesięcznie, ustawowe kryterium dochodowe dla Pana wynosi 542 zł. 150% ustawowego kryterium dochodowego dla Pana wynosi 813 zł. Pomoc w formie bezpłatnych posiłków może być udzielona osobom, które spełniają ww. kryterium oraz osobom z dochodem do 150% kryterium. Pomoc w postaci jednego gorącego posiłku dziennie przysługuje osobie, która własnym staraniem nie może go sobie zapewnić. Pomoc ta może być świadczeniem doraźnym lub okresowym”. I teraz zagadka: dostał Bogdan posiłek czy nie?
Sporo czasu zajęło mu zrozumienie tej decyzji. Oprócz posiłku MOPS przyznał mu zasiłek celowy na zakup środków czystości i do końca października po 100 zł miesięcznie na zakup żywności.
Teoretycznie jest to jakieś rozwiązanie jego problemów. Chodzi na stołówkę, bo jeśli zje, to wie, że przeżyje kolejny dzień. Co prawda więcej znajdzie na śmietniku, ale czasem przyda się coś gorącego. Od trzech lat w domu nie ma ogrzewania. Idą chłodne dni, gorąca zupa na pewno pozwoli dłużej utrzymać się przy życiu. Bo chorować nie może, nie ma ubezpieczenia, więc nikt go do szpitala nie przyjmie.
W czasie rozmowy poprawnie się wysławia, może rozmawiać na wiele tematów. Gdy pytam o wykształcenie, zapewnia, że podstawowe i do tego doświadczenie w budowlance. – Często pracowałem na budowie, ale chodzenie wysoko po rusztowaniu, na czarno, za 5 zł na godz. to przecież śmierć. Kiedy choroba się nasila, nie chce mi się żyć, ale poza tym jest mi tu dobrze na ziemi, choć nie mam powodów do radości.
Przyzwyczaił się do życia z boku. Bo zwykle tak się czuje: jakby się widział w trzeciej osobie, widzi, co się dzieje, ale nie ma to żadnego wpływu. Poza tym boi się, tego głosu ze swojej głowy, ataków agresji. Jak coś mu się nie spodoba, to potrafi wyzywać obcych ludzi na ulicy. No i ten „tajemniczy klient”, który gdzieś czai się z boku, kontroluje wszystko i tylko czeka na jego potknięcie. I pewnie zaatakuje, ale i tak Bogdan nie zadzwoni po nikogo, bo nie ma telefonu. Ma wrażenie, że wtedy „oni” by go podsłuchiwali, wchodzili do mózgu, kontrolowali myśli, plany i nie można byłoby się przed nimi schować.
Po tym stwierdzeniu Bogdan rozejrzał się dookoła, sprawdził, czy wszystko zabrał i wyszedł bez pożegnania. Czy wróci, nie wiadomo, nawet nie wiadomo, czy wie, gdzie był i opowiedział o swoich problemach.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze