O kilkaset procent wzrosła w całym kraju liczba wniosków kierowanych do poradni psychologiczno- -pedagogicznych o odroczenie obowiązku szkolnego dla 6-latków urodzonych w pierwszej połowie 2008 roku. Oznacza to, że rodzice nie chcą posyłać swoich dzieci do szkoły, uznając, że nie są one jeszcze gotowe, by rozpocząć naukę w I klasie. W Płocku na listę uczniów miało być wpisanych 675 chłopców i dziewczynek. Już wiadomo, że ta liczba będzie znacznie mniejsza, bo tylko w jednej płockiej poradni na wniosek rodziców zostało wydanych ponad 100 decyzji, podczas gdy do tej pory było ich nie więcej niż 10. Rodzice mają do dyspozycji dwie płockie poradnie, jedną powiatową i placówki niepubliczne. W Europie dzieci rozpoczynają naukę w szkole w różnym wieku. Najwcześniej w Irlandii, gdzie już 4-letnie dziecko może pójść do I klasy. Tu około 45% maluchów w tym wieku rozpoczyna edukację, za to wśród 5-latków jest to już 100% dzieci. Podobnie jest w Holandii, gdzie dopiero 5-latki mają obowiązek rozpoczęcia nauki, ale około 99% dzieci 4-letnich zostaje zapisanych do szkoły, choć nie jest to obowiązkowe. 5-letnie dzieci idą obowiązkowo do szkoły w: Anglii, Walii, Szkocji i na Malcie. Dłuższe dzieciństwo, bo aż do 7. roku życia mają dzieci z: Łotwy, Litwy, Bułgarii, Estonii, Finlandii, Szwecji i z Polski, gdzie jest wprowadzana reforma oświaty, zgodnie z którą obowiązek szkolny jest już dla dzieci 6-letnich urodzonych w pierwszej połowie 2008 roku i wszystkich 7-latków. W pozostałych krajach Europy naukę rozpoczynają wszystkie 6-latki. Polska jest krajem, w którym rodzice nie dowierzają, że ktoś może wiedzieć coś lepiej od nich. Pewnie gdyby obowiązek pójścia do szkoły miały tylko 7-latki, a pozostałe dzieci rozpoczynałyby edukację zgodnie z decyzją rodziców, nie byłoby aż tylu odroczeń – po prostu opiekunowie podejmowaliby decyzje zgodnie z własną wiedzą o dziecku. Jesteśmy jednak przekorni i skoro ktoś za nas zdecydował, to pokażemy, że nie ma racji i postawimy na swoim. Poślemy dzieci do szkoły za rok, niech mają jeszcze przedłużone dzieciństwo. Jeszcze w ubiegłym roku szkolnym w poradniach wydano tylko kilkanaście decyzji o odroczeniu obowiązku szkolnego. Czyżbyśmy zatem nagle mieli „wyż demograficzny” dzieci, którym brak dojrzałości emocjonalno-społecznej i samodzielności, by rozpocząć naukę w szkole? Odroczyć obowiązek szkolny dziecka może tylko i wyłącznie dyrektor szkoły w obwodzie, do którego dziecko by trafiło. Warunkiem jest dostarczenie opinii z poradni pedagogiczno-psychologicznej, w której zawarto informację, że odroczenie jest zasadne.
Dlaczego nie chcą do szkoły?
Z jakiego powodu rodzice składają wnioski o odroczenie obowiązku szkolnego swoich dzieci? – My nie wnikamy, jakie są obawy rodziców – mówi Paweł Świątek, dyrektor Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej nr 1 w Płocku. – Opiekun ma prawo podjąć taką decyzję, bo zna najlepiej swoje dziecko. Pracownicy poradni patrzą przede wszystkim na rozwój psychofizyczny dziecka, czy osiągnęło gotowość szkolną, czy jeszcze nie, zarówno jeśli chodzi o umiejętności, jak i o wiadomości, które są wymagane w I klasie, oraz na jego emocjonalno-społeczny rozwój. Wcześniej o odroczenie występowali głównie rodzice, których dzieci miały orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. W tym roku mamy bardzo dużo wniosków o odroczenie obowiązku szkolnego i wiemy, że jest to tendencja ogólnopolska. Absolutnie nie jest to ominięcie prawa, bo zgodnie z przepisami rodzice od zawsze mieli prawo wystąpić z takim wnioskiem. Ustawa od początku swojego obowiązywania przewidywała, z jednej strony wcześniejsze pójście dziecka do szkoły, a z drugiej odroczenie obowiązku szkolnego. Tylko do tej pory ten przepis nie był wykorzystywany w tak dużym stopniu. Powodów wydawania odroczenia obowiązku szkolnego może być kilka. Obok braku gotowości emocjonalno-społecznej i samodzielności może to być także opóźniony rozwój, choćby mowy. Rodzice mogą być także przekonani, że przedszkole lepiej spełnia ich oczekiwania, a mogą się obawiać, że w przedszkolu ich dzieci nie dostaną miejsca i lepiej się zabezpieczyć na tę ewentualność. Trudno jednak przypuszczać, że chodzi tylko o opiekę nad dzieckiem do późnych godzin popołudniowych, bo w szkołach są świetlice działające przynajmniej do godz. 16.00, jest także zapewniony posiłek. Nie ma leżakowania, ale to akurat dzieci lubią najmniej. – Dla nas ważne jest to, że rodzic, który zna dziecko najlepiej, reaguje na jego potrzeby – mówi P. Świątek. – Do każdego wniosku dołączona jest opinia z przedszkola, podczas realizacji badania przeprowadza się wywiad z rodzicami oraz – w zależności od potrzeb – testy psychologiczne, pedagogiczne, logopedyczne. Wnioski o przeprowadzenie badań rodzice składają od kilku miesięcy. 6-latki z pierwszej połowy 2008 roku naukę w szkole rozpoczną dopiero 1 września. Trudno przewidzieć, czy wynik badania wówczas będzie miarodajny i czy, przynajmniej w niektórych wypadkach, rodzice nie robią krzywdy dziecku zostawiając je w przedszkolu. Bo pół roku w życiu dziecka, to bardzo dużo czasu, w którym może się ono całkowicie zmienić.
Dzieci chcą iść do szkoły
Odwiedzamy oddział przedszkolny w Szkole Podstawowej nr 12 w Płocku. Na pytanie, czy dzieci chcą iść do szkoły, słyszymy chóralne „tak”. – Chcę wreszcie poznać literki i pisać – mówi Zuzia, pokazując swój zeszyt. – Ja już umiem czytać i liczyć – zapewnia Piotrek i na potwierdzenie swoich słów wraz z kilkoma kolegami i koleżanką zaczynają liczyć. – A ja jeszcze rok będę w przedszkolu, ale bardzo chcę iść do szkoły – dodaje Agatka. Swoje niezadowolenie, że jeszcze nie może się uczyć, okazuje także Oliwia: – Nie mogę się doczekać szkoły. Ich wychowawczyni, pani Agnieszka zapewnia, że choć dzieci różnią się wiekiem i tempo pracy jest różne, to wszystko można wypracować. – Jedne potrzebują więcej czasu, inne mniej na wykonanie zadań, ale widać, że już nie mogą doczekać się, kiedy pójdą do I klasy. Rodzice też często pytają, czy można zapisać ich dzieci do szkoły, czy są już dostatecznie dojrzałe. Oni bardzo różnią się w tym wieku i bywa, że 5-latek jest lepiej emocjonalnie przygotowany do pójścia do szkoły niż 6-latek. Ale dzieci szybko nadrabiają braki. W mieszanej klasie I uczniowie mają do dyspozycji oddzieloną część dydaktyczną od części rekreacyjnej. Ale tu już nie ma chóralnego „tak”, że lubią chodzić do szkoły. 7-letni Wiktor mówi, że wolałby siedzieć w domu, bo w szkole trochę się nudzi. – Ja już za dużo umiem, a wolałbym w tym czasie pobawić się na dworze – zapewnia. Wychowawczyni, pani Małgosia, widzi różnicę w przyzwyczajaniu się dzieci do szkoły. – Lepiej przystosowane są te 6-letnie dzieci, które wcześniej chodziły do przedszkola. Wiele z nich potrafi czytać, a przecież zdarzają się 7-latki, które dopiero w szkole poznają literki. Najważniejsze, że czują głód nauki, są aktywni, chętni do pracy, nie ma z nimi kłopotów. Owszem, potrzebują więcej czasu na zabawę niż naukę, ale taki czas jest przewidziany w programie i kiedy tylko widzę, że są zmęczeni, natychmiast robię przerwę. Zdaniem Agaty Bogiel, dyrektor SP nr 12, rzeczywiście przyjęcie dziecka 6-letniego do I klasy w niektórych wypadkach może budzić zastrzeżenia. – Ale znając wiele roczników dzieci, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że zdecydowana większość śmiało poradzi sobie w szkole. Podstawa programowa jest przystosowana dla 6-letnich dzieci, które mają cały rok na poznawanie liter, naukę czytania i pisania – jest to rozłożone w czasie. Bardzo ważna w tym wieku jest dojrzałość szkolna i najczęściej na ten powód powołują się rodzice, występując z wnioskiem o odroczenie obowiązku szkolnego. Mówiąc krótko, chodzi o określenie sfery emocjonalnej, która bywa częściowo zaburzona i wtedy przejście z przedszkola do szkoły może być dla dziecka zbyt trudne. W takich sytuacjach lepiej wystąpić z wnioskiem o odroczenie. Jeśli jednak rodzice zdecydują, by ich dziecko poszło do szkoły, to można braki nadrobić.
Do szkoły bez tornistra
Płockie szkoły są na dziś dobrze przygotowane na przyjęcie 6-latków. W każdej klasie są szafki na książki, zeszyty, kredki, dzieci nie muszą nosić codziennie do domu tornistra. Klasy I–III są oddzielone od reszty szkoły, kontakt ze starszymi uczniami jest utrudniony, dzięki czemu dzieci czują się w szkole bezpiecznie. Przy każdej klasie jest szatnia. Program ministerialny „Radosna szkoła” pozwolił na doposażenie w sprzęt dydaktyczny, zorganizowanie kącików tematycznych i bibliotek, gdzie 6-latek swobodnie spędza czas. Dla dzieci powstały w szkole miejsca przeznaczone na zajęcia rekreacyjne ze sprzętem grającym i specjalnymi klockami, a poza nią place zabaw, gdzie uczniowie również bardzo lubią spędzać czas. Każda klasa jest podzielona na dwie części, dydaktyczną i rekreacyjną. Nikt nie pilnuje, by dzieci uczyły się przez 45 minut, a potem miały przerwę. Zgodnie z potrzebami nauczyciel decyduje, kiedy jest czas na pracę, a kiedy na zabawę. Dzieci przynoszą do szkoły ulubione zabawki, w czasie przerwy mogą się nimi bawić. Czym się zatem różni szkoła od przedszkola? – Chyba tylko budynkiem – odpowiada dyrektor Bogiel. – W szkole są jeszcze typowe ławki i krzesełka szkolne, ale ich wysokość jest regulowana i dostosowana do wzrostu dziecka. W każdej sali są przymiary i dzieci można w każdej chwili zmierzyć. W łazience specjalnie zamontowano niżej umywalkę. 6-latki jedzą obiad na innej przerwie niż starsze dzieci, a świetlica codziennie jest czynna od godz. 7.00 do 16.00 i jeśli w nowym roku szkolnym będzie taka potrzeba, to jej godziny otwarcia mogą zostać wydłużone. I co ważne, w każdej klasie, gdzie uczą się 6-latki, w tym roku szkolnym Urząd Miasta dał możliwość zatrudnienia pomocy nauczyciela. Najtrudniej jest z przyzwyczajeniem nauczycieli, ale przygotowania do przeprowadzenia reformy trwają od dawna, bo o zmianach mówiono od kilku lat. Termin był przesuwany, a w tym czasie nauczyciele zdążyli przejść szkolenia, warsztaty, kursy, dzięki czemu nawet ci z dużym doświadczeniem już zmienili styl pracy, by wymagania zostały spełnione. Z przyswojeniem programu dzieci nie powinny mieć najmniejszych problemów. Podstawa programowa jest przygotowana dla 6-latków, a bywa i tak, że 7-latki nie radzą sobie z tym, z czym ich młodsi koledzy nie mają problemu. W takich wypadkach zwykle więcej pracy mają nauczyciele, którzy muszą poświęcić dodatkowy czas mniej zdolnemu uczniowi, bez względu na jego wiek. W roku szkolnym 2014/2015 w SP nr 12 będzie przynajmniej jedna cała klasa 6-latków, bo do końca marca zostało zapisanych do szkoły 27 dzieci z rocznika 2008. Pewnie będzie też jedna klasa łączona. Na razie nie wiadomo, jaką ostateczną decyzję podejmą rodzice dziewczynki z rocznika 2009, którzy zainteresowani byli zapisaniem jej do szkoły. Znacznie trudniej będzie w roku szkolnym 2015/2016, kiedy do I klasy pójdą dzieci z II połowy 2008 roku, cały rocznik 2009 i wszystkie te z I połowy 2008 roku, którym odroczono obowiązek szkolny. Nie oznacza to, że zabraknie w szkołach miejsc, ale uczniów będzie znacznie więcej niż teraz, gdy jest tak dużo odroczeń. Jola Marciniak jola.marciniak@tp.com.pl fot. D. Ossowski Czy dziecko powinno iść wcześniej do szkoły?
Anita Kędzierska To bardzo dobry pomysł. Mój synek ma 4 latka, ale już interesuje się literkami, próbuje czytać i coraz lepiej mu to wychodzi. Stara się też liczyć, zapamiętuje kolejne cyferki. Dlaczego miałabym nie pozwolić mu iść do szkoły, jak skończy 6 lat? Przecież będzie już tak dużo umiał. Dzieci dzisiaj same szybko się uczą, poznają nowe rzeczy, same buszują w komputerze. Takie mamy czasy i nic na to nie poradzimy, nie można zatrzymywać tego, co nieuchronne.
Małgorzata Adamkiewicz Myślę, że to bardzo dobry pomysł, by dzieci szły do szkoły w wieku 6 lat. Opowiadała mi znajoma, jak teraz wygląda szkoła i sama bym chciała do takiej chodzić. To nowoczesne, świetnie wyposażone miejsca, w których dzieci nie tylko się uczą, ale i bawią. Za moich czasów tak nie było, a też, przynajmniej na początku nauki, wszyscy chcieliśmy iść do szkoły. Pamiętam, że nie mogłam się doczekać, żeby skończyły się wakacje. Myślę, że to dobrze, jak dziecko wcześniej pójdzie do szkoły. Takie mamy czasy, że wcześniej dojrzewają, wcześniej uczą się wszystkiego, są chłonne nowości. Ja na pewno w wieku 6 lat tyle nie wiedziałam, ile wiedzą dzisiejsze 6-latki.
Joanna Benirowska Nie będę miała wyboru, moje córeczki pójdą do szkoły, jak tylko skończą 6 lat, ale bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że będą lubiły się uczyć, bo dziś szkoły są zupełnie inne niż jeszcze kilka lat wcześniej. Słyszałam, że w klasach są szafki na książki, więc nawet to, co tak mnie przerażało, że będą dźwigać kilka kilogramów przyborów szkolnych na plecach, zostało rozwiązane. Widzę, jak przynajmniej starsza córka, bo młodsza jest jeszcze za mała, jest ciekawa świata, jak wszystko ją interesuje. Nie miałabym serca, by kazać jej chodzić do przedszkola o rok dłużej i tylko się bawić. Lepiej wcześniej zacząć rozwijać talenty i dać więcej czasu na naukę. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze