- Między sceną (jaka by ona nie była) a widownią (jaka by ona nie była) powinien się znaleźć krytyk, który uruchomi całą swoją wyobraźnię - cały słuch i całą swą wiedzę o machinie teatralnej, ale i o tekście literackim – mówiła Jagoda Opalińska podczas promocji swojej najnowszej książki „Twarzą w twarz z aktorem”. Publikację zadedykowała wszystkim aktorom i nie wszystkim reżyserom. Spotkanie z czytelnikami odbyło się w teatralnym „Piekiełku”.
Książka Opalińskiej – tak jak klasyczne przedstawienie teatralne albo tekst dramatu – podzielona została na trzy akty. W prologu „Miara aktora – skala kreacji” pochyla się m.in. nad rolą Haliny Łabonarskiej w „Learze” w inscenizacji Wawrzyńca Kostrzewskiego, a przywołując badaczy polskiego romantyzmu (Kleiner, Kubacki, Treugutt), przypomina krakowską inscenizację „Lilii Wenedy” w Teatrze Słowackiego w reżyserii Krystyny Skuszanki. W kolejnych rozdziałach – aktach zestawia brak tytułowego bohatera w „Mazepie” (Teatr Polski, 2013) - „co ma swoje bolesne konsekwencje na planie przedstawienia” ze znakomitymi „Dziadami” w inscenizacji Janusza Wiśniewskiego. Wysoką ocenę otrzymali w recenzji Opalińskiej Wojciech Adamczyk za telewizyjną „Ekspedycję” i Wojciech Malajkat za „dialogi z farsą w tle” czyli „Nasze żony” w Teatrze Syrena (premiera 2017).
Prowadzący spotkanie Marek Mokrowiecki określił, że książka „Twarzą w twarz z aktorem” to nie klasyczny zbiór recenzji i wymaga od czytelnika wiedzy. Nie jest też suchym opisem postaci aktora.
- Zawiera teksty, które nazwałbym esejo-impresjami, ponieważ mówią i o przedstawieniach, i o teatrze jako takim. To wielki plus. Zakładam, że biorą ją do ręki ludzie, którzy poruszają się w temacie szeroko pojętej kultury teatralnej. Autorka łapie refleksy padające ze sceny, bez których przedstawienie jest płaskie . Zwrócił też uwagę na adekwatny do tych impresji język.
Dwa rozdziały autorka poświęciła dramaturgowi Jerzemu Szaniawskiemu i percepcji jego dzieł w płockim teatrze, w którego repertuarze od lat goszczą sztuki patrona. W filmie zrealizowanym w ramach projektu „Kultura w sieci” (reż. Mokrowiecki) dostrzegła „trafnie wydobyte arkana pisarskie oraz artystyczną specyfikę niedopowiedzeń”. W spektaklu „Dwa teatry” (również w reż. Mokrowieckiego) - „liryzm, wzruszenie, refleksję”. W „Papierowym kochanku” reżyser Paweł Paszta zapowiadał odważny drenaż słowa, lecz w opinii krytyczki „poprzestał na fasadowych, werbalnych starciach”.
Warto zwrócić uwagę na niewielki szkic zatytułowany „Jej portrety w jego kadrze” poświęcony aktorce Magdzie Teresie Wójcik i mistrzowi sztuki operatorskiej Jerzemu Wójcikowi. Autorka przypomina trzy telewizyjne spektakle z Magdą Teresą Wójcik: „Joanna D’Arc”, „Medea”, „Relacja” oraz film „Wrota Europy”. W Płocku aktorkę podziwiano na żywo na scenie KMPiK-u, gdzie osiadł Teatr Adekwatny po opuszczeniu Cieszyna.
Tomasz Wójcik, wydawca książki, kultywujący pamięć „Adekwatnego” mówił z ekranu:
- Lata 1966-68, kiedy teatr działał nieprzerwanie w płockim KMPiK-u, były czasem intensywnego szukania własnej drogi. To wtedy formowały się założenia programowe. Rodził się teatr oparty na improwizacji, otwarty na ryzyko chwili obecnej, w której kolejne spotkanie z publicznością mogło przynieść nowy ton, nowe znaczenie, nową energię. Jednym z najważniejszych elementów stał się dialog z widzem, zarówno w trakcie jak i po spektaklu. Po przedstawieniu odbywały się dyskusje, nierzadko bardzo żywe, które sprawiały, że widzowie stawali się współuczestnikami. W ten sposób teatr przekraczał granice sceny i stawał się miejscem tworzenia granicy wspólnej aktora i widza... Teatr Adekwatny sięgał po treści ponadczasowe, pytał o godność, wolność, odpowiedzialność i sens ludzkiego losu. Z tych płockich doświadczeń wyrósł dorobek obejmujący setki spektakli, liczne podróże artystyczne i trwałe miejsce w polskiej kulturze. Jak mówiła moja mama Magda Teresa Wójcik – teatr był dla niej sztuką przekazywania, a nie udawania. Ogromną rolę w „Adekwatnym” odgrywała improwizacja nie jako dowolność, lecz jako czujność wobec widowni. Był to teatr chwili obecnej.
Reklama
Jagoda Opalińska dedykowała swoje teatralne szkice „wszystkim aktorom, ale nie wszystkim reżyserom”. Jej zdaniem aktor to zawód chroniony, a kwintesencją znakomitego aktorstwa było przedstawienie „Żar” w Ateneum z Szaflarską, Zapasiewiczem i Gogolewskim. Od krytyki wymaga pokory, nie arogancji. Chce, by była kustoszką pamięci. Nie lubi recenzji, w których aktor jest niszczony. Ubolewa, że recenzja teatralna jest dzisiaj (poza fachowymi czasopismami i ciekawie redagowanymi niektórymi witrynami internetowymi) prawie nieobecna, zagubiona. Zastąpiły ją materiały reklamowe, plotkarskie newsy, korporecenzje. Ale właśnie z tego powodu tym bardziej trzeba recenzje publikować.
Podczas płockiej promocji fragmenty „Twarzą w twarz z aktorem” przeczytali Grażyna Zielińska i Marek Mokrowiecki. Piosenki urodzonej w Płocku Miry Zimińskiej (do tekstów Hemara) zaśpiewała Magda Tomaszewska (akompaniament Edward Bogdan). Wśród publiczności obecni była uczniowie SP 18, której patronem jest prof. Jan Zygmunt Jakubowski, historyk literatury, absolwent Małachowianki. Ojciec autorki.
Fot. Waldemar Lawendowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze