Reklama

Ile warta jest polisa?

08/09/2004 13:21
Przed 16 laty, nasza czytelniczka wraz z mężem postanowiła zadbać o przyszłość swojej 4-letniej wówczas córki i wykupić dla niej polisę. Jak wówczas ich zapewniano, będą to w przyszłości pieniądze na kształcenie córki. Któż by się oparł takiej pokusie?Zgodnie z zawartą umową z przedstawicielką PZU, wpłacali co miesiąc jedną dziesiątą ówczesnego przeciętnego wynagrodzenia. Po 16 latach miała otrzymać dwudziestokrotność średniej krajowej, czyli 580 tys. zł. Składka miesięczna, przynajmniej ta pierwsza obliczona została na 740 zł.
Przez kilka kolejnych miesięcy przychodziła do nich przedstawicielka PZU i odbierała składki. Ponieważ czasy były niepewne, a przede wszystkim galopująca inflacja, składka rosła i to niemal z miesiąca na miesiąc. – W pewnym momencie pani, która odbierała od nas miesięczne składki powiedziała, że już prawie wszyscy zrezygnowali z wpłacania pieniędzy – tłumaczy nasza czytelniczka. – Zresztą, składka wzrastała tak szybko, że to przestało mieć sens. Zrezygnowaliśmy z wpłat, ale polisę zatrzymaliśmy.
Po upływie 16 lat, państwo W. napisali do PZU pismo z prośbą o wypłacenie należnych córce pieniędzy. Po dostarczeniu oryginalnych dokumentów dowiedzieli się, że świadczenie z polisy podstawowej wynosi … 330 zł i tyle jest pieniędzy do wypłaty.
Trudno się dziwić, że kwota ta przede wszystkim wzbudziła śmiech, a państwo W. myśleli, że pewnie gdzieś zginęło choć jedno zero. W końcu to mieli otrzymać po 16 latach 20 średnich krajowych. Na tyle nie liczyli, bo nie opłacili wszystkich składek. Ale 330 zł uznali za żarty.
Napisali kolejne pismo z prośbą o urealnienie zaproponowanej kwoty. I otrzymali pismo, z którego wynika, że w ramach ugody PZU może dokonać dodatkowej waloryzacji świadczenia, do łącznej kwoty. 700 zł. Jeśli córka państwa W. zdecyduje się na przyjęcie tej kwoty, to może od razu ją odebrać.
Za 700 zł trudno byłoby wykształcić w dzisiejszych czasach dziecko, a takie było przecież przesłanie tej polisy. Państwo W. zastanawiają się, co teraz zrobić. Iść do sądu? Niestety, nie mają dowodów wszystkich dokonanych wpłat. Dalej pisać pisma? Można, tylko czy przyniesie to jakiś efekt? – Ja zastanawiam się, dlaczego najpierw zaproponowano mi 330 zł, a potem ugodę w wysokości 700 zł – dziwi się nasza czytelniczka. – Jeśli to wynika z jakichś wyliczeń, to może ktoś mógłby mi wyjaśnić, na podstawie czego dokonano tych wyliczeń. Odpowiedź PZU to dla mnie taka propozycja, bierz i bądź cicho. A ja jestem przekonana, że należy mi się więcej niż 700 zł.
Przypadek państwa W. wcale nie jest jedyny. Takich polis, które zostały zawarte przed 1989 rokiem, było sporo. Znane są przypadki, gdy osobom, które złożyły pozwy do sądu, PZU zaproponowało wyższą kwotę do wypłaty. Bywało, że była ona kilkakrotnie wyższa od pierwszej, zaproponowanej. Trudno się więc w tej sytuacji dziwić, że ludzie chcą walczyć o swoje.
Państwo W. wspominając sytuację sprzed kilkunastu lat twierdzą, że to przedstawiciel PZU zaproponował, by nie płacili składki, nie dostali od tamtej pory żadnego pisma, żadnego oficjalnego stanowiska PZU, żadnej urealnionej składki. PZU zachowywało się przez te wszystkie lata tak, jakby chciało, by polisa gdzieś zaginęła i ubezpieczony nie domagał się wypłacenia należnych pieniędzy. Bo do wypłaty świadczenia konieczny jest oryginał zawartej polisy. – Gdyby PZU miało jakiekolwiek pismo, z którego by wynikało, że ja nie zastosowałam się do ich ówczesnej propozycji, wtedy bym nawet nie próbowała walczyć – tłumaczy nasza czytelniczka.
Dyrektor oddziału PZU Życie S.A. w Płocku Dariusz Wojtulewicz potwierdził nam, że takich spraw jest sporo. – Ten problem nie wyniknął z winy żadnej ze stron. Nikt w latach osiemdziesiątych nie mógł przewidzieć, że będzie hiperinflacja, wtedy nie było nawet takiego pojęcia w ówczesnym systemie ekonomicznym. Nie można więc było zawierać w umowach żadnych klauzul dotyczących zniesienia ewentualnych jej skutków. Panująca w latach 1989-91 hiperinflacja doprowadziła do tego, że wszystkie sumy określone w polisach się zdewaluowały. Dodatkowy zamęt wprowadziła denominacja. Przez to już trudno określić, kto jaką sumę pieniędzy wpłacił i jaka mu się może należeć.
PZU dziś sam rewaloryzuje polisy na zasadzie propozycji, wypłatę pewnej kwoty, zdaniem dyrektora Wojtulewicza, dużo wyższej od tej, która jest określona w polisie. Ta propozycja składana jest w oparciu o własne wyliczenia ekonomiczne, a przecież nie może ona mieć nic wspólnego z choćby lokatą bankową, skąd odbiera się pieniądze z odsetkami.
Każda osoba, która nie zgadza się na sumę zaproponowaną przez PZU, może iść do sądu. – W wyroku zostaje już ustalona ostateczna kwota – wyjaśnia D. Wojtulewicz. – Zdarza się i tak, że sądy orzekają wyższe kwoty od zaproponowanych przez nas, ale bywa, że ludzie mają zasądzane niższe. O tych przypadkach mało się mówi, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że są i takie. My musimy opierać się na realiach ekonomicznych i możemy wypłacić osobie, która opłacała składki tylko taką sumę, jaką wyliczyliśmy na podstawie zysków z lokat funduszu ubezpieczeniowego.
Dyrektor zapewnił nas, że PZU z wieloma klientami przed laty się porozumiało i polisa została urealniona. Z różnych przyczyn nie mogli tego zrobić ze wszystkimi ubezpieczonymi. Co zrobią nasi Czytelnicy na razie nie wiadomo. – Postaramy się dotrzeć do przedstawiciela PZU, który wówczas pobierał od nas składki. Mam nadzieję, że nie będzie problemem zorientowanie się, ile pieniędzy wpłaciliśmy. To przecież nie może być objęte tajemnicą. Najprawdopodobniej będziemy walczyć w sądzie o urealnienie tej wpłaty. To nie nasza wina, że w kraju była hiperinflacja i denominacja. My chcieliśmy płacić, by dziś tych pieniędzy wystarczyło na wykształcenie naszej córki. Nie nasza to wina, że PZU wtedy nie zareagowało na te zjawiska ekonomiczne. A chyba powinno, jako ta strona, która w końcu decyduje o ostatecznej wypłacie. Bo to PZU według własnych obliczeń wypłaca nam świadczenie, nikt nie pyta, jakie są moje obliczenia. Za to trzeba ponosić odpowiedzialność. Poza tym ugoda, to dogadanie się dwóch stron, a nie propozycja jednej z nich – argumentują poszkodowani i trudno nie przyznać im racji.


Jola Marciniak


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości