Machiavelliczna zasada, że w polityce trzeba być lisem i lwem znakomicie sprawdziła się w debacie na temat najodpowiedniejszej dla tubylców nad Wisłą stawki podatku VAT na dostęp do Internetu. Uraczono nas w tym względzie całkiem zgrabnie wyreżyserowanym spektaklem. Było głośno i bardzo bojowo. Najpierw rząd podniósł maksymalnie, żeby sejm mógł obniżyć, sejm zatem obniżył, żeby senat mógł podnieść, senat nie omieszkał skorzystać i podniósł znowu maksymalnie, żeby sejm z powrotem mógł obniżyć, więc na koniec sejm już nie tylko obniżył, ale zniósł całkowicie. No może jeszcze nie zniósł, przynajmniej w chwili, gdy piszę te słowa, ale lada moment to zrobi, bo zapowiedziały to zgodnie “wszystkie kluby parlamentarne”. Wszystkie, bo kiedy jedni mają już nóż na gardle, a drugich głowa od przybytku boli, nikt nie zamierza ryzykować. A ryzykować nie warto, bo prezydent i tak nie podpisze, bo podpisać nie może, “ale jeszcze za wcześnie, by o tym mówić”. Zanim nadejdzie właściwy moment, by o tym głośno powiedzieć, można ludziom robić w głowach mętlik i jeszcze coś na pięć minut przed anszlusem ugrać. A ugrać tu łatwo, bo wszyscy przecież wiedzą, jak “ogromne ma dostęp do Internetu znaczenie dla edukacji społecznej, zatem trzeba ten dostęp ułatwić”. Dlaczego nie wcześniej, dokładnie nie wiadomo. A do Internetu garną się wszyscy, najbardziej młodzież i dzieci. Kto zatem ułatwi, może sporo wygrać, nawet na długie lata, a im więcej ułatwi, tym więcej wygra. To proste, ale nie bardzo.
Nie bardzo, bo prezydent obniżonej czy nawet zredukowanej do zera stawki VAT-u i tak podpisać nie może, bo wówczas zostałby na salonach w Europie uznany za “ignoranta” w myśl ostatnio bardzo modnej wykładni. Ignorancja oznaczałaby w tym momencie nieznajomość prawa europejskiego, które wcale, jak tłumaczył mi rok temu poseł Jasiński z marszałkiem Struzikiem do spółki przeciw radnemu Nowakowskiemu, miało nie regulować wewnątrzpaństwowych stawek podatkowych. A tu się raptem okazuje, że reguluje i to całkiem konkretnie, bo pod groźbą wysokich sankcji finansowych. Zatem powoli robi się jasne, że od kiedy zostaliśmy zakładnikiem Unii, musimy się do jej przejrzystych dyrektyw stosować, bo w Brukseli nie pozwolą, by ktoś im tam w Europie z prawa robił dżunglę, a już na pewno nie my. Rząd co prawda jeszcze w stosownym czasie, czyli już po uchwaleniu niezgodnej z unijnym prawem ustawy zwróci się do Unii o zwolnienie Internetu z VAT-u, może nawet spróbuje na jakiś czas wziąć urzędników z Brukseli pokazowo na litość albo na szantaż, i choć nic z tego nie wyjdzie, to przecież nic nie szkodzi. Przynajmniej jasne będzie, czyja to ostatecznie sprawka ten potwornie drogi Internet.
Gazety wprawdzie jakoś w tym całym zamieszaniu tzw. polityków jednak broniły. Że to niby walczą jak lwy o obniżenie stawki. Ale z drugiej strony nie tylko ja widziałem, że politycy, jeśli nie ci sami, to z tego samego ugrupowania raz walczą jak lwy o obniżenie stawki, a innym razem o jej podniesienie. Politycy z rządu walczą przeciw politykom z sejmu, ci zaś przeciw politykom z senatu, z kolei wszyscy razem wzięci walczą dla dobra ogółu przeciw Brukseli, która to właśnie, a będzie to w oczywisty sposób już niedługo widać, dusi całą Europę horrendalnymi podatkami.
Kto zatem w tej grze jest lisem, a kto lwem? W odpowiedzi na to trudne pytanie niech pomoże przemyślunek nad tym, że w ostateczności o cenie na dostęp do sieci w stopniu najmniejszym decyduje wysokość podatku, a w największym zachowanie jedynego właściwie liczącego się dziś na rynku dostawcy usług internetowych, i to niezależnie od tego, czy oferuje usługi tylko rozrywkowe, delikatnie mówiąc, czy edukacyjne. Ale o tym milczą zgodnie “wszystkie kluby parlamentarne” i nie widać wcale, by ktoś raczył wykrzesać z siebie odrobinę realnej “woli politycznej” i ten karygodnie patologiczny stan rzeczy zmienił.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze