50 lat Tygodnika Płockiego to kawał historii. Nie tylko tych związanych z Płockiem i regionem, ale także z naszymi czytelnikami. Jeden z nich opowiedział nam swoją przygodę, która miała miejsce właśnie pół wieku temu, kiedy to pojawiły się pierwsze numery „TP”.
Tuż przed naszym wydawniczym debiutem, około dwa tygodnie wcześniej, Edward Bielski napisał do naszej gazety pewien tekst, zatytułowany: „Nie jesteśmy ani orłami, ani głąbami”. Wypowiedź była krytyczna – dotyczyła złego stylu przygotowania (według autora) uczniów maturalnej klasy Technikum Samochodowego do egzaminu z matematyki.
Był to jeden z wielu głosów w dyskusji pomiędzy nauczycielami oraz uczniami, która prowadzona była na łamach naszego czasopisma. Dziennikarze podczas spotkania z młodzieżą szkolną zebrali pisemne odpowiedzi na pytanie: „Wobec jakich trudności w życiu, szkole i w domu – jestem bezradna/bezradny?”. Najciekawsze fragmenty prac były systematycznie publikowane w kolejnych numerach Tygodnika Płockiego. O wypowiedzi poproszono też oczywiście nauczycieli, aby uzyskać pewien dwugłos w sprawie. Wspomniany tekst naszego czytelnika ukazał się w numerze 2, 14 maja 1972 roku – tuż przed maturą.
Pan Edward, wówczas 19-letni, napisał między innymi: „Są takie sytuacje, w których jestem bezradny. Kiedy zostanę wezwany z matematyki i stanę przed tablicą, drżę, gdyż wiem, że dostanę dwóję. Nie dlatego, że nie umiem, lecz dlatego, że umysł mój jest bardzo skrępowany. Muszę uważać, gdyż źle powiedziane przeze mnie jedno słowo, może drogo kosztować”.
„Dlaczego nie robi się zadań? Tak duża partia materiału została powtórzona na jednej lekcji. (…) Nie rozumiem tego, aby ucząc przez 5 lat, ta sama profesorka nie potrafiła doprowadzić klasy do poziomu dostatecznego. Przecież nie jest to klasa samych „orłów” i „głąbów”, którzy nic nie potrafią zrozumieć” – dodawał.
Jak nie trudno się domyśleć, tak negatywny wydźwięk tej opinii nie mógł przejść bez echa. – Dokładnie w czwartek pisałem egzamin i około godz. 11 ktoś dostarczył gazetę przed oblicze komisji. Nastąpiło wielkie poruszenie, czułem, że wzrok jest kierowany w moją stronę. Za chwilę zostałem poproszony o pracę i zaliczyłem tzw. „wypad” – opowiada z uśmiechem pan Edward. Stres był ogromy, bo chociaż większą część zadań rozwiązał, to nie wiedział, jak dalej potoczą się jego losy – zwłaszcza, że przed sobą miał jeszcze egzamin ustny.
Jak skończyła się ta historia, przeczytacie w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
(jb)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze